Puchar Mistrzów
W drugim sezonie pod wodzą Lippiego w Juventusie Ravanelli być może nie rozgrywa najlepszego sezonu pod względem indywidualnych statystyk, gdyż jego dorobek bramkowy zmniejsza się do 17 bramek w 36 występach, ale za to obfituje w większe sukcesy – najcenniejsze w jego karierze. Pod chwilową nieobecność Viallego, spowodowaną kontuzją, nosi opaskę kapitańską. Największym jednak sukcesem tego sezonu było zdobycie upragnionego przez wszystkich juventinich, drugiego w historii, pucharu Ligi Mistrzów, przy którym Ravanelli miał ogromny udział.
To właśnie Fabrizio został strzelcem fenomenalnej bramki z praktycznie zerowego kąta boiska, która dała Juventusowi prowadzenie w 12. minucie meczu przeciwko Ajaxowi, rozgrywanego 22 maja 1996 roku na Stadio Olimpico w Rzymie. Stan meczu został wyrównany w 41. minucie przez Jariego Litmanena. O końcowym sukcesie musiały zadecydować rzuty karne, jednak gdyby nie Ravanelli i jego bramka, nie byłoby mowy o żadnym sukcesie.
Jego charakterystyczna radość po zdobytej bramce do dziś powoduje ciarki na ciele wielu kibiców Juventusu, którzy pamiętają tamto spotkanie. „Wiedziałem, że bracia De Boer często grali nonszalancko, żeby nie powiedzieć arogancko. Wiedziałem, że szansa jest minimalna, ale postanowiłem zmieścić piłkę w siatce, sytuację chciał ratować jeszcze Silooy, wykonując wślizg, ale było już za późno. Przechytrzyłem ich! Z pewnością ten gol i ten mecz pozostaną niezatarte w historii. Również dlatego, że Gianniemu Agnellemu bardzo zależało na tym zwycięstwie, biorąc pod uwagę wydarzenia z Heysel. Poprosił nas o wygranie tego trofeum. Udało się – usatysfakcjonowaliśmy go tym wielkim zwycięstwem. Ten puchar reprezentuje moją karierę w Juventusie”.
Ravanelli jest na szczycie Europy. Wraz ze zdobyciem „uszatego” pucharu staje się zawodnikiem, który w ciągu czterech lat zdobył wszystkie znaczące trofea we Włoszech i Europie, dokładając do największego wyróżnienia na Starym Kontynencie także Superpuchar Włoch, przy okazji zostając po raz kolejny najlepszym strzelcem drużyny oraz zdobywając tytuł capocannoniere Serie A. „Zwycięstwo w Lidze Mistrzów to niezwykłe emocje. To coś, czego nigdy nie zapomnę. Do tej pory, kiedy o tym myślę, ściska mi gardło ze wzruszenia”.
Niespodziewany transfer
Były to ostatnie sukcesy Srebrnego Lisa w barwach Juventusu, a mecz w Rzymie ostatnim, który rozegrał w jego barwach, podobnie zresztą jak Gianluca Vialli. Słynny trójząb Starej Damy przestaje istnieć, z całej trójki zostaje jedynie Del Piero. Fabrizio ma jednak wielki żal do Juventusu o to, że kierownictwo zdecydowało się go sprzedać. Sam był gotów dalej reprezentować biało-czarne barwy. Na transferze zaważyły jednak jego predyspozycje do wywoływania konfliktów, głównie tych poza boiskiem. Jednym z nich była sprzeczka z Lippim, podczas finału, gdy Srebrny Lis bardzo nerwowo zareagował na decyzję trenera o zastąpieniu go przez Michele Padovano.
To wszystko wydarzyło się nagle, po finale. Juventus postanowił mnie oddać. Nie mogłem w to uwierzyć. Dla mnie, to było jak cios nożem w plecy. Poczułem się zdradzony. Zostałem sprzedany bez wyjaśnienia. Z tego powodu jest we mnie dużo goryczy. Gdybym został, byłbym szczęśliwy, mogąc nadal być częścią tego wspaniałego zespołu mistrzów. Ale czasami trzeba zmienić kierunek. Myślę, że otrzymałem mniej, niż to, co dałem Juventusowi. Byłem wicekapitanem i nosiłem opaskę w sercu wypełnionego po brzegi Bernabéu przeciwko Realowi Madryt, podczas półfinału Ligi Mistrzów. Czułem się, jak przyszłość tego zespołu.
Zostałem nawet wezwany do gabinetu doktora Umberto Agnellego. Opowiedział mi całą historię opaski kapitańskiej we wspaniałej historii Juventusu, wskazując mnie jako jednego z przyszłych kapitanów, pokazując mi wszystkie trofea, które zdobyło Juve. Rozmawialiśmy przez wiele godzin. Mało kto zna tę anegdotę, ale tak po prostu było. Najbardziej żałuję, że nie zagrałem w Pucharze Interkontynentalnym. Mówię to szczerze, czuję, że to także mój puchar, który był owocem wyrzeczeń i sukcesów poprzedniego sezonu, ze mną i Viallim na boisku. Odejście z Juventusu nie było dla mnie łatwe. Jestem prawdziwym bianconero. Jednak takie jest życie. Niektóre rzeczy mogą nie iść we właściwy sposób, tak jakbyśmy tego chcieli. Czuje się jednak dumny, że mogłem być częścią tej wspaniałej rodziny. To najlepszy czas w mojej karierze.




