Ronaldo, Luis Nazario de Lima

Ronaldo: Fenomen sprzed ery Cristiano Ronaldo i Leo Messiego

FC Barcelona

11 lipca 1996 roku w mediach szumnie rozeszła się informacja, że klub ze stolicy Katalonii podpisał kontrakt z fenomenalnym Brazylijczykiem. Transfer ten jednak nie przyszedł łatwo. PSV nie chciało łatwo oddać swojej gwiazdy, którą wciąż obowiązywał dwuletni kontrakt. Ostatecznie kierownictwo holenderskiego klubu ugięło się, gdy na ich stole znalazła się kwota odpowiadająca dzisiejszym 15 milionom euro. Wraz z transferem wiązała się ogromna wartość marketingowa. Ku późniejszemu zdziwieniu kibiców Barcelony, związek, który miał trwać lata, okazał się zaledwie krótka przygodą.

Dla FC Barcelony Ronaldo rozegrał 49 spotkań, strzelając 47 bramek – te liczby nie oddają jednak prawdziwej wartości, jaką do klubu wnosił Ronaldo. Na boisku miał status prawdziwej gwiazdy. Wiązały się z tym pewne przywileje w klubie. Niestety, zaczęła się też odzywać prawdziwa natura Brazylijczyka. Ronaldo zaczął opuszczać treningi, często podróżować do ojczyzny, a także niepochlebnie wyrażał się o kibicach, którzy krytykowali go za brak zaangażowania na treningach. Nieprzerwanie widywany był także w nocnych klubach. Cóż, w Hiszpanii gwiazdy są uwielbiane przez kibiców, ale też każdy ich krok monitorowany jest przez media, urażając kibica także szybko można stracić reputację. Status gwiazdy zdecydowanie nie służył chłopakowi, który wychował się w faweli.

Zanim pożegnał się z Barceloną, do swojego CV dopisał zwycięstwo w Pucharze Zdobywców Pucharów, Copa del Rey oraz Superpuchar Hiszpanii. Pod koniec 1996 roku został wybrany najlepszym piłkarzem świata według plebiscytów FIFA i World Soccer. Zajął też drugie miejsce w plebiscycie o Złotą Piłkę, którą zdobył Niemiec Matthias Sammer, wyprzedzając rywala zaledwie o jeden punkt. Pomimo krótkiego czasu spędzonego na Camp Nou, kibice Blaugrany uważają, że to właśnie w ich klubie Ronaldo spędził najlepszy sezon w karierze.

Nieprzyjemne pożegnanie z Katalonią

Kulisy opuszczenia Barcelony są zaskakujące. Główną rolę w całym zamieszaniu odegrali oczywiście agenci Ronaldo, którzy postanowili zrobić ze swojego klienta maszynkę do zarabiania pieniędzy, patrząc głównie na swój portfel. Sam Brazylijczyk był raczej zadowolony ze swoich zarobków w klubie z Camp Nou, czuł się także szczęśliwy w samym mieście. Kibice w większości go uwielbiali (chociaż był tacy, którzy również mieli go dość). Agenci zawodnika postanowili jednak zmącić ten spokój.

Barcelona, która dopiero odradzała się po kryzysie, nie była w dobrej pozycji negocjacyjnej. Klub zdawał sobie sprawę, że zainteresowanie Brazylijczykiem rośnie. Największe zainteresowanie, jeszcze w grudniu 1996 roku, przejawiał Manchester United, wykładając na stół kwotę 20 milionów funtów – czyli równowartość zapisanej w kontrakcie klauzuli. „To dla mnie zaszczyt, że zainteresował się mną tak wielki klub, ale mam dług wdzięczności wobec Barcelony”.

Wobec świadomości możliwego odejścia Brazylijczyka, a także nieprzychylności agentów, którzy za wszelką cenę chcieli wynegocjowania jeszcze lepszego kontraktu dla swojego zawodnika, Barcelona postanowiła podjąć próby renegocjacji kontraktu. Wydawało się, że sprawa będzie tylko formalnością, lecz agenci robili wszystko to utrudnić. Nieświadomy Ronaldo bronił swoich przedstawicieli.

W pewnym momencie temat odejścia Ronaldo z Barcelony stał się tak nieznośny dla wszystkich, że mieli go dość zarówno piłkarze, kibice, jak również przedstawiciele Blaugrany. 26 maja 1997 roku doszło do ostatniego spotkania w sprawie dalszej gry Ronaldo na Camp Nou. Negocjacje pozornie przebiegły bezproblemowo i kierownictwo Barcelony uznało, że temat kontraktu jest zamknięty. Ronaldo zostaje. Wtedy do gry ponownie wkroczyli agenci Brazylijczyka, uruchamiając media. Ogłosili, że klub gra nieczysto, a w sprawie kontaktu nic nie jest przesądzone. Niedługo później prezydent Barcelony, Josep Lluís Núñez ogłosił: „To koniec, Ronaldo odchodzi”.

Ronaldo w stolicy mody

25 lipca 1997 roku nowym klubem Brazylijczyka został Inter Mediolan. Massimo Moratti wyłożył na stół 28 milionów dolarów, sprawiając, że Ronaldo przez krótką chwilę stał się najdroższym zawodnikiem na świecie. Piłkarz podpisał z klubem pięcioletni kontrakt, a na jego prezentację przyszło około 4 tysiące osób.

Swój debiut w koszulce Interu Ronaldo zaliczył 27 lipca 1997 roku w towarzyskim meczu o Trofeo Pirelli z Manchesterem United. Był to jednak występ zaledwie 17-minutowy, po którym Brazylijczyka zastąpił Ivan Zamorano. W Serie A natomiast swój pierwszy mecz Il Fenomeno rozegrał 31 sierpnia sierpnia, przeciwko Brescii. Na swoją pierwszą bramkę dla Interu czekał zaledwie kilka dni od debiutu. 14 września 1997 roku trafił do bramki w meczu z Bologną, w wygranym przez nerazzurrich 4:2 meczu na wyjeździe.

W sezonie 1997/98 najpoważniejszym kandydatem do walki o tytuł mistrzowski, oprócz klubu z Mediolanu, był także Juventus, który w swoim składzie posiadał takie gwiazdy, jak Del Piero, Inzaghi, Zidane, Davids czy Deschamps. To właśnie pomiędzy tymi dwoma klubami rozegrała się walka o scudetto, które ostatecznie trafiło w ręce bianconerich, w której nie obyło się bez kontrowersji.

Indywidualnie jednak Ronaldo był nie do zatrzymania. Wprawiał w osłupienie większość obrońców grających we włoskich klubach. Talent Brazylijczyka okazał się zbyt wielki, żeby można było opracować taktykę dającą duże szanse na wyłączenie go z gry. Reprezentant Canarinhos czarował nie tylko w Serie A, ale także w Pucharze UEFA i Coppa Italia. To właśnie podczas meczu o Puchar Włoch, przeciwko Piacenzie, otrzymał od prasy przydomek Il Fenomeno, za skompletowanie hat-tricka. Gol numer trzy w wykonaniu Ronaldo był kwintesencją jego umiejętności.

Rok 1997 był dla Luisa Nazário de Limy w pełni udany pod względem indywidualnym. 23 grudnia ogłoszono, że w plebiscycie France Football wybrano Ronaldo na zwycięzcę Złotej Piłki. Do kolekcji dopisał także kolejne wyróżnienie, jako Piłkarz Roku FIFA. Zdobyte tytuły zaczęły jednak chwilowo ciążyć Brazylijczykowi, który nieco obniżył formę, notując kilka gorszych występów w lidze. Szybko doszedł jednak do siebie i poprowadził Inter do zdobycia Pucharu UEFA.

Ronaldo i Francja 1998

Po zakończonym sezonie ligowym przyszedł czas na mistrzostw świata we Francji. Naszpikowana gwiazdami reprezentacja Brazylii była niekwestionowanym faworytem, a Ronaldo miał być wisienką na torcie w kadrze Mário Zagallo. Canarinhos, jak się spodziewano, dotarli do finału rozgrywek. Tam jednak ulegli gospodarzom turnieju 0:3. Porażkę tę Brazylijczycy zrzucają na karb tego co wydarzyło się w jednym z pokoi hotelowych Chateau de La Grande Romanie, a miało wpływ na całą drużynę.

Ronaldo, który w finale miał poprowadzić Canarinhos do piątego mistrzostwa, doznał tajemniczego ataku. Do dziś jest to jedna z największych tajemnic współczesnego futbolu, która sprawiła, że rozbici i przygnębieni Brazylijczycy przegrali mecz już w autokarze jadącym na stadion. Il Fenomeno wystąpił co prawda w finale, był jednak cieniem samego siebie. Media oraz kibice przez wiele lat zastanawiali się, co dokładnie zaszło w hotelu Chateau de la Grande Romanie. Dopiero po 14 latach od finału, po przeprowadzonej analizie podano do wiadomości, że przyczyną problemów ze zdrowiem piłkarza był przyzwojak kłębka szyjnego – mały guz. W połączeniu ze złą diagnozą i źle dobranymi lekami mogły doprowadzić Ronaldo nawet do śmierci.

Strony: 1 2 3 4 5

Udostępnij ten tekst:

Powiadom
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze