Giuseppe Signori

Giuseppe Signori: zapomniany włoski bomber

Giuseppe Signori – legendarny piłkarz Lazio i Bolonii. Trzykrotny capocannoniere Serie A, bez wątpienia jeden z najlepszych napastników ligi włoskiej lat 90., który nadal utrzymuje się w dziesiątce najlepszych strzelców. Genialny drybler o nieziemskiej szybkości i perfekcyjny egzekutor stałych fragmentów gry. Swojej grze poświęcał się do tego stopnia, że zakładał za małe buty, by celniej i mocniej kopać piłkę. Zawodnik, który pomimo swoich indywidualnych osiągnięć, zdobył okrągłe zero znaczących tytułów.

Signori: Trudne początki

Urodził się 17 lutego 1968 roku w Alzano Lombardo, małej, kilkunastotysięcznej mieścinie, położonej na przedmieściach Bergamo. Wychowywał się w rodzinie, która bardzo mocno kultywowała wartości chrześcijańskie. Nic dziwnego więc, że najwyższą wartością w jego życiu jest Bóg i rodzina. Swoją przygodę z piłką rozpoczął grając na boisku przy lokalnej parafii, do której uczęszczał. Właśnie tam jego talent rozpoznał proboszcz Don Achille. Za namową księdza, rodzice zapisali młodego Beppe do Polisportiva Villese, małego klubu piłkarskiego w rodzinnej miejscowości.

Gra dla drużyny sprawiała mu wiele radości, jednak Giuseppe obrał sobie jeden konkretny cel – zostać piłkarzem Atalanty. Sztuka ta bardzo szybko mu się udała. Trenerzy nie poznali się jednak na jego talencie i zaledwie po kilku treningach, twierdząc że Signori nic nadzwyczajnego nie reprezentuje, wyrzucili chłopaka z drużyny. Ależ musiało im być głupio po kilku latach.

Młody Beppe nie zraził się jednak porażką i postanowił poszukać szczęścia w Mediolanie. Zapukał więc do drzwi Interu. Władze nerazzurich nie popełniły błędu La Dei i piłkarz otrzymał swoją szansę. Wielki udział miał w tym jego ojciec, który wiele poświęcał dla swojego syna. Pracując jako drukarz do późnych godzin nocnych, zaledwie po kilku godzinach snu, codziennie odwoził Beppe na treningi do Mediolanu.

W szkółce nerazzurrich spędził Signori spędził trzy lata. Dał się poznać jako bardzo dobry technicznie, lewonożny piłkarz. Niestety jego umiejętności nie szły w parze z warunkami fizycznymi. Kiedy miał 16 lat, trenerzy Interu uznali, że przy jego wzroście nie osiągnie w piłce wiele i zakończyli współpracę. Beppe ponownie, by spełniać swoje marzenia, musiał szukać nowego klubu, który mu zaufa.

Leffe i Piacenza

Pomocną dłoń wyciągnął prezes SC Leffe (obecnie UC AlbinoLeffe), drużyn grającej wówczas w Serie D. Signori otrzymał możliwość gry w młodzieżowym zespole, a także pracę w firmie prezesa klubu. Po treningach Beppe parał się naprawą telewizorów i radioodbiorników.

W drugim roku pobytu został przeniesiony do pierwszej drużyny, gdzie z pięcioma bramkami w zaledwie ośmiu występach, walnie przyczynił się do historycznego awansu Leffe do Serie C2. Wtedy też podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt, wart 800 lirów miesięcznie.

Jego klub, jako beniaminek Serie C2, nie dźwignął jednak presji i na tarczy powrócił do poprzedniej klasy rozrywkowej. Signori był już wtedy bardzo ważnym elementem drużyny, a jego 30 występów, trzy bramki i niezwykła szybkość oraz technika przyciągnęły skautów innych drużyn.

Największe zainteresowanie zawodnikiem wykazała Piacenza. W nowej drużynie zadebiutował 31 sierpnia 1986 roku. Dla Beppe był to nie tylko awans sportowy, ale także finansowy. Chociaż o to drugie nie było specjalnie trudno, mając na względzie jego poprzedni kontrakt. Do pierwszego składu przebił się jednak dopiero po dwóch latach, na początku sezonu 1988/89, jako dwudziestolatek, po drodze spędzając sezon 1987/88 na wypożyczeniu w Trento. Dla Piacenzy był to jednak pechowy czas. Drużyna nie zdołała utrzymać się na zapleczu Serie A i Signori ponownie znalazł się w Serie C.

Foggia Zdenka Zemana

Kiedy Beppe zaczynał powoli powątpiewać w swoją karierę z pomocą przyszła drugoligowa Foggia, która trenował Zdenek Zeman. Czeski trener od początku ufał Signoremu, widząc w nim wielki talent i nieoszlifowany diament. Wiedział o zawodniku więcej niż on sam. Szkoleniowiec, rozpoczynający swoją drugą przygodę z Foggią, z miejsca zastosował swoją ulubioną taktykę 4-3-3, w której przewidział specjalne miejsce dla Giuseppe. Można powiedzieć, że to Zeman na nowo odkrył Signorego – odważył się zrobić z niego dziewiątkę. Piekielnie szybką i nieuchwytną. Porzucił utarte schematy na temat Beppe i postanowił wykorzystać to, co w nim najlepsze. Poprzedni szkoleniowcy kurczowo trzymali się roli skrzydłowego i ofensywnego pomocnika. Czeski trener zmienił bieg historii i stworzył maszynę do zdobywania bramek.

Foggia szybko zaczęła się wyróżniać na tle pozostałych ekip z Serie B i to w sposób drastyczny. Oglądając Zemanlandię, bo tak, trochę cynicznie, nazywano drużynę prowadzoną przez Zemana, można było szybko stwierdzić, że nie wpasowuje się w typowy dla poziomu Serie B model drużyny. Jego piłkarze grali efektowny i ofensywny futbol, który miażdżył styl pozostałych, siermiężnych klubów Serie B. Innymi słowy, Zeman zobowiązał swoich zawodników, by dostarczali widzom rozrywki. Niekiedy zdarzało się, że Foggia atakowała siedmioma, a nawet ośmioma zawodnikami.

Zeman był mi jak ojciec. To prawdziwy mentor. Pozwolił mi odbudować zaufanie do samego siebie. To on nauczył mnie jak poruszać się po boisku i w jakim rytmie najlepiej grać. Na treningach wyciskał z nas siódme poty. W okresie przygotowawczym do sezonu byłem tak wymordowany, że nie potrafiłem wejść po schodach, by dostać się do pokoju hotelowego. Biegaliśmy po dziesięć kilometrów dziennie, cierpieliśmy i nabieraliśmy charakteru. To wszystko pozwoliło nam się rozwijać. Nauczył nas grać tak, by sprawiało nam to czystą przyjemność” – wspominał po latach Signori.

Strony: 1 2 3 4

Udostępnij ten tekst:

Powiadom
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze