Juventus Stadium

6 grzechów Juventusu

Piłkarski biznes

Wciąż tli się we mnie nadzieja, że futbol nie jest do końca zdominowany przez pieniądze. Jest to cholernie naiwne i staram się pozbyć tych myśli, jednak z racji mojego zamiłowania do lat ’80 i ’90 calcio, wciąż jest we mnie ta chłopięca naiwność, że jeszcze będzie normalnie. Nie, nie będzie. Wiem to.

Dlatego tak też boli mnie, że w pewnym momencie Andrea Agnelli minął „point of no return” i zbytnio przyłożył wagę do biznesu i komercjalizacji Juventusu, zapominając o części sportowej.

Żeby nie było – cenię sobie zasługi prezydenta Starej Damy, uważam, że zrobił wiele pozytywnych i potrzebnych rzeczy. Mam jednak żal, że zbytnio się w tym zatracił. I tu w dużej mierze zgadzam się z Paolo Cozzą, który narzekał na to nie tylko w kontekście swojego ukochanego Interu, ale także innych klubowych prezesów, w tym Agnellego właśnie.

W działaniach prezydenta Starej Damy jest też sporo ryzyka, które raz popłaca innym razem już nie. I tu właśnie znów moglibyśmy wrócić do projektu CR7, który takim pokazem ryzyka był.

Brak kolektywu

Juventus od zawsze słyną z kolektywu, jedności. Drużynę budowało się na zawodnikach, których na boisku łączyła specyficzna więź i chemia. Obecnie bardzo tego brakuje. Często podczas meczów widzę jedenastu piłkarzy, którzy grają ze sobą jakby z przymusu.

W porównaniu z tym co widziałem na Euro 2020 w wykonaniu reprezentacji Włoch Roberto Manciniego, w Juventusie widzę niewiarygodną przepaść. Podczas mistrzostw Europy, zawodnicy Italli byli wręcz gotowi ginąć na boisku, grali z niesamowitym zaangażowaniem, walcząc ramie w ramie o ostateczny sukces przez cały mecz.

Od jakiegoś czasu oglądając grę Starej Damy, czegoś podobnego nie widzę. Nie jest to kwestia obecnego sezonu, ale już dwóch, czy trzech wstecz. Widać nasycenie i wypalenie wielu zawodników. Brakuje zgrania i chemii. Brakuje jedności. Po prostu brakuje drużyny.

Eksperymenty na ławce trenerskiej

Chaos w strategii klubu jest ostatnio nad wyraz widoczny. Pogubiło się to kierownictwo nie na żarty. Chcąc ratować sytuację, która wymykała się lub nadal wymyka spod kontroli rozpoczęto karuzelę trenerską wewnątrz klubu.

Domagano się pięknego futbolu, który miał zapewnić Maurizio Sarri, a czego zagwarantować nie mógł Max Allegri. Sarri na oparach dojechał do scudetto, po czym został zwolniony, bo nie spełniał oczekiwań klubu.

Wielu, w tym ja, odetchnęło z ulgą, by za chwile usłyszeć tragikomiczną informację o zatrudnieniu Andreii Pirlo. Ten eksperyment zupełnie nie wypalił. W międzyczasie drużyna mocno się posypała, pogubiła przez te dwa sezony w schematach taktycznych, z drużyny grającej cyniczny ale skuteczny futbol, stała się pogubioną, pozbawioną jakichkolwiek schematów zbieraniną indywidualistów.

Finalnie, wychodzi na to, że zarząd Juventusu podkulił ogon i przyznał się do błędu ponownie ściągając do zespołu Allegriego. Jak jednak wspomniałem wcześniej, w obecnej sytuacji, z obecnie dostępnymi zasobami ludzkimi i środkami, kompletnie nie wierze, że Max coś z tego wyciągnie. Obecnie wygląda to tak, jakby Juventus musiał rozpocząć nowy cykl kompletnie od zera, po konkretnym hard resecie, a do tego potrzebny będzie czas. Dużo czasu. Obym się mylił…

Strony: 1 2

Udostępnij ten tekst:

Powiadom
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze