Fabrizio Ravanelli

Fabrizio Ravanelli: Srebrny Lis z DNA Juventusu

Krótki epizod w Middlesbrough

Po opuszczeniu Juventusu Ravanelli przeniósł się na Wyspy Brytyjskie, dołączając do Middlesbrough. Spędził tam tylko jeden sezon, nie zdobywając żadnego trofeum, chociaż był blisko zdobycia dwóch krajowych pucharów. Niestety, jego drużyna musiała uznać wyższość rywali w obu finałach.

Sam debiut w Premier League zaliczył jednak wymarzony, bo jak inaczej nazwać mecz, w którym zdobywa się hat-trick przeciwko Liverpoolowi. Ten wyczyn zapewnił mu tytuł najlepszego debiutanta w historii Premier League według The Sun. Indywidualnie był to także najlepszy sezon w jego karierze. Dorobek 31 bramek w 48 występach robi wrażenie. Jednak brak trofeów i 19. miejsce w tabeli „premiowane” spadkiem sprawiają, że Ravanelli ponownie zmienia klub.

Ravanelli i Francja

Tym razem ląduje we Francji, konkretniej w Olympique Marsylia. Jego celem jest wywalczenie miejsca w składzie na mistrzostwa świata we Francji. Początek przygody jest dla Lisa bardzo burzliwy. Kibice nie są mu przychylni i określają go mianem symulanta, po przegranym klasyku z PSG. „Dla mnie to był rzut karny. Nie symulowałem, obrońca dotknął mojej nogi. W całej mojej karierze nigdy nie oszukiwałem. Brzydzę się tym”. W Marsylii rozgrywa 2,5 sezonu. Zagrał w ponad 60 spotkaniach, na swoim koncie zapisując 28 trafień. Niestety pomimo bardzo dobrej postawy, również tu nie powiększył swojego dorobku trofeów. Postanowił wrócić do Włoch.

Największym ciosem dla niego była jednak reprezentacja. Ravanelli otrzymał powołanie od Cesare Maldiniego, jednak ostatecznie do Francji pojechał Enrico Chiesa, Srebrny Lis bowiem musiał uporać się z odoskrzelowym zapaleniem płuc, które wykluczyło go z gry. Był to także koniec kariery reprezentacyjnej. 2 czerwca 1998 roku te drzwi zamknęły się bezpowrotnie, w najsmutniejszy dla niego sposób.

Powrót do Włoch

Po powrocie do Włoch przywdział koszulkę Lazio. Grywał rzadko, występując w zaledwie 42 spotkaniach, w których strzelił tylko dziesięć goli w dwóch sezonach. Jak na ironię, pełniąc rolę jedynie rezerwowego, zdobył swoje trzy ostatnie w karierze trofea – mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Włoch.

Po dwóch latach spędzonych w stolicy Rzymu, w wieku 33 lat, ponownie zawitał do Anglii, gdzie reprezentował barwy Derby County. Zdobywa tam 11 bramek w 34 spotkaniach, jednak jego drużyna nie daje rady się utrzymać. Po kolejnych 6 miesiącach na zapleczu Premier League przenosi się do Szkocji, by reprezentować barwy Dundee, dowodzonego przez Ivano Bonettiego. Jednak będzie to dla niego niefortunne doświadczenie, z zaledwie 3 bramkami w 6 występach – hat-trickiem w Pucharze Ligi Szkockiej.

Powrót na stare śmieci

Zrezygnowany i męczony przez kontuzje pleców, w styczniu 2004 roku, wraca do Perugii, drużyny w której wszystko się zaczęło. Była to obietnica złożona kilka miesięcy wcześniej swojemu zmarłemu ojcu. Ponownie nie jest to jednak udana przygoda, gdyż Perugia spada do Serie B. Klub bankrutuje, a „Penna Bianca” postanawia zawiesić buty na kołku w wieku 36 lat.

Emerytura

Po przejściu na emeryturę, oprócz kilkuletniej roli komentatora telewizyjnego, Ravanelli rozpoczął karierę jako trener. Zaczyna jako kierownik techniczny sektora młodzieżowego w Perugii, a następnie, po zdobyciu licencji trenerskiej w Coverciano w czerwcu 2008 roku, otrzymuje propozycje od Juventusu, by przejąć zespół Giovanissimi.

W 2013 roku przyjął ofertę objęcia pierwszej drużyny Ajaccio. Drużyna zaliczyła całkiem udany start sezonu, jednak wkrótce wpadła w kryzys i pierwsze doświadczenie jako trener „Penna Bianca” zakończyło się zwolnieniem 2 listopada tego samego roku.

Były napastnik próbuje ponownie w czerwcu 2018 roku z ukraińską drużyną Arsenal Kijów, świeżo awansowaną do pierwszej ligi. Niestety w wyniku słabych poczynań drużyny, a także ze względu na niestabilną sytuację ekonomiczną klubu, Ravanelli rezygnuje po dwóch miesiącach. Była to jego ostatnia, do tej pory, przygoda trenerska.

Ravanelli jak sam mówi, jest prawdziwym juventino i kocha Juventus, jednak wciąż nosi także w sobie żal za rozstanie w 1996 roku. „Kocham ten klub, zawsze będę kochał. Dla mnie nie ma lepszego na świecie. Uważam jednak, że pozbycie się mnie po finale w Rzymie było ogromnym błędem. Mogłem być banderą Juventusu. Byłem wicekapitanem i mogłem być również następcą Viallego. Tak się jednak nie stało. Szkoda. Ogromna szkoda”.

Strony: 1 2 3 4

Udostępnij ten tekst:

Powiadom
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze