W poszukiwaniu cudu
Odrzut komórek siostry sprawił, że Andrea pogrążył się w desperacji. Potrzeba było cudu. Na oddanie szpiku zdecydował się ojciec piłkarza Giuseppe. Lekarze nie powiedzieli o tym Andrei od razu, mówiąc mu o tym, że przechodzi normalną terapię. Tymczasem okazało się, że drugi przeszczep zaczął cudownie działać, choć wywołał utrzymującą się gorączkę. Organizm zareagował jednak dobrze, dzięki czemu Fortunato wrócił na „normalny” oddział, a niebawem mógł wręcz rozpocząć rehabilitacje na sali gimnastycznej. Stan zdrowia 23-latka poprawiał się z dnia na dzień. Wokół Fortunato na nowo pojawił się optymizm.
Smutny koniec
14 października Andrea opuścił szpital. Czuł się na tyle dobrze by wkrótce, po ośmiu miesiącach rozbratu z piłką zasiąść na ławce rezerwowych ekipy bianconerich. Był to niezwykły i bardzo wzruszający dzień dla samego piłkarza, jak również wszystkich jego bliskich i ludzi związanych z ówczesnym światem piłki: od trenerów, przez piłkarzy (z Baggio, Ravanellim i Viallim na czele) aż po dziennikarzy. Wszyscy oni wyczekiwali powrotu Fortunato, dodając mu otuchy. „Czekamy na ciebie” – mówili.
„To była długa, niekończąca się i przerażająca droga” – wyznał piłkarz. „Był to czas wielkiego kryzysu fizycznego. Jednego dnia byłem między zdrowymi, a następnego wśród nieuleczalnie chorych. Trudno wyrazić, co się wtedy czuje. Białaczka nauczyła mnie, by nie snuć dalekosiężnych planów. Nie z obawy przed nimi, tylko trzeźwo podchodząc do rzeczywistości”.
Chwilowy powrót sił okazało się jednak tylko iluzją: 25 kwietnia 1995 roku całe piłkarskie Włochy znów wstrzymały oddech. Tym razem nie było happy endu. Zwykłe przeziębienie powaliło wciąż nieodporny organizm giganta, który nie był w stanie poradzić sobie z kolejnym schorzeniem i ostatecznie odebrało młode życie Andrei.
Cześć Tobie, bracie Andrea Fortunato
W tym samym roku Juventus zdobył swoje 23. mistrzostwo Włoch, które zostało nazwane na cześć zmarłego piłkarza jego imieniem. Po dziś dzień nosi ono nazwę scudetto Fortunato. Jest najbardziej poruszającym mistrzostwem w historii turyńskiego klubu.
„Drogi Andrea, ciebie pokochaliśmy, ciebie zawsze będziemy mieć w sercu. Pomóż nam, tam z góry, byśmy cię nie opłakiwali, ale żyli twoim wspomnieniem i wolą życia, jaką przejawiałeś. Mam nadzieję, że w raju istnieje drużyna piłkarska, a ty, uśmiechnięty biegasz za piłką. Cześć tobie, bracie Andrea Fortunato!” – tymi słynnymi słowami swojego przyjaciela z drużyny pożegnał ówczesny kapitan Juventusu, Gianluca Vialli.




