Milan vs Inter

Dlaczego to Inter zagra w finale Ligi Mistrzów

Cofnijmy się nieco w czasie. Wyjątkowy, ciepły majowy wieczór. Estadio Santiago Bernabéu przygotowane i rozśpiewane w oczekiwaniu na bohaterów rywalizacji o Puchar Europy. To sen, uczucie pragnienia finalnej wiktorii w najważniejszych rozgrywkach klubowych w Europie jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Już tak blisko…

I jest! Mourinho wraz ze swoimi żołnierzami, a także niezniszczalną taktyką pokonuje ostatnią przeszkodę na drodze do wiecznej chwały na kartach historii Interu. Milito, jak na napastnika z krwi i kości przystało, daje swoimi dwoma trafieniami upragniony sukces. Każdy sympatyk czarno-niebieskich doskonale pamięta 22 maja 2010 roku i widok Javiera Zanettiego wznoszącego „uszaty” puchar. Czy tak ogromny sukces nerazzurri są w stanie powtórzyć tym razem?

Trudno ferować wyroki, uważam jednak, że szanse na taki obrót spraw są mimo wszystko dość nikłe. Przecież w potencjalnym finale zespół Inzaghiego byłby raczej postrzegany za drużynę walczącą o życie, która dzięki odrobinie szczęścia zaszła tak daleko. Zgoła inaczej niż w 2010 roku, kiedy to maszyna portugalskiego szkoleniowca rozpędzała się od początku sezonu i niczym walec rozjeżdżała kolejnych rywali, dysponując przy okazji naprawdę bardzo silną kadrą. 

Skupmy się jednak na rewanżowym meczu półfinałowym. Wszak, aby dać sobie szansę na wyrwanie pucharu, jednocześnie meldując się w Stambule, trzeba ograć rywala zza miedzy. Derby della Madonnina na tak dalekim etapie rozgrywek to sprawa absolutnie wyjątkowa dla każdego fana zainteresowanych drużyn, ale i dla całego calcio. Ten pojedynek elektryzuje całe Włochy. Kibice mediolańskich gigantów przed rozpoczęciem obecnej kampanii mogli tylko pomarzyć o takim scenariuszu, a teraz jest to rzeczywistość. Turecki finał jest jednak zdecydowanie bliżej czarno-niebieskiej części miasta, i to sympatycy Interu mogą już czuć zbliżające się marzenie, które jest niemal na wyciągnięcie ręki. Należy jednak jeszcze postawić kropkę nad „i”. 

W mojej opinii, zespół nerazzurrich jest gotowy, by znaleźć się w wielkim finale. Simone Inzaghi i spółka posiadają niemal wszystkie karty w swoich rękach. Dlatego postrzegam tę drużynę za murowanego kandydata do awansu. Oczywiście, Milan nadal jest w grze, natomiast trudno upatrywać wielkich szans dla ekipy Stefano Piolego. Szczerze mówiąc, byłbym mocno zdziwiony, gdyby La Beneamata wywróciła się na ostatniej prostej, wpuszczając odwiecznego rywala do Stambułu. Dlaczego? 

Po pierwsze i najważniejsze – wynik pierwszego starcia. Oczywiste jest, że dzięki dwubramkowej zaliczce należy postrzegać Inter już jako zdecydowanego faworyta tej mediolańskiej batalii o finał Ligi Mistrzów. Właściwie, to i tak niski wymiar kary dla ekipy Piolego, biorąc pod lupę odsłonę numer jeden. Przecież już po pierwszej połowie goście powinni byli zamknąć rywalizacje, osiągając minimum trzybramkową przewagę. Biorąc pod uwagę klarowność sytuacji oraz obraz gry, Inter może, a nawet powinien czuć lekki niedosyt.

Wynik 2:0 jest satysfakcjonujący, ale również niebezpieczny, wciąż pozwalający przeciwnikowi mieć nadzieję. Trudno jednak upatrywać odwrócenia losów przez Milan, zwłaszcza, że patrząc na liczby, rossoneri w tym sezonie wygrywali minimum dwoma bramkami tylko w 13 spotkaniach z rozegranych 48, co daje zaledwie 27%. Warto zaznaczyć, że jedynie dwa z puli 13 były rozegrane przeciwko drużynom na poziomie Interu (Juventus, Napoli). Poza tym, pamiętajmy, że nawet osiągnięcie przewagi dwóch goli Milanu w rewanżu, jeszcze niekoniecznie będzie oznaczać awans Diabłów. 

Oprócz tego, forma nerazzurrich ostatnio imponuje. Wydaje się, że od wygranego 3:0 meczu z Empoli, zespół złapał wiatr w żagle. Wreszcie widać koncentrację, wiarę, zaangażowanie, ale przede wszystkim świeżość. W Mediolanie nie ma już „sierżanta” Pintusa, natomiast widać, że drużyna fizycznie wygląda rewelacyjnie. Liczba przebiegniętych kilometrów oraz to, że zawodnicy nie wyglądają po ostatnim gwizdku, jakby mieli zaraz paść z wycieńczenia podpowiada, że wydolność zespołu jest na optymalnym poziomie. W praktyce to bardzo istotne, ponieważ Inter to drużyna fizyczna, która najlepiej czuje się, gdy dominuje rywala siłą i pewnością siebie. Kiedy piłkarze zachowują moc w nogach przez całe spotkanie, są w stanie podkręcić intensywność w każdym momencie, co z reguły przekłada się na korzystny rezultat i zdolność do odwrócenia losów starcia. Ponadto, od wyżej wspomnianego meczu z Empoli, czarno-niebiescy notują siedem zwycięstw z rzędu stosunkiem bramek 21:3. W tym czasie awansowali do finału Pucharu Włoch, a pozycje ligową poprawili na tyle, że są już niemal pewni występów w przyszłorocznej Lidze Mistrzów.

W ostatnim czasie Inter ma patent na spotkania w derbach Mediolanu. Mam wrażenie, że zespół Piolego często wychodzi na boisko zestresowany, żeby nie powiedzieć bojaźliwy. W tym sezonie nerazzurri zanotowali trzy zwycięstwa i jedną porażkę z lokalnym rywalem, strzelając przy tym osiem goli i tracąc trzy. W samym 2023 roku statystyka wygląda jeszcze lepiej, bo przy trzech zwycięstwach, zdobyli sześć bramek, nie tracąc przy tym ani jednej. Patrząc na te spotkania, czarno-niebiescy wyglądali bardzo dobrze na tle Milanu, udowadniając wyższość zwłaszcza w pierwszej połowie ostatniej potyczki, kiedy nie dali szans ubiegłorocznemu mistrzowi Włoch. Taka dysproporcja z pewnością nie pozostanie bez znaczenia w głowach zawodników trenowaych przez starszego z Włochów. 

W najważniejszym momencie obecnej kampanii napastnicy Interu odzyskali formę, co potwierdza ich skuteczność. Wszak aż 14 z 21 goli od wspomnianego meczu z Empoli zdobywała trójka najważniejszych atakujących, czyli Martinez, Lukaku oraz Džeko. Warto podkreślić, że Inter tworzy sporo klarownych sytuacji bramkowych (xG na poziomie średnio 1,83 w ostatnich siedmiu meczach), ale co ważniejsze, także skuteczność, której tak brakowało w delikatnym momencie sezonu, przestała zawodzić (średnio trzy gole na mecz, biorąc pod uwagę siedem ostatnich starć). Te liczby robią wrażenie. 

Jednym z ważniejszych czynników, przechylających szalę na korzyść nerazzurrich jest jakość kadry. Nie tylko wyżej wspomnianym atakiem gospodarz wtorkowej rywalizacji stoi. Zaledwie trzy stracone od meczu z Empoli bramki to  jasny sygnał, że chcąc odwrócić losy dwumeczu, I Diavoli będą musieli mocno się napocić. Onana jest ogromną wartością dodaną w porównaniu ze schodzącym już ze sceny Handanoviciem, który w ostatnim czasie wyglądał mizernie, by nie powiedzieć komicznie (z całym szacunkiem dla tego zasłużonego zawodnika). Kameruńczyk zachował aż siedem czystych kont w tej edycji Ligi Mistrzów i z pewnością będzie dobrą przeciwwagą dla liczby strzałów z dystansu, które zaproponuje Milan. 

Ponadto jakość drugiej linii w postaci Barelli, Mkhitaryana, Brozovicia i Çalhanoğlu niemal gwarantuje panowanie w środku pola, co powinno przełożyć się na kontrolę wydarzeń boiskowych. Nie bez znaczenia pozostaje również kwestia ewentualnych zmienników. W porównaniu do Stefano Piolego, Inzaghi dysponuje szerszą i lepszą jakościowo ławką rezerwowych, co pozwala na bardziej efektywne reagowanie na wydarzenia boiskowe. 

Strony: 1 2

Photo of author
Autor: Kamil Gmur

Udostępnij ten tekst:

Powiadom
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Bartek
Bartek
11 miesięcy temu

Spoko analiza, tekst. Powodzonka, niech lepszy wygra, tym razem będzie to Inter.