Duet z Sampdorii niszczy legendę
Niestety, maszyna do zdobywania bramek okazała się tylko człowiekiem. Beppe coraz częściej zaczął narzekać na urazy i ból pleców. Z klubu odeszło kilku ważnych zawodników i drużyna zaczęła podupadać, pomimo dołączenia do niej młodego Pavla Nedveda. Taktyka Zemana nie była już tak skuteczna. Mówiło się, że nie ma już takiego wpływu na zespół. W styczniu 1997 roku został zwolniony. Obowiązki szkoleniowca ponownie przejął Dino Zoff, który cudem poukładał zespół i zdołał zająć czwarte miejsce w lidze. Signori znów był najlepszym strzelcem w drużynie, jednak jedynie z 15 bramkami. Nie spodziewał się, że jest to początek jego końca w drużynie z Rzymu.
Latem 1997 roku klub zatrudnił Svena-Gorana Erikssona. Razem z nowym trenerem do klubu dołączył Roberto Mancini. Szkoleniowiec nie próbował nawet pogodzić ról obu zawodników na boisku, wybierając swojego pupila. Signori poszedł w odstawkę.
Największym upokorzeniem dla Beppe był mecz z Rapidem Wiedeń w ramach Pucharu UEFA. Spotkanie rozpoczął na ławce rezerwowych, jednak w przerwie otrzymał informacje, że ma rozpocząć intensywną rozgrzewkę. Biegał przy linii bocznej boiska przygotowując się do wejścia, jednak na murawie się nie pojawił. Eriksson stwierdził, że musi zmienić plany wobec czerwonej kartki, którą otrzymał Mancini. W wywiadzie dla La Gazzetta dello Sport wyżalił się dziennikarzom. „Trener chciał żebym rozpoczął rozgrzewkę. Biegałem przy linii bocznej przez 45 minut i ostatecznie nie pojawiłem się na boisku. To skandal. Nie jest to dla mnie do przyjęcia. Byłem cholernym kapitanem tej drużyny. Należał mi się szacunek. Nie akceptuję takiego zachowania”.
Kró†ki pobyt w Sampdorii i przenosiny do Bolonii
Kiedy otrzymywał szansę na ogół ją wykorzystywał, jednak cierpiał z powodu przewlekłego bólu kręgosłupa. To jednak nie przeszkodziło mu zostać królem strzelców Pucharu Włoch. Niestety nie świętował triumfu drużyny po wygranym finale. Był już wtedy zawodnikiem Sampdorii, która w grudniu wykupiła połowę jego karty zawodniczej wartej 15 miliardów lirów. „Signori był dokładnie tym typem piłkarza, którego nie chciałbym mieć w żadnym swoim zespole. Potrzebowałem zwycięzców. Kiedy udało się nam sprzedać go do Sampdorii w 1997 roku, nikt nie powiedział mi, że nie był to pierwszy raz kiedy chciano go wypchnąć z klubu” – mówił szwedzki szkoleniowiec.
Nie zdawał sobie jednak sprawy, jakie to będzie miało konsekwencje. Wieść o tym, że Signori został sprzedany na wyraźne życzenie Szweda rozeszła się błyskawicznie. Ponownie wybuchły protesty. Pierwszy mecz po transferze Beppe Lazio przegrało 2:3. Na listę strzelców nie wpisał się żaden z napastników, na których chciał stawiać Eriksson. Zawiedli Mancini, Casiraghi oraz Boksić. Trener na pomeczowej konferencji został zasypany pytaniami o Signorego. Kibice przybyli pod centrum treningowe Lazio, wyzywając trenera od najgorszych, szturmując płot i żądając głowy szkoleniowca. Byli wściekli. Eriksson zachował jednak pełen spokój, odmawiając policji eskorty. Wyjechał po treningu główną bramą przedzierając się metr po metrze przez rozwścieczony tłum. Sytuacja pogorszyła się po kolejnej przegranej – z Juventusem. Jednak od tego spotkania rozpoczęła się passa 16 zwycięstw ligowych z rzędu i kibice powoli zaczynali odpuszczać temat Signorego, a ich drużyna sięgnęła po upragnione scudetto.
W tym czasie Beppe biegał już w koszulce Sampdorii, gdzie kompletnie sobie nie poradził. Wystąpił w zaledwie 17 spotkaniach, zdobywając 3 bramki. Odżył jeszcze w tym samym sezonie w barwach Bolonii, która dała mu drugie życie. Dla Lazio ogółem zdobył 127 bramek i zaliczył 11 asyst w 195 spotkaniach. Wielokrotnie podkreślał, że odchodząc czuł się zdradzony przez biancocelestich, ale nie potrafił wyrzucić ich ze swojego serca.
Bologna
Rossoblu w momencie zatrudniania Signorego wiele ryzykowali. Zawodnik miał już 30 lat, nękany był wieloma urazami a jego forma była daleka od idealnej. Po supersnajperze, wydawać by się mogło, pozostało już tylko wspomnienie. Mimo to zarząd zaryzykował i dał mu szansę. Bologna radziła sobie bardzo dobrze na arenie europejskiej, wygrywając Puchar Intertoto i docierając do półfinału Pucharu UEFA. To jedyne trofeum jakie udało się w karierze wygrać Signoremu, chociaż i ono jest często pomijane w wielu zestawieniach jego osiągnięć.
Beppe nie był już tak szybki i zwinny jak wcześniej, ale wciąż potrafił trafić kilkanaście razy w sezonie do bramki rywali. Szybko zdobył szacunek kibiców. Znów stał się najskuteczniejszym strzelcem drużyny. To jednak w sezonie 2001/2002 nie przekonywało do końca zarządu, który chciał się go pozbyć, ze względu na częste urazy i konflikt z trenerem. Do gry ponownie weszli kibice. Doprowadzili oni do pozostania zawodnika w klubie i zwolnienia Francesco Guidolina. W jego miejsce zatrudniono Carlo Mazzone, a Signori nadal mógł cieszyć kibiców swoimi występami, które po prostu chciało się oglądać.
Signoremu starczyło sił na tylko jeszcze jeden sezon. Nie był już w stanie rywalizować z najlepszymi, ból kręgosłupa wciąż dokuczał, a zawodnik nie był już najmłodszy. W ciągu sześciu sezonów spędzonych w Bolonii wystąpił w 178 spotkaniach i 84 razy trafiał do siatki rywali. O tym, jak ważny był dla zespołu, najlepiej świadczy fakt, że Bologna bez niego w składzie szybko pożegnała się z boiskami Serie A.
Emigracja i zakończenie kariery
Po zakończeniu przygody piłkarskiej we Włoszech postanowił wyemigrować. Na boiskach najwyższej klasy rozgrywkowej w Italii wystąpił 344 razy, strzelając 188 goli, co klasyfikuje go na dziewiątym miejscu strzelców wszech czasów. 25 marca 2004 zdobył swojego ostatniego gola w Serie A, który miał dodatkowo charakter symboliczny, bowiem 36-letni Signori, wpakował piłkę do siatki w starciu z Lazio.
Pierwszą zagraniczną przygodą była Grecja. Tam zaliczył pięć spotkań dla Iraklisu. Następnie zahaczył o węgierski Sopron, w którym ostatecznie zawiesił buty na kołku, po rozegraniu 14 spotkań, w których zdobył 7 bramek.




