Juventus Stadium

Quo Vadis, Vecchia Signora?

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

Odejście Giorgio Chielliniego z Juventusu definitywnie pozbawiło tę drużynę lidera. W obecnej zbieraninie piłkarzy nie ma ani jednego, który mógłby udźwignąć odpowiedzialność za wyniki, warknąć w szatni, czy ustawić swoją drużynę do pionu, kiedy nie idzie na boisku.

Kreowany przez kibiców na nowego kapitana Mathijs de Ligt jest już zawodnikiem Bayernu Monachium. Chimeryczny i podatny na kontuzje Paulo Dybala, który leczy obecnie kolejną kontuzje mięśniową, już jako zawodnik Romy, nigdy nie był materiałem na przywódcę i kapitana Juventusu.

Pośród obecnych zawodników Juve, tych nowych jak i najstarszych stażem nie widać nikogo, kto miałby zadatki na lidera. Część z Was pomyśli zapewne o Federico Chiesie – i być może będziecie mieć rację. Póki co jednak największą obawą jest to jak Włoch będzie wyglądał po kontuzji i czy wróci do formy, którą prezentował przed zerwaniem więzadeł, gdyż piłkarz-lider na ławce rezerwowych to również żaden lider w moich oczach.

No i wreszcie obecny kapitan – Leonardo Bonucci. Moim zdaniem jest to jeden z najsłabszych kapitanów Juventusu w historii. Nie mówię tu już o jego rocznych wakacjach w Mediolanie, bo nigdy mi one nie przeszkadzały. Darzę go nawet jakąś sympatią, jednak strasznie irytuje mnie w roli tego, który ma być uważany za lidera. Zamiast wziąć się w garść a razem ze sobą cały zespół, zmotywować i zagrzać do walki, Leo woli pisać listy do kibiców, które nie wnoszą kompletnie nic oprócz politowania. Żeby chociaż raczył w nim przeprosić za słabe wyniki…

Śmiać mi się chce również, kiedy czytam że samozwańczym liderem postanowił zostać Adrien Rabiot, ten sam, który jest większym lub mniejszym pośmiewiskiem w klubie, ze względu na swoją mamę agentkę. I pomimo, że ostatnio wyróżnia się na tle swoich kolegów z pomocy, to liderem nigdy nie był, co pokazało chociażby jego wspaniałe przemówienie przed meczem z Maccabi Hajfa w Izraelu.

#AllegriOut

Hashtag, który przybrał ostatnio tak mocno na sile, że w pewnym momencie był na 7 miejscu globalnych tagów na Twitterze. I trudno się dziwić, ponieważ po serii nieudanych eksperymentów w postaci Maurizio Sarriego i Andrei Pirlo zarząd Juventusu postanowił zaserwować swoim kibicom odgrzewany kotlet w postaci Massimiliano Allegriego.

Szkoleniowiec Juventusu kompletnie nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań doprowadzając drużynę do kompletnej katastrofy. Gry piłkarzy pod jego wodzą nie da się oglądać ani spokojnie, ani na trzeźwo. Oczy krwawią a na usta cisną się jedynie nieparlamentarne słowa.

Toskańczyk, który otrzymał do współpracy, moim zdaniem, niebanalnych zawodników, kompletnie nie ma pomysłu na tę drużynę, nie tylko kastrując cały ich potencjał ofensywny, ale także wystawiając ich na nie swoich pozycjach. W dodatku kurczowo trzymając się swojej wizji gry na 1:0 i bronienie wyniku.

Na temat samego Allegriego i jego stylu prowadzenia drużyny nie chce się jednak zbytnio rozpisywać, gdyż w sieci powiedziane zostało już chyba wszystko na jego temat. Uczynił to również Arek Maczuga w swoim niedawnym tekście. Pozostaje mi zatem przychylić się do tego co napisał mój redakcyjny kolega i uznać temat szkoleniowca Juventusu za podsumowany i zakończony.

Nie uwierzę jednak, i to chciałbym mocno zaznaczyć, że zawodnicy, którzy wcześniej stanowili o sile swoich zespołów na danej pozycji, po założeniu trykotu Juventusu tracą wszystkie swoje umiejętności i grają tak, jakby dopiero ktoś wczoraj pokazał im jak kopie się piłkę. I ciężko mi tu ocenić jednoznacznie takiego Dusana Vlahovicia, który żyje na boisku z podań partnerów, a tych brak, ze względu na kompletny brak chęci do gry i formy pozostałych piłkarzy.

Kontuzje

Jedni powiedzą, że to zwykły pech, ja jednak widzę w tym większy problem. Przygotowanie fizyczne w Juventusie od wielu lat pozostawia wiele do życzenia, a ilość kontuzji mięśniowych jest zatrważająca. Nie potrafię też uwierzyć w to, że zawodnicy trafiający do Juventusu nie tylko zapominają jak gra się w piłkę, ale również łapią jeden uraz za drugim, nawet jeśli wcześniej w swojej karierze im się to nie przytrafiało, a przynajmniej nie tak często.

Czy w Juventusie w ogóle nie sprawdzają kompetencji ludzi, których zatrudniają na tak newralgicznych stanowiskach jak fizjoterapeuci, trenerzy od przygotowania fizycznego oraz rehabilitanci? Przecież to wygląda gorzej niż w polskim NFZ!

Strony: 1 2 3

Udostępnij ten tekst:

Powiadom
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze