Azzurri: Bitwa o Highbury

14 listopada 1934: Bitwa o Highbury

Bitwa o Highbury – ten mecz miał wyłonić najlepszą drużynę świata, lecz gdy kurz opadł, nikt nie czuł w pełni zwycięstwa. W zapadającym listopadowym zmierzchu 1934 roku, w sercu Londynu, stadion Highbury stał się areną zaciętej rywalizacji pomiędzy Anglikami a aktualnymi mistrzami świata, Włochami. Ostatecznie górą byli gospodarze, jednak to piłkarze z Półwyspu Apenińskiego uznali się za moralnych zwycięzców.

Bitwa o Highbury: moralni zwycięzcy

Anglicy, prowadzeni przez legendarnego menedżera George’a Allisona, zamierzali udowodnić swoją supremację w futbolu, ale Włosi – nazywani w prasie „gladiatorami Mussoliniego” – pragnęli potwierdzić, że to oni są niekwestionowanymi czempionami.

Reprezentacja Synów Albionu, uznając swój system futbolowy za lepszy od reszty europejskich krajów i rozwijającego się futbolu południowoamerykańskiego, opuściła szeregi FIFA w 1927 roku i zbojkotowała pierwsze dwie edycje mundialu. Anglicy bowiem, jako wynalazcy futbolu, uznali, że udział w mistrzostwach świata organizowanych przez FIFA jest dla nich zbędny. Ich wyższość była tak namacalna, że nie potrzebowali mierzyć się z innymi narodami w turnieju. Uważali się za jedynych mistrzów futbolu i twierdzili, że ich taktyczne podejście oparte na „systemie”, czyli tzw. ustawieniu WM stworzonym przez Herberta Chapmana, jest nadrzędne. Dlatego też angielska federacja widziała w konfrontacji z ówczesnymi mistrzami świata możliwość potwierdzenia swojej teorii o jedynej najlepszej drużynie globu.

Po drugiej stronie barykady znajdowały się Włochy ze swoją formacją „metodo” – świeżo upieczeni zwycięzcy mundialu, który propaganda faszystowskiego reżimu świętowała jako osobisty triumf. Dodatkowo, Benito Mussolini miał obiecać włoskim graczom sowitą nagrodę za zwycięstwo – samochód oraz 150 funtów (równowartość dzisiejszych 6 tysięcy funtów), jeśli udałoby się pokonać drużynę angielską.

Dwie całkowicie odmienne wizje futbolu, dwa przeciwstawne podejścia psychologiczne do piłki nożnej, a także różnica ustrojów politycznych i tożsamości narodowych. Szlachetność z urodzenia kontra ta zdobyta na boisku, stanęły naprzeciw siebie 14 listopada 1934 roku. Górą byli Anglicy, którzy wygrali ze Squadra Azzurra 3:2, gdy jednak ostatni gwizdek rozbrzmiał na stadionie zatopieni w refleksji, szybko zeszli z boiska zadając sobie pytanie, które nękało ich jeszcze długo po zakończeniu zawodów: „Czy takie mecze, mecze mają jakikolwiek sens?”. To zwycięstwo było dla nich niczym gorzki kielich triumfu, w którym smak chwały mieszał się z goryczą zwątpienia.

Trudno zatem wyobrazić sobie, że drużyna o renomie włoskiej reprezentacji może uznać porażkę jako jedno ze swoich osiągnięć. Prawdopodobnie drużyna taka jak San Marino czy Malta mogłaby wspominać porażki z silniejszymi przeciwnikami jako „sukcesy”, ale by mistrzowie świata mieli za swój wyczyn uznać przegraną, musi zadziałać wiele czynników.

Po pierwsze, musi zaistnieć sytuacja, w której międzynarodowy futbol znajduje się w swojej pionierskiej epoce lub dopiero co ją opuścił, a „równoległe” względem futbolu interesy są związane nie tyle z ekonomią, ile z propagandą polityczną i uczuciami nacjonalistycznymi.

Po drugie, przekonani o swojej wyższości Anglicy muszą łaskawie spojrzeć na inna reprezentację oraz zorganizować spotkanie na swojej ziemi. Ów towarzyski mecz musi zostać rozegrany w listopadzie, jednym z najbardziej deszczowych okresów w kraju, który jest być może najbardziej deszczowy na kontynencie. Musi także zdarzyć się, że oprócz deszczu listopad przyniesie mgłę, ukrywając wiele przed szwedzkim sędzią Otto Ohlssonem.

Po trzecie, zaledwie dwie minuty po rozpoczęciu meczu, angielski napastnik, Ted Drake, zdecydowanym wejściem musi złamać stopę włoskiemu zawodnikowi Luisowi Montiemu, który nie może zostać zastąpiony, ponieważ zmiany w tamtym okresie nie są przewidziane w regulaminie.

Tylko wtedy, kiedy wszystkie z powyższych czynników zostaną spełnione, swoją porażkę można uznać za „moralne zwycięstwo”. Co niniejszym czynią Włosi po dziś dzień, mniej lub bardziej ubarwiając całą historię, wymieniając powyższe czynniki jako argumenty przemawiające na korzyść ich tezy i mitu o gladiatorach.

Prawdziwa boiskowa batalia

Anglicy od początku spotkania narzucili swoje reguły gry. Już w pierwszej minucie doszło do sytuacji, po której włoski bramkarz, Carlo Ceresoli, musiał bronić (i wybronił) rzut karny. To jednak był dopiero zwiastun prawdziwej burzy. 60 sekund później Ted Drake wszedł ostrym wślizgiem w Luisa Montiego, w wyniku czego Włoch został zniesiony z boiska na noszach z poważną kontuzją kolana.

Między 8. a 12. minutą, przytłoczona intensywnością gry Anglików Italia stanęła na skraju klęski, tracąc trzy bramki. Dublet skrzydłowego Erica Brooka, w tym jeden gol bezpośrednio z rzutu wolnego, oraz bramka samego Drake’a postawiły Włochów w dramatycznej sytuacji: przegrywali trzema bramkami, grali w 10, a doping 50 tysięcy miejscowych kibiców napędzał Anglików do dalszego ataku. Zawodnicy selekcjonera Vittorio Pozzo stanęli w obliczu prawdziwej katastrofy.

Szok okazał się jednak, w pewnym sensie, zbawienny dla azzurrich, którzy zaczęli odpowiadać ciosem za cios. Włosi zmienili taktykę, a twarda gra Anglików została odwzajemniona, przez co obrońca Eddie Hapgood doznał poważnego urazu nosa. Mecz przekształcił się w prawdziwe pole bitwy.

Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie – Włosi przetrwali i zdołali nie stracić kolejnych bramek. Jak opisywały ówczesne media, w szatni do odwrócenia losów spotkania zagrzewał swoich kolegów kapitan azzurrich – Attilio Ferraris. „Kto zrezygnuje z walki ten sukinsyn i skończy marnie!” – krzyczał do pozostałych. Niezależnie od tego, czy ta historia jest prawdziwa, jedno jest pewne – w drugiej połowie Włosi wykazali się niesamowitą determinacją.

Włoska pomoc przeorganizowała się, ataki Anglików zostały zneutralizowane, a catenaccio i kontrataki zawodników Pozzo zaczęły przynosić efekty. Dublet Giuseppe Meazzy, zdobyty na pół godziny przed końcem, pozwolił zmniejszyć straty. Włochom zabrakło jednak sposobności, by przynajmniej wyrównać wynik, mimo serii wściekłych ataków i wzrastającego napięcia ze strony Wyspiarzy.

Włosi odpłacili się Anglikom w drugiej połowie również za zniesionego z boiska Luisa Montiego – najpierw po uderzeniu łokciem boisko musiał opuścić Eddie Hapgood, a następnie z urazem barku Eric Brook. Oberwało się również Edwinowi Bowdenowi, który zakończył spotkanie z opuchniętą nogą, podobnie jak Drake i Wilf Copping. Z zabandażowaną ręką do szatni po meczu schodził także John Barker. Brytyjscy komentatorzy opisywali, że Włosi na boisku wręcz dostawali furii i ze wściekłością atakowali angielskich zawodników.

Azzurri pomimo porażki schodzili z boiska wśród owacji publiczności w meczu, który przeszedł do historii jako najpiękniejsza porażka. Angielska prasa pochwaliła tych, których komentator radiowy, Niccolò Carosio, nazwał „Włoskimi Lwami z Highbury”. Także we Włoszech faszystowski reżim przygotował odpowiednią narrację, opowiadając o „moralnym zwycięstwie” po heroicznej walce.

Anglicy, choć zwycięscy, nie mieli powodów do radości. Po meczu lokalne media pisały o wielkim niesmaku, brutalnej grze Włochów i agresywnych faulach. Cóż, gdyby tylko lepiej przeanalizowali grę azzurrich, wiedzieliby, czego się spodziewać. Squadra Azzurra nie zagrała bowiem nic innego niż to, co pokazała na mistrzostwach świata. Ich siłowa i agresywna gra, połączona z defensywnym nastawieniem, była wówczas lekko mówiąc nielubiana i przez wielu krytykowana.

Po powrocie do kraju zawodników Pozzo witano jak bohaterów, a włoscy kibice kwestionowali bez końca wyższość Anglików, chociaż wygrali z nimi dopiero 40 lat poźniej, w 1973 roku, ale to już zupełnie inna historia.

Na podstawie tekstów Leszka Jarosza, Briana Seala (Medium), Vince’a Cooper’a (Read the league) Andrei Muratore (Insideover) oraz Paolo Laurenzy (Gli eroi del calcio)

Udostępnij ten tekst:

Powiadom
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Michał
Michał
12 dni temu

Brawo za powrót do pięknej acz brutalnej historii calcio…swoją drogą ciekawe jakby się skończył ten mecz gdyby można było użyć Var-u….