Matthäus, Brehme, Klinsmann: Trzej muszkieterowie Trapattoniego

Na Półwyspie Apenińskim niemiecki maestro spędził cztery sezony (1988-92), w ciągu których zdobył równe 40 goli w 115 ligowych meczach. Patrząc na ówczesne realia, gdzie nie padało aż tak wiele goli jak dzisiaj jest to wynik genialny i nie tylko jak na pomocnika. Wielu „napadziorów” z tamtych czasów wzięło by taki bilans w ciemno, a nadmieńmy po raz drugi, iż mówimy o graczu linii pomocy, którego domeną nie były same bramki, a pro zespołowa gra.

W 1990 roku, po zakończeniu swojego drugiego sezonu w Serie A oraz zdobyciu mistrzostwa świata wraz z reprezentacją Niemiec w mundialu rozgrywanym we… Włoszech, Matthäus został (jak wspomniałem wcześniej) laureatem plebiscytu Ballon d’Or. To do dzisiaj jedyny zawodnik Interu, który zdobył tę prestiżową nagrodę. 

Co ciekawe, do dzisiaj mówi się, że przyczynił się do tego właśnie Trapattoni, który rozwinął naturalne talenty Lothara i uczynił go jeszcze lepszym. Sam Trap w taki oto sposób mówił o swoim podopiecznym:

Podziwiam Platiniego, podziwiam Maradonę, ale żeby wygrać, potrzebuję Matthäus

Aż cisną się na usta inne słowa, tym razem wypowiedziane przez inna złotoustą legendę piłki nożnej, Gary’ego Linekera:

Piłka nożna to taka gra, gdzie po murawie biega 22 zawodników, ale i tak na końcu wygrywają Niemcy

Były takie czasy, kiedy trudno było się nie zgodzić z oboma Panami, nieprawdaż? Zresztą sam enfant terrible piłki nożnej, czyli Maradona, w taki oto sposób opisał Matthäusa:

To najlepszy z rywali, jakiego kiedykolwiek miałem. Myślę, iż to starczy, żeby go zdefiniować

Portos i Aramis

Już wiemy, kto w tym zestawieniu muszkieterów Trapattoniego był pierwszym Atosem, pora na jego niemieckich towarzyszy. Nie bez powodu wspomniałem wcześniej, że chichotem losu było to, że w sezonie 1988/89 Inter został wyrzucony z pucharów przez Bayern. Dlaczego? Ponieważ to właśnie z Bayernu kupiono Matthäusa oraz drugiego protagonistę, Andreasa Brehme.

Brehme urodził się Hamburgu, ale jego kariera wystrzeliła w Kaiserslautern, gdzie grał w latach 1981-86 i strzelił aż 34 bramki. Dlaczego aż, skoro ta liczba nie jest aż tak oszałamiająca..? Jeśli jednak spojrzymy na to, iż Niemiec występował głównie jako lewy obrońca, zapali nam się żarówka w głowie i sytuacja staje się bardziej przejrzysta.

Andreas to jeden z nielicznych piłkarzy, którzy byli lub są… obunożni. W angielskim termin „oburęczność” nazywa się „ambidexterity” i tylko jeden procent ludzi na świecie jest obdarzony tą niezwykłą zdolnością. No i jeśli Brehme jest obunożny to… tak, zgadliście! Strzelał gole zarówno prawą, jak i lewą stopą. Świętej pamięci „Cesarz”, czyli Franz Beckenbauer powiedział o nim swego czasu:

Znam Andreasa od 20 lat i dalej nie wiem, czy jest lewo czy prawonożny

Brehme jako zawodnik nie był szybki, ale mówiono o nim, iż „myśli szybko i to wystarczy”. Nominalnie grywał jako lewy obrońca lub – jak rzekli byśmy dzisiaj – wahadłowy, ale z racji obunożności nie miał problemu z tym, by występować na którymkolwiek boku obrony, a także jako defensywny pomocnik. Uznaje się go za jednego z najlepszych specjalistów od stałych fragmentów gry swojego pokolenia, do historii też przeszły jego crossy, zarówno prawą, jak i lewą nogą.

To jego bramka z karnego zdecydowała o wygraniu przez Niemców finału mundialu w 1990 roku (1-0 przeciwko Argentynie). Co ciekawe strzelił ją nogą prawą, za to cztery lata wcześniej podczas konkursu jedenastek przeciwko Meksykowi, swojego karnego wykonał dla odmiany nogą lewą.

Sam Andreas mówił, że chociaż z urodzenia był raczej lewnożony, ale kopiąc prawą nogą miał lepszą celność i precyzję. To dlatego właśnie nią wykonał decydujący rzut karny w 84. minucie finału mistrzostw świata w Neapolu. Do ciekawostek należy fakt, iż często po treningach Interu bramkarz Walter Zenga prowokował i namawiał Brehmego, by zmierzyli się jeden na jednego w konkursie jedenastek – 10 strzałów, pięć nogą lewą, pięć prawą.

Wszędzie, gdzie Brehme grał, zarówno w piłce klubowej, jak i reprezentacyjnej, strzelał – jak na defensora – sporo goli i znany był ze swojej gry do przodu, a także z żelaznej kondycji. W karierze klubowej strzelił aż 65 bramek, w kadrze dołożył następne osiem. W barwach Interu, podobnie jak Matthaus, występował cztery sezony, gdzie w 116 ligowych starciach strzelił 11 bramek. 

Wraz z wspomnianym już bramkarzem Zengą, a także z dwójką ultra wszechstronnych Giuseppe – Bergomim oraz Baresim, Niemiec tworzył żelazny blok defensywny. W mistrzowskim sezonie 1988/89 obrona Interu straciła ledwie 19 bramek w 34 meczach.

Trzecim z Niemców, który dołączył do Interu w sezonie 1989/90 był Jürgen Klinsmann. Jemu dla odmiany nie udało się zdobyć scudetto – Inter z Trapem u steru zdołał wygrać ligę jedynie w roku 1989, ale wtedy w barwach nerazzurich występowali jedynie dwaj Niemcy, wspomniani wyżej Brehme oraz Matthäus. Dla odmiany już z Klinsmannem w składzie nerazzuri zdołali wygrać Superpuchar Włoch w roku 1989 oraz Puchar UEFA w roku 1991 (dwumecz z Romą).

Klinsi nie okazał się jakimś wybitnym strzelcem w barwach Interu, zdobywając solidne 34 ligowe gole w 95 występach. Należy jednak ponownie przyznać, iż ówczesny styl gry nie nie był ultra ofensywny, skupiano się przede wszystkim na pressingu i odzyskaniu piłki, a dopiero później na ataku. I chociaż Trapattoni robił wszystko, by Inter uczynić bardziej efektownym i zerwać z nudną łatką włoskiego catenaccio, to natury nie oszukasz. Włosi mają obronę we krwi.

Wracając do Jürgena – tym, co wyróżniało Klinsmanna na tle nie tylko innych stranierich, ale w ogóle większości piłkarzy, była jego inteligencja (nie tylko ta boiskowa), luz i otwartość. Tego gościa nie dało się po prostu nie lubić. Pamiętam choćby z dzieciństwa – nie było chyba nikogo, kto nie lubiłby Klinsmanna. Przypominają mi się nawet słowa mojego kolegi z podwórka, nie lubiącego – mówiąc delikatnie – naszych zachodnich sąsiadów:

Kur** to Niemiec, ale jak ja go lubię!

W Mediolanie pokochano go od razu. Popularny Flipper szybko nauczył się języka włoskiego, był otwarty na kibiców, media. Kontaktowy, inteligentny – już wtedy były znaki, że po zakończeniu kariery piłkarskiej Klinsmann poradzi sobie doskonale. Widzimy to zresztą do dziś, patrząc na jego resume, w którym znajdują się m.in. posady selekcjonera reprezentacji Niemiec czy USA.

Strony: 1 2 3 4

Udostępnij ten tekst:

Powiadom
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze