
Żegnamy się w bardzo serdecznej atmosferze. Alex i „jego ludzie” wychodzą, a my spoglądamy po sobie. Udało się. Sprawdzamy nagrany materiał. Mamy to. Mamy wszystko. To naprawdę się wydarzyło. Możemy wracać.
Cała ta historia uświadomiła mi bardziej niż wyraźnie kilka istotnych rzeczy. Po pierwsze, ludzie i relacje – z tymi wybranymi. Nigdy nie wiesz, kogo spotkasz na swojej drodze i w czym (a także kiedy) możecie sobie nawzajem pomóc. Po drugie, determinacja i optymizm. Nie zawsze wszystko się udaje, czasem o pół godziny trzeba starać się latami, ale wiara we własne siły i wsparcie innych (patrz punkt pierwszy) daje naprawdę dużo. Po trzecie, mai dire mai, nigdy nie mów nigdy. Wyświechtane i wytarte, wiem, ale to, co dzisiaj wydaje się nierealne, jutro może okazać się w twoim zasięgu. Mnie za każdym razem przypomina o tym kilka słów, najcenniejsza dedykacja spośród wszystkich, które dostałem. A Marcin, con simpatia e amicizia (Dla Marcina, z wyrazami sympatii i przyjaźni). Ciao. Alex Del Piero.





