Roberto Mancini

Roberto Mancini: legenda Sampdorii

Roberto Mancini jest przez wielu z nas znany przede wszystkim jako trener, który osiągnął wiele sukcesów w świecie futbolu. Wygrywał Puchar Włoch z Fiorentiną i Lazio, doprowadził Inter do triumfu w Serie A trzy razy z rzędu w latach 2006-2008, a w 2012 roku poprowadził Manchester City do zdobycia tytułu mistrza Premier League. Ponadto, jako selekcjoner reprezentacji Włoch, wywalczył upragnione przez azzurrich mistrzostwo Europy. Warto jednak zapoznać się także z jego karierą piłkarską, którą zakończył w 2001 roku w barwach Leicester City.

Jako piłkarz Mancini nigdy nie był do końca doceniany. Chociaż jego kariera nie była tak spektakularna, jak na przykład dokonania jego przyjaciela z boiska – Gianluki Viallego, to z pewnością zasługuje na wyróżnienie. Jego postać ma specjalne miejsce w sercach szczególnie kibiców Sampdorii, dla których pozostaje prawdziwą legendą. Mancio, bo tak był nazywany, odcisnął wyraźne piętno na włoskiej piłce, również na arenie międzynarodowej. 

Dzieciństwo i początki z piłką

Urodził się 27 listopada 1964 roku w małej miejscowości Jesi w regionie Marche jako syn Aldo i Marianny Mancinich. Pochodząc z bogobojnej rodziny, od najmłodszych lat angażował się w życie kościoła, gdzie służył jako ministrant, a przy okazji występował w przykościelnej drużynie piłkarskiej Oratorium San Sebastiano. 

Szybko zrozumiał, że jego prawdziwą pasją i przeznaczeniem jest piłka nożna, a numer 10, który towarzyszył mu przez większość kariery przylgnął do niego, kiedy ten miał zaledwie sześć lat. Dzięki swojemu talentowi, poważną karierę piłkarską rozpoczął dość wcześnie, bo już jako 13-latek. Po młodego Roberto sięgnęła wówczas Bologna, która wyprzedziła konkurujący z nią Milan. Wszystko za sprawą przypadku, gdyż włodarze rossonerich przez pomyłkę wysłali zapytanie do drużyny Real Jesi zamiast do Aurory Jesi, w której Mancini był zarejestrowany.

Pierwszą osobą, która zrozumiała, że piłka nożna jest moją przyszłością, był mój ojciec Aldo. To człowiek, który przed pasją do futbolu przekazał mi wiele ludzkich wartości, między innymi uczciwość i prostotę. Moja matka Marianna wolała uniknąć mojej wyprowadzki z  Jesi. Wiedziałem jednak, że zostając, nie osiągnąłbym wiele, musiałem więc opuścić rodzinne strony. Trudno jest wyrazić słowami uczucia i myśli tamtych lat: byłem szczęśliwy, ale także przerażony, zdeterminowany, ale jeszcze nie do końca świadomy swojego talentu. Poszedłem za instynktem, tak jak robię to nadal i to mnie doprowadziło do miejsca, w którym jestem dziś.

Spora inwestycja rossoblu

Los zadecydował o moim transferze do Bologni, więc jako 13-latek opuściłem swoją rodzinną miejscowość i ciepło rodzicielskiej miłości. Pamiętam doskonale testy piłkarskie, które zostały zorganizowane dzięki determinacji mojego ojca (który powiedział mi: „Zagraj z tyłu, tam masz więcej możliwości i mogą cię zauważyć”), ale reszta była już moją zasługą. Po 40 minutach gry zostałem wezwany do biura młodzieżowej drużyny Bologni, aby w obecności ojca podpisać kontrakt.

Kwota 700 milionów lirów, którą rossoblu zainwestowali w tego dzieciaka, sugerowała ogromny potencjał. Mancini zadebiutował pośród zawodowców już w wieku 16 lat, robiąc ogromne wrażenie na obserwatorach. W swoim pierwszym sezonie w dorosłej drużynie został podstawowym zawodnikiem, wykazując się przy tym wszystkimi cechami typowej „10-tki”: klasą, precyzyjnymi podaniami, skutecznością oraz charyzmą lidera. Oprócz talentu, zaczęła się również ukazywać jednak także jego ciemna strona charakteru, która poźniej nieco spowolniła jego karierę, szczególnie w kontekście reprezentacji narodowej.

To były emocjonujące, ale trudne lata. Widziałem, jak utalentowani gracze pojawiali się i przepadali bez śladu; martwiłem się, że to samo może spotkać mnie. Dlatego ciężko pracowałem, trenowałem, uważałem, aby nie odnieść kontuzji… Musiałem dać z siebie więcej, by być lepszy od innych i gotowy na moją szansę. Dziś rozumiem, że aby stać się wielkim piłkarzem, trzeba mieć „coś więcej” niż inni i że sam ogromny talent i duch poświęcenia może nie wystarczyć.

W Bologni Mancini trafił na bardzo podatny grunt w postaci idealnego systemu młodzieżowego z wysokiej jakości trenerami młodzieżówki, takimi jak: Marino Perani, Romano Fogli, Antonio Soncini, Massimo Bonini czy Francesco Zagatti. Bologna była idealnym miastem dla jego rozwoju. 

13 września 1981 roku Tarcisio Burgnich, ówczesny trener rossoblu wprowadził młodego Roberto na boisko w meczu z Cagliari, pozwalając mu zadebiutować w Serie A. Swoją pierwszą bramkę Mancio zdobył mniej niż miesiąc po debiucie, w 78. minucie spotkania z Como, zapewniając w ten sposób drużynie remis 2:2. Była to pierwsza z dziewięciu bramek, co jak na nastolatka było imponującym wynikiem. Ten wyczyn nie umknął uwadze Paolo Mantovaniego, który widział w Mancinim idealne wzmocnienie Sampdorii.

Strony: 1 2 3 4

Udostępnij ten tekst:

Powiadom
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze