Zola: geniusz rzutów wolnych
Cztery i pół miliona funtów. Tyle wyłożyła londyńska Chelsea za kartę zawodniczą filigranowego napastnika. Drużyna ze Stamford Bridge w połowie lat ’90 zaczynała swoją transformację z ligowego średniaka na drużynę z ambicjami nie tylko na mistrzostwo kraju, ale także o walkę w pucharach. Chelsea przed zakupem Zoli do Londynu ściągnęła także Franka Leboeufa, Roberto Di Matteo oraz Gianlukę Viallego.
Nowy numer 25 The Blues szybko zaaklimatyzował się w klubie, w głównej mierze dzięki obecności Viallego i Di Matteo. Szybko wyrobił sobie opinię specjalisty od rzutów wolnych. Cały zespół był pod wrażeniem tego, co Zola wyczyniał z piłką wykonując stały fragment. Kapitan Chelsea, Dennis Wise opisał to nawet w swojej autobiografii. „Gullit nakazał nam obserwować Franco podczas wykonywania wolnych. Usiedliśmy więc i patrzyliśmy, a nasze szczęki stopniowo wędrowały w dół, by ostatecznie z hukiem uderzyć o ziemię. Piłka robiła dokładnie to, czego sobie zażyczył. Był dosłownie zabójczy. Na dwadzieścia oddanych strzałów, aż dziewiętnaście leciało w światło bramki. Ściągnięcie go do Chelsea to był strzał w dziesiątkę”. Trudno nie zgodzić się z Wisem, mając na uwadze fakt, że w historii Premier League jedynie David Beckham zaliczył więcej trafień z rzutów wolnych, niż Włoch.
Debiutancki „włoski” sezon 1996/1997 zapewnił The Blues piąte miejsce w lidze oraz triumf w Pucharze Anglii, który był pierwszym sukcesem tej drużyny od 20 lat. Kolejny był równie udany, chociaż wszystkie plany mogły się posypać, gdy doszło do kłótni pomiędzy prezesem klubu, Keanem Batesem, a pełniącym rolę grającego trenera Ruudem Gullitem. Holender był zmuszony opuścić Chelsea, a jego stanowisko objął Gianluca Vialli.
Chelsea pod wodzą Viallego
Dzięki zmysłowi taktycznemu Viallego, Chelsea ukończyła sezon na czwartej lokacie oraz zdobyła drugi w historii Puchar Zdobywców Pucharów, po wyeliminowaniu Vicenzy Guidolina w półfinale i ograniu VfB Stuttgart w finale. Zdobywca zwycięskiej bramki dla The Blues? Oczywiście Zola, który tamten mecz rozpoczynał na ławce rezerwowych, dochodząc do siebie po dokuczliwej kontuzji pachwiny. Franco potrzebował ledwie dwóch kontaktów z futbolówką, by zdobyć, jak się okazało, zwycięskie trafienie. Zdobył także po bramce w każdym z dwumeczów na drodze Chelsea do tego finału.
Idąc za ciosem, Chelsea kolejny sezon rozpoczęła z przytupem – od wygranej w Superpucharze Europy, gdzie pokonali wielki Real Madryt. W Premier League zaś ponownie zameldowali się o jedno oczko wyżej niż poprzedni, tym razem zajmując trzecią lokatę. Zola został najlepszym strzelcem drużyny we wszystkich rozgrywkach. Drużyna do gabloty wstawiła także trofeum wygrane w Pucharze Anglii, w którym zwycięstwo dał fenomenalnie wykonany rzut wolny Zoli, po którym trafienie zaliczył Di Matteo.
Z czasem do klubu zaczęli dołączać inni zagraniczni piłkarze, również znani z włoskich boisk, tacy jak George Weah, czy Didier Deschamps. The Blues stawali się krok po kroku bardziej międzynarodową drużyną, mając jednak jeden stały i mocny punkt – Gianfranco Zolę, który wciąż był kluczową postacią tej układanki.
Zmiana pokoleniowa i odejście legendy
Ostatnim trofeum zdobytym przez Zolę w barwach Chelsea była Tarcza Dobroczynności. Triumf ten zakończył także erę Viallego w roli trenera. Jego miejsce zajął Claudio Ranieri. Nowy trener zabrał się za porządki w kadrze, które oznaczały wprowadzenie świeżej krwi i eliminowanie najsłabszych ogniw z drużyny, którymi byli starzejący się już gwiazdorzy. Na pierwszy ogień z klubem pożegnali się Wise oraz Leboeuf. Ranieri nie oszczędził także Zoli, który miał wówczas już 35 lat na karku, a jego miejsce w składzie zaczęli zajmować Gudjohnsen i Hasselbaink. Franco nie poddawał się jednak i na zakończenie swojej przygody z Chelsea postanowił jeszcze raz zabłysnąć. W ostatnim sezonie w barwach drużyny ze Stamford Bridge zdobył aż 16 bramek, co dało najlepszy wynik w całej jego karierze w niebieskim trykocie.
Trzydzieści-kilka lat na karku nie przeszkadzało mu w tym, by przedryblować czterech zawodników Liverpoolu, czy przelobować bramkarza Evertonu, zdobywając swoje ostatnie trafienie w poniedziałek wielkanocny w 2003 roku.
W sumie podczas pobytu w Chelsea, do której dołączał jako 30-latek, Zola zdobył dwa Puchary Anglii, Puchar Ligi Angielskiej, Puchar Zdobywców Pucharów, Superpuchar Europy i Tarczę Dobroczynności. Sukces w Anglii odniósł zapewne głównie dlatego, że przyzwyczajony był do gry przeciwko bardzo dobrze grającej i zorganizowanej obronie, w Anglii natomiast grało się otwartą piłkę, co na początku jego przygody na Wyspach stanowiło wręcz ulgę. „Miałem na boisku mnóstwo wolnej przestrzeni, co zapewniało mi wielkie możliwości. W drużynie też odnalazłem się szybko” – komentował Zola. Gorzej było z przystosowaniem się do życia codziennego. „Nie znałem języka. Nikt z mojej rodziny też nie. Musieliśmy znaleźć jakiś sposób na zadomowienie się w Anglii. Na szczęście klub zadbał o nas i przydzielił nam nauczycielkę, która udzielała całej mojej rodzinie grupowych korepetycji”.
Powrót na Sardynię
Pobyt w Chelsea był dla Zoli swoistym renesansem jego kariery, która zdawała się dogasać po przygodzie z Carlo Ancelotti w Parmie. Chelsea nigdy nie zastrzegł numer 25, jednak aż do dziś, żaden z zawodników nie odważył się poprosić o koszulkę z tym numerem, a to świadczy o prawdziwej wielkości tego filigranowego zawodnika.
Odszedł z Londynu na swoich warunkach i na zakończenie kariery postanowił wrócić na Sardynię, by wspomóc Cagliari w walce o awans do Serie A. Okazało się, że wciąż ma to coś. Jego czternaście trafień pozwoliło drużynie awansować do najwyższej klasy rozgrywkowej we Włoszech, a Zola postanowił przedłużyć kontrakt na jeszcze jeden sezon, by móc zmierzyć się po raz ostatni z najlepszymi. Ostatnim meczem w jego karierze był występ przeciwko Juventusowi. Cagliari co prawda poległo, jednak Franco strzelił w tym spotkaniu dwa gole. Kilka tygodni po tym pojedynku zawiesił buty na kołku. Po dziś dzień zajmuje szóstą lokatę w klasyfikacji bramek zdobytych z rzutów wolnych, mając ich na koncie aż 20.




