Christian Panucci

Christian Panucci: piłkarz, który oszukał przeznaczenie

Panucci: Realny sen

Sezon 1995/96 był ostatnim rokiem Panucciego w barwach rossonerich. Drużyna, prowadzona przez Fabio Capello ponownie zdobyła scudetto, a Panucci był niezawodnym filarem obrony, współpracując z legendami takimi jak Baresi, Maldini i Costacurta. Po zakończeniu rozgrywek Capello odszedł z klubu, obejmując posadę trenera w Realu Madryt. Jedną z jego pierwszych decyzji było sprowadzenie Panucciego. Christian wiedział, że nie może odrzucić takiej szansy, chociaż decyzja nie przyszła łatwo:  „Serce mi pęka na myśl o opuszczeniu Milanu, który dał mi bogactwo i kulturę. To decyzja, która zmienia moje życie: nie jest łatwo opuścić swój kraj w wieku 23 lat; tamtej nocy nie zmrużyłem oka”  – powiedział w wywiadzie dla La Repubblica. Ostatecznie został pierwszym włoskim piłkarzem, który zakładał koszulkę Los Blancos. Przygodę z Milanem zakończył, mając na koncie 134 występy, w których zdobył 12 bramek.

Madryt, podobnie jak Mediolan, okazał się bardzo dobrym miejscem do kontynuowania kariery. Pod okiem Capello Panucci szybko wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie, tworząc wspaniały duet bocznych obrońców z Roberto Carlosem. W swoim drugim sezonie Panucci otrzymał trykot z numerem 2, przejmując ją po legendarnym Chendo. Było to wielkie wyróżnienie. 

Razem z Realem zdobył kolejne mistrzostwo oraz Superpuchar Hiszpanii, ale przede wszystkim zapisał się w historii klubu: Los Blancos sięgnęli bowiem po puchar Ligi Mistrzów po raz pierwszy od 32 lat. W finale w Amsterdamie, drużyna prowadzona przez Capello pokonała Juventus Marcello Lippiego, zdobywając swoje siódme w historii trofeum. Kibice, nazywający tamtych piłkarzy los heroes de la Septima, na zawsze zapamiętali Panucciego, stawiając go obok takich legend jak Raúl Gonazalez, Pedrag Mijatović, Fernando Hierro i Davor Šuker. 

Oszukać przeznaczenie

Czas spędzony w Madrycie był prawdopodobnie najlepszym okresem w karierze Panucciego, chociaż Włoch mógł nigdy nie trafić do stolicy Hiszpanii. W 1996 roku wyjechał jako kapitan z kadrą olimpijską do Atlanty w pogoni za marzeniami o medalu. Niestety, z powodu kontuzji musiał wrócić do domu. 

Na lotnisku Johna F. Kennedy’ego w Nowym Jorku doradzono mu lot TWA 800 do Paryża, skąd miał przesiąść się na pokład samolotu do Rzymu. Okazało się jednak, że jego bagaż z Atlanty zaginął. Gdy zgłosił jego brak, personel włoskich linii lotniczych Alitalia poinformował go o bezpośrednim locie do Mediolanu, który odlatywał tego samego dnia z Newark, NJ. Panucci postanowił z niego skorzystać, co uratowało mu życie. 

Była środa, 17 lipca 1996 roku.  Boeing 747 oznaczony jako lot TWA 800 do Paryża wystartował o godzinie 20:02. Przelot miał trwać 7 godzin i 15 minut. Zamiast tego, maszyna tragicznie przerwała swój lot po zaledwie 46 minutach, o czym Panucci dowiedział się kiedy wylądował w Mediolanie. Samolot z 230 pasażerami eksplodował w powietrzu przelatując nad Atlantykiem. 

Decyzja, by wybrać lot Alitalia, podjął w jednej chwili, ale była to ale była to najważniejsza chwila w jego życiu. „Wcześniej nie mogłem przestać myśleć, jak bardzo miałem pecha, że nie mogłem spełnić swojego olimpijskiego marzenia. Teraz nie mogę przestać myśleć, jak wielkie miałem szczęście, że nie wsiadłem do tego samolotu” – powiedział 23-letni Panucci w wywiadzie dla Los Angeles Times.

Ciemny okres

Wydawało się, że dzięki żonie Isabel i narodzinom syna Juana Panucci zapuści w Hiszpanii korzenie. Jednak odejście Capello, jego własna duma oraz nieporozumienia z kolejnymi trenerami w Madrycie – Gussem Hiddinkiem, Juppem Heynckesem i Vincente Del Bosque skłoniły Włocha do powrotu do ojczyzny. Zrobił to z wielkim żalem, w wywiadzie dla ABC piłkarz powiedział: „Kiedy opuszczałem Madryt, chciałem wyć do księżyca”. 

Po latach ponownie odniósł się do swojego odejścia ze stolicy Hiszpanii: Chciałem odejść i to był największa głupota, jaką popełniłem w mojej karierze. Teraz tego żałuję, ale kiedy odchodziłem z Realu byłem przekonany, że dla wszystkich tak będzie lepiej.

Z Madrytu Panucci udał się ponownie do Mediolanu. Tym razem trafił do drużyny Interu. Ten transfer miał być wielkim wydarzeniem. Oczekiwania kibiców były wielkie. Panucci dał się przekonać do projektu Lippiego, jednak ich współpraca nigdy nie złapali nici porozumienia. Wielokrotne zostawianie Panucciego na ławce rezerwowych stworzyło między szkoleniowcem a obrońcą przepaść nie do pokonania. Grzanie ławy było bowiem dla Christiana niczym zniewaga, szczególnie jeśli nie było to uzasadnione, a na boisko wchodził ktoś, kogo piłkarz uważał za gorszego od siebie. 22 kwietnia 2000 roku Christian odmówił wejścia na boisko, co z kolei rozwścieczyło Lippiego. Nie był to pierwszy i ostatni taki raz w jego karierze, ale Lippi nigdy tego nie zapomniał. Po zaledwie sezonie spędzonym w drużynie Interu Panucci musiał zmienić otoczenie, jednak drogi obu panów miały się jeszcze skrzyżować…

Wydawało się, że Włochy go już nie rozumieją, postanowił więc ponownie opuścić Półwysep Apeniński. Trafił do Monaco, ale szybko został wypożyczony do Chelsea, gdzie ponownie przyspawano go do ławki rezerwowych; tym razem zrobił to Claudio Ranieri. Po powrocie z wypożyczenia, w oczach Didiera Deschampsa również nie znalazł uznania. Jego kariera wydawała się chylić się ku końcowi, ale Panucci nie był typem człowieka, który łatwo się poddawał. Uśmiechem od losu okazał się telefon od jego starego znajomego – Fabio Capello, który właśnie został nowym szkoleniowcem Romy.

Panucci: Druga młodość

Kibice Romy mieli mieszane uczucia związane z przybyciem Panucciego do stolicy Włoch. Niektórzy wręcz nazywali go pupilem Capello, który zbliża się do końca swojej kariery. Krytycy szybko jednak musieli zrewidować swoje poglądy. W Romie Panucci odzyskał spokój, który stracił po odejściu z Realu, a Roma okazała się najdłuższym przystankiem w jego karierze. Zdarzało się nawet, że Panucci otrzymywał szansę gry z opaską kapitańską. Również kibice, podobnie jak w Genoi, dostrzegli w nim determinację, zapał i wolę walki, co wzmocniło ich relację. 

Panucci został najskuteczniejszym obrońcą w historii Romy, zdobywając 29 bramek w 311 oficjalnych meczach. Jego umiejętność strzelania goli była znana już od czasów Milanu, gdzie mówiono, że gra głową tak dobrze jak Marco Van Basten. Z giallorossimi wygrał dwa Puchary Włoch oraz dwa Superpuchary Włoch.

Chociaż jego pobyt w Romie pozwolił mu odrodzić się piłkarsko, to również właśnie w Rzymie dochodziło do konfliktów. Najpoważniejszym sporem był ten z Luciano Spallettim, co skutkowało odsunięciem od składu aż do momentu publicznych przeprosin zawodnika. Ponadto Panucci mocno krytykował swoich kolegów z drużyny: Doniego oraz Aquilaniego. 

Najbardziej szczere przeprosiny skierował jednak do kibiców na zakończenie swojej przygody z rzymskim klubem. Chciał zakończyć karierę w Romie, jednak chęć gry była zbyt silna. Spróbował jeszcze swoich sił w Parmie, gdzie rozegrał 19 spotkań, strzelając jednego gola. Jego kontrakt z klubem został rozwiązany 23 lutego 2010 roku. 22 sierpnia tego samego roku ogłosił definitywne zakończenie kariery.

Strony: 1 2 3

Udostępnij ten tekst:

Powiadom
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Tomek
Tomek
1 rok temu

Świetny artykuł, jak i cała strona! Relacja Capello – Panucci to klasyczny przykład przywiązania trenera do zawodnika. Wszędzie go za sobą ciągnął. 😉
BTW. Tym samym lotem z JFK miała lecieć Miss Polonia, Agnieszka Kotlarska. Nie poleciała, ale miesiąc później zginęła z ręki stalkera…