Matthäus, Brehme, Klinsmann: Trzej muszkieterowie Trapattoniego

Trzech muszkieterów Trappatoniego

Wszystko zaczęło się od wspomnianych wcześniej Holendrów z AC Milan. Początkowo sprowadzono do Milanu Van Bastena i Gullita, rok później dołączył do nich Rijkaard. Pierwsi dwaj, dowodzeni przez Arrigo Sacchiego oraz wspierani pokoleniem kapitalnych włoskich piłkarzy (Baresi, Maldini, Costacurta, Donadoni czy Virdis) wygrali oni pierwsze od dziewięciu lat scudetto (oraz pierwsze w erze Berlusconiego), pokazując całej Serie A, jak należy budować zespół przyszłości.

W Interze patrzono na to z zazdrością. Milan miał swoich genialnych stranierich, do tego Sacchi zrewolucjonizował drużynę, nakazując większy pressing oraz bycie proaktywnym nie tylko w fazie ataku, ale także – a może i przede wszystkim – w defensywie. Co ciekawe, Inter Mediolan prowadzony był wtedy przez człowieka związanego emocjonalnie z… rywalem zza miedzy, czyli AC Milan. Nie, nie przesłyszeliście się.

Giovanni Trapattoni był wychowankiem Milanu, jego graczem przez dwanaście lat, a później trenerem juniorów oraz krótko (kwiecień – czerwiec 1974 oraz sezon 1975/76) jego pierwszym trenerem. Po Milanie popularny Trap” spędził dziesięć lat w Turynie, gdzie zdobył m.in. aż sześć (!) scudetti z Juventusem, aż w 1986 roku został zatrudniony jako nowy trener Interu. Jego celem miało być przywrócenie blasku drużynie nerazzurrich.

Początek był obiecujący, ponieważ w pierwszym sezonie pod wodzą nowego trenera Inter zajął w lidze trzecie miejsce. Rok później było jednak gorzej, a nerazzurri zajęli ledwie piątą lokatę. To wtedy postawiono na zmiany. Przed kampanią 1988/89 Inter zakupił dwóch Niemców – Lothara Matthäusa oraz Andreasa Brehmego. Rok później dołączył do nich Jürgen Klinsmann.

Należy tutaj wspomnieć, iż pragmatyczny, niemiecki styl gry dobrze wpasowywał się w to, jakim piłkarzem był kiedyś Sam Trapattoni. Legendarny Bill Shankly (legendarny szkocki trener) powiedział swego czasu: Drużyna piłkarska jest jak fortepian. Potrzebujesz ośmiu, żeby go nieśli, i trzech, którzy umieją na tym cholerstwie grać”.

I Trapattoni zdecydowanie należał do tych, którzy ów fortepian nieśli. Jako zawodnik grał w roli stopera lub defensywnego pomocnika i na boisku raczej prochu nie wymyślał” – jego rolą było odebranie piłki przeciwnikowi i podanie jej do pianistów”, czyli tych bardziej kreatywnych zawodników napędzających atak. 

Taka filozofia gry wpisywała się też zresztą do jego trenerskiego credo – taktyczna dyscyplina, obrona oraz pressing. Aby napędzić szybki atak, trzeba przecież najpierw odzyskać piłkę. I niemiecka mentalność, oparta na wyniku i dążeniu do celu doskonale tutaj pasowała. 

W połączeniu z włoskim zamiłowaniem do defensywy oraz szybszym, wysokooktanowym atakiem, który Trapattoni starał się wdrażać, losy Interu miały się nagle odwrócić.

Największy rywal Maradony

Oczywiście przypisywanie wszystkiego dwóm (a rok później trzem) transferom z Niemiec to pewne uproszczenie, bo przecież na murawie walczy jedenastu, a nie tylko dwóch czy trzech zawodników. Należy jednak oddać Niemcom, że wspaniale wpasowali się w mediolański zespół i przekazali nerazzurim dużo ze swojej mentalności zwycięzców, co spowodowało wejście Interu na szczyt. Brehme i Matthäus wnieśli do szatni powiew świeżości oraz nową jakość mentalną, a drużyna poszła za ich duchem walki.

W sezonie 1989/90 Inter wygrał upragnione scudetto, przegrywając po raz pierwszy dopiero w 17. kolejce Serie A. I chociaż chichotem losu było to, iż z europejskich pucharów Inter został wyeliminowany w starciu z Bayernem (o tym później) to sezon był niezwykle udany. Napastnik nerazzurich Aldo Serena, mocno zmobilizowany przyjściem nowych kolegów został capocannoniere z 22 golami na koncie, a jego kolega z zespołu Ramon Diaz dołożył 12 trafień. W pomocy brylowali m.in. Nicola Berti oraz ten, na którego zwrócone były wszystkie oczy – Lothar Matthäus.

Szukając ciekawostek na temat Matthäusa, rzuca się w oczy to, iż przeważnie opisuje się go jako jednego z najlepszych oraz najbardziej kompletnych zawodników w historii piłki nożnej. Wielu sugeruje wręcz, iż Lothar należy do najlepszych graczy w dziejach futbolu i to bez podziału na pozycje, a pomijanie go w tego typu zestawieniach to czysta zbrodnia. Przesada czy sama prawda?

Osobiście optuję za tą drugą opcją. Gdy w 1990 roku Matthäus został laureatem Złotej Piłki magazynu France Football, opisywano go jako gracza, „który może nie jest może jakiś najlepszy w jednym elemencie gry, ale za to jest świetny we wszystkim”. Nie da się chyba lepiej opisać Niemca.

Matthäus grywał jako defensywny pomocnik, jako ofensywny pomocnik, jako doskonały i prototypowy box to box midfielder, a w końcowej fazie kariery nawet jako wariacja libero – ostatni stoper, odważnie zapędzający się na połowę rywali podczas ataków swojego zespołu. Niemiec znany był ze swojej techniki, doskonałych podań oraz strzałów, ale także genialnej kondycji oraz sprawności fizycznej – mimo niewielkiego wzrostu świetnie grał w powietrzu. Jeśli dodamy do tego naturalną charyzmę i zdolności przywódcze, otrzymujemy zawodnika doskonałego. I nie ma w tym krzty przesady.

Strony: 1 2 3 4

Udostępnij ten tekst:

Powiadom
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze