Calcio Memorie: Enrico Chiesa

genialny napastnik i postrach polskich klubów

Enrico Chiesa – legenda Parmy i Sieny. Napastnik, którego Fabio Capello nazwał krzyżówką Rivy i Rossiego, a sam legendarny Gigi Riva otwarcie porównywał do siebie. Żałobę po śmierci ojca przekuł na determinację i ciężką pracę, która wyniosła go na szczyt. Cechowały go szybkość, zwinność oraz precyzja i siła strzału. Był zmorą polskich zespołów w europejskich pucharach. Dziś po boiskach Serie A biega jego syn Federico. Zapraszam!

Przyszedł na świat 29 grudnia 1970 roku w małym liguryjskim miasteczku Mignanego, nieopodal Genui. Swoją karierę rozpoczął od krótkiej przygody w drużynie US Pontedecimo, do którego trafił w wieku 15 lat. W klubie stawiano jednak bardziej na rozwój sekcji kolarskiej, ale nie miało to wpływu na karierę młodego Enrico, gdyż po rozegraniu zaledwie dwóch spotkań został wypatrzony przez Paolo Boreę z Sampdorii, który postanowił sprowadzić go do sekcji młodzieżowej.

Debiut w Serie A

Do zespołu blucerchiatich trafił w 1987 roku jako 16-latek. Mogłoby się wydawać, że los podarował mu niezwykły prezent. Sampdoria, na której czele stał Paolo Mantovani, właśnie zaczynała liczyć się we Włoszech i piłkarskiej Europie. Chiesa zadebiutował w barwach Dorii 16 kwietnia 1989 roku, w przegranym 0:1 meczu z Romą.

Debiut w rosnącej w siłę drużynie sugerowałby, że wszystko może układać się już tylko lepiej. Niestety, tym występem nie zdołał jednak przekonać do siebie trenera Vujadina Boškova, który stawiał na wybitny duet napastników Mancini-Vialli. W tej rywalizacji młody Enrico nie miał żadnych szans, gdyż „piłkarscy bliźniacy”, jak ich nazywano, idealnie rozumieli się na boisku. „Kiedy byłem dzieciakiem, ludzie mówili mi, że jestem zbyt słaby fizycznie, żeby osiągnąć coś w piłce”.

Co gorsze, życie zadało mu potężny cios – jeszcze w tym samym roku stracił ojca. Na szczęście dla niego, żałoba dała mu wielką determinację i motywację do tego by się nie poddawać i walczyć o swoje. „Ból po stracie taty dał mi możliwość konfrontacji ze światem. Uczynił mnie lepszym zawodnikiem i człowiekiem. Ciężka praca, pokora i dyscyplina sprawiły, że jestem dziś tym, kim jestem” – wyjaśnił podczas wywiadu w 2019 roku Chiesa.

Zdobywanie doświadczenia

Z zaledwie jednym występem w Serie A na koncie, został wypożyczony, aby złapać i utrzymać rytm meczowy. Najpierw skierowano go do Teramo grającego w Serie C2, a następnie do Chieti będącego w Serie C1. Dzięki regularnym występom w obu tych klubach, mógł powrócić do Sampdorii. Niestety ominęło go świętowanie jedynego scudetto w historii klubu.

Jak się później okazało, ponownie nie na długo zagościł w swoim macierzystym klubie. Po zaledwie jednym sezonie i 26 występach, w których zdobył jedną bramkę, ponownie został wypożyczony. „Nie żałuję tego czasu. Doria we mnie wierzyła, a ja spłacałem to zaufanie doskonaląc się na kolejnych wypożyczeniach”.

Tym razem jego klubem została Modena prowadzona przez Francesco Oddo, a sezon później Cremonese. Pobyt w drużynie Kanarków był punktem zwrotnym w jego karierze, pomimo faktu, że klub spadł do Serie C1. To tu rozwinął skrzydła i grając na pozycji napastnika zdobył 14 bramek w 36 meczach. Od tej pory zaczął regularnie trafiać do siatki. Przekonali się o tym również grigiorossi, w barwach których strzelił dokładnie tyle samo goli, co w Modenie, z tą różnicą, że wystąpił w dwóch spotkaniach mniej. W drużynie z Cremony był prawdziwą gwiazdą, od której rozpoczynano ustalanie składu. „Każda bramka miała swoją wartość, ale dla mnie najbardziej liczyła się jedenastka zdobyta w meczu z Brescią, dzięki której uratowaliśmy się przed spadkiem do Serie B. To było emocje nie do opisania”.

Nareszcie w domu!

Poza instynktem strzeleckim, Chiesa dysponował także niezwykłą szybkością i był obunożny. Gdy tylko obrońcy dawali mu kawałek przestrzeni, wyprzedzał ich, a następnie oddawał precyzyjny strzał. Jego popisowym zagraniem było uderzenie wewnętrzną częścią stopy na daleki słupek, dzięki któremu dobrze wykonywał też rzuty wolne.

Jego wkład w utrzymanie się Cremonese w najwyższej klasie rozgrywkowej we Włoszech nie przeszedł bez echa i Sampdoria w końcu postanowiła sprowadzić go do siebie. Prowadzona przez Svena-Gorana Erikssona Doria miała w składzie nadal wielu znakomitych piłkarzy, takich jak Sinisa Mihajlović, Clarence Seedorf oraz Christian Karembeu. Nie było już jednak Gianluki Viallego, który został gwiazdą Juventusu, wobec tego Chiesa otrzymał szansę gry u boku Roberto Manciniego.

Ich współpraca zaowocowała 22 bramkami na koniec sezonu, które Enrico zdobył występując w 27 spotkaniach. I chociaż potrzebował dłuższej chwili na przełamanie, to kiedy rozpoczął zdobywanie bramek hattrickiem w meczu z Bari 3 grudnia 1995, tak nie potrafił się już zatrzymać. Z zimną krwią wykorzystywał idealnie dogrywane piłki od Manciniego, który ściągał na siebie uwagę obrońców, dając Chiesie pełną swobodę. Strzelał każdemu, nie przejmując się kompletnie klasą rywala. Tydzień po wyczynie z Bari postanowił rozbić Juventus. Sampdoria po jego bramkach wygrała 2:0, a Angelo Peruzzi pewnie do dziś zastanawia się jak padła pierwsza z nich. Swoją wielkość potwierdził również w meczu z Milanem, gdzie kompletnie nie przejął się stając naprzeciw genialnej pary obrońców Baresi-Maldini. Potrzebował zaledwie minuty, by wpakować piłkę do siatki, a następnie pół godziny później dołożyć drugą.

Kulminacją świetnych występów jest grudzień, w którym zdołał strzelić osiem goli w czterech meczach. Ostatecznie swój złoty sezon z Sampdorią zakończył na drugim miejscu w klasyfikacji strzelców, ustępując jedynie Igorowi Prottiemu. Blucerchiati zajęli natomiast ósme miejsce w tabeli. „Szybkość, technika i atomowy strzał. Nie ma obecnie lepszego włoskiego napastnika niż Enrico Chiesa. Jest jednym z najlepszych, jakich kiedykolwiek trenowałem” – mówił Eriksson.

Najlepszy okres w karierze

Świetny sezon rozegrany przez Chiesę przyciągnął kluby z całego kontynentu. Chiesa postanowił jednak dołączyć do Parmy Carlo Ancelottiego. Sampdoria za sprzedaż karty zawodniczej swojej gwiazdy zainkasowała 15 milionów dolarów, a Enrico za podpis na 5-letnim kontrakcie 1,6 miliona dolarów netto za sezon. „Miałem wiele ofert, w tamtym monecie uznałem, że najlepiej będzie dołączyć do gialloblu. Porozmawialiśmy wspólnie z prezydentem Mantovanim i doszliśmy do wniosku, że tak będzie najkorzystniej dla obu stron”.

I tak przed startem sezonu 1996/97 Chiesa trafia do drużyny Calisto Tanziego prowadzonej przez Carletto. Szkoleniowiec był wielkim fanem jego umiejętności. Cierpiał na tym inny wybitny zawodnik – Gianfranco Zola, jednak Enrico był głównym wyborem Ancelottiego, który w ataku zestawiał go z kolejnym świeżym nabytkiem klubu – Argentyńczykiem Hernanem Crespo.

Chiesa w swoim debiutanckim sezonie dla Parmy otarł się o mistrzostwo Włoch tracąc do zwycięskiego Juventusu zaledwie dwa punkty. Drużyna była naprawdę mocna. Nazwiska takie jak Gianluigi Buffon, Lilian Thuram, Fabio Cannavaro, Dino Baggio, czy Roberto Néstor Sensini zapewniały wiele jakości. Czternaście bramek Chiesy w 29 występach i, na dokładkę, 2 gole w dwóch spotkaniach Pucharu Włoch to świetny bilans dla debiutanta.

W drugim sezonie, w który Parma rozgrywała na trzech frontach, biorąc udział także w Lidze Mistrzów, Enrico ponownie błyszczał. To również wtedy, 13 sierpnia 1997 roku, dał się we znaki po raz pierwszy polskiej drużynie. W meczu z Widzewem Franciszka Smudy w Łodzi popisał się hattrickiem, a gialloblu wygrali spotkanie 3:1. Parma awansowała do fazy grupowej, jednak tam z dorobkiem 9 punktów nie zdołała awansować do ćwierćfinałów. Pomimo posiadania w składzie kolejnych gwiazd w postaci Faustino Asprilli oraz Mario Stanicia, w Serie A drużyna mocno rozczarowała zajmując dopiero szóste miejsce. To kosztowało Carlo Ancelottiego posadę, a w jego miejsce pojawił się Alberto Malesani.

Puchar UEFA

Sezon 1998/99 był do tej pory jednym z najlepszych w historii Parmy. Do drużyny dołączyły kolejne dwa ważne ogniwa w postaci Juana Sebastiana Verona i Alaina Boghossiana. Chiesa co prawda w Serie A nie radził sobie już tak dobrze, kończąc sezon z zaledwie 9 bramkami na koncie, za to w pucharach był prawdziwym królem.

Dzięki znakomitej grze Parma dotarła do samego finału Pucharu UEFA, w którym zmierzyła się z Olympique Marsylia, pewnie ogrywając Francuzów 3:0. Na drodze do trofeum gialloblu ponownie zmierzyli się z polską drużyną.

22 października 1998 roku pamięta zapewne wielu kibiców zarówno Parmy, jak i Wisły Kraków. To właśnie podczas tego spotkania słynny „Misiek” rzucił i ranił nożem Dino Baggio w 80. minucie meczu. Na temat tego zdarzenia rozpisywały się wszystkie gazety w Europie, a w Polsce powstał nawet film w reżyserii Marka Piwowskiego pt. „Nóż w głowie Dino Baggio”. Mecz zakończył się wynikiem 1:0, a strzelcem bramki, już w drugiej minucie meczu, został Enrico Chiesa.

W drodze po zwycięstwo gialloblu pokonali także w Fenerbahçe, Rangersów, Bordeaux oraz Atletico Madryt. Chiesa przeciwko wszystkim tym drużynom, za wyjątkiem tureckiej, strzelił gola, zostając ostatecznie królem strzelców rozgrywek. Trafił także w finale, ustanawiając wynik spotkania, popisując się przy tym fenomenalnym strzałem z półwoleja. Jako mały bonus do tego triumfu Parma dołożyła jeszcze wygraną w Pucharze Włoch. „Byliśmy jedną z najsilniejszych drużyn na arenie międzynarodowej. Dwa trofea zdobyte w ciągu tygodnia potwierdzają, jak solidna i skuteczna była nasza drużyna. Z odpowiednią mentalnością, oprócz oczywiście talentu który wszyscy mieliśmy. Malesani był dobrym trenerem, który doskonale wiedział jak wyciągnąć z nas maksimum, dostosowując taktykę do naszych predyspozycji. Tak właśnie udało się walczyć na trzech frontach, z czego udało zdobyć się dwa trofea” – wspominał Chiesa.

Po scudetto do Florencji

Enrico wciąż jednak pragnął wymarzonego scudetto. Po zdobyciu łącznie 55 bramek w 120 występach dla Parmy Chiesa, w pełnym porozumieniu z klubem, postanawia odejść. Zbliżając się nieuchronnie do trzydziestych urodzin zdecydował się wykorzystać okazję i zmienić barwy klubowe na drużynę, która, podobnie jak Parma w tamtym okresie, tworzyła projekt mający walczyć o mistrzostwo. Za 16,5 miliona dolarów został zawodnikiem Fiorentiny.

W stolicy Toskanii pierwsze skrzypce grał wówczas Gabriel Batistuta, który coraz częściej miewał rozterki na temat zmiany otoczenia. Zarząd klubu, by zatrzymać swojego gwiazdora, postanowił wzmocnić drużynę kilkoma nazwiskami. Chiesa stał się właśnie jednym z nich.

Początki w Violi nie były jednak kolorowe. Musiał walczyć o miejsce w składzie z Predragiem Mijatoviciem, a miał już 29 lat. Zaczął łapać coraz częstsze urazy, a forma, którą prezentował, nie była już tak wysoka, jak za czasów gry w Parmie. Wielu kibiców uznało go za rozczarowanie. Patrząc jednak obiektywnie, cała Fiorentina nie zachwycała. W lidze drużyna zajęła dopiero 7 miejsce, w Lidze Mistrzów natomiast odpadła w drugiej rundzie grupowej, po drodze trafiając na Widzew Łódź, w meczu z którym, oczywiście, Chiesa wpisał się na listę strzelców. Pierwszy sezon w nowych barwach zakończył z dorobkiem 12 bramek we wszystkich rozgrywkach.

Chiesa w pełni odnalazł się w drużynie z Toskanii dopiero w drugim sezonie, kiedy z klubem ostatecznie pożegnał się Batistuta. W końcu wyszedł z cienia Argentyńczyka, czego efektem były 22 zdobyte bramki w 30 ligowych meczach, czym wyrównał swój rekord strzelecki z Parmy. Niestety dobra forma Chiesy nie szła w parze z dyspozycją całej drużyny, która pomimo zdobycia Pucharu Włoch nie zachwycała. Na domiar złego Fiorentina w Pucharze UEFA musiała uznać wyższość Tirollu Innsbruck z Radosławem Gilewiczem w składzie. Słaba postawa drużyny poskutkowała zmianą trenera. Klub podziękował Fatihowi Terimowi i zatrudnił Roberto Manciniego. Były kolega Chiesy z Sampdorii robił co mógł, by wyciągnąć drużynę w górę tabeli, jednak na to było już za późno. Na otarcie łez Fiorentina zdobyła Puchar Włoch, a Chiesa w tych rozgrywkach zdobył 5 bramek.

Tragiczna kontuzja

Trzeci sezon w Violi, który okazał się ostatnim dla Enrico, nie potoczył się po jego myśli. Włoski napastnik zaczął go idealnie, trafiając pięciokrotnie do siatkarzy rywali w pierwszych pięciu kolejkach. Niestety były to jego jedyne występy. Chiesa doznał poważnego urazu kolana – zerwania rzepki, który wykluczył go z gry na resztę sezonu. Na domiar złego, borykająca się z problemami finansowymi Fiorentina, pomimo sprzedaży Rui Costy przed sezonem, ostatecznie musiała ogłosić upadłość i została zdegradowana.To jedyna rysa w mojej karierze. Doznałem kontuzji jako najlepszy strzelec drużyny. To co było poźniej… Szkoda mi Fiorentiny. Moja kontuzja nie ułatwiła sytuacji klubu. Byłem obciążeniem dla budżetu, a nie mogłem dać nic od siebie. Do momentu kontuzji szło mi cudownie. Miałem 30 lat, byłem u szczytu kariery, na horyzoncie były mistrzostwa świata w Korei i Japonii. Kontuzja zniszczyła wszystko, a klub upadł” – wspominał po latach Chiesa w wywiadzie dla telewizji Rai Sport.

Pierwszym krokiem do wyleczenia urazu, którego doznał, była operacja. W tym celu Enrico udał się do Antwerpii, gdzie został zoperowany przez profesora Martensa. Operacja zakończyła się pełnym sukcesem, jednak rehabilitacja trwała 10 miesięcy, aż do 30 września 2001 roku. „Zerwanie rzepki to bardzo poważny uraz. Nawet perfekcyjnie wykonana operacja rekonstrukcji nie jest w stanie sprawić, że ścięgna będą funkcjonować jak dawniej. Nigdy nie wracają do 100% sprawności. Mam nadzieję, że Chiesa odzyska 90%” – mówił profesor De Santis z kliniki ortopedycznej Cattolica, zapytany o ocenę zdrowia Enrico.

Upadłość Fiorentiny i wyprowadzka do Lazio

Enrico po ogłoszeniu upadłości przez Fiorentinę musiał poszukać sobie nowego klubu. Jego wybór padł na Lazio, gdzie jego ścieżki ponownie skrzyżowały się z Roberto Mancinim w roli trenera oraz z byłymi kolegami z Parmy: Stefano Fiore oraz Dino Baggio. Niestety, przygoda w rzymskim klubie nie była dla Chiesy udana. Większość spotkań oglądał z ławki rezerwowych. Nie był już tym samym zawodnikiem, co przed kontuzją, jednak wciąż miał w sobie to coś. Udowodnił to chociażby w meczu z Perugią, w którym pojawił się na boisku zaledwie na kwadrans, a i tak zdążył wpisać się dwukrotnie na listę strzelców.

W Pucharze UEFA ponownie został oprawcą Wisły Kraków, zdobywając przeciwko polskiej drużynie bramki w obu spotkaniach. W pierwszym meczu uratował remis zdobywając bramkę na 3:3, natomiast w rewanżu rozgrywanym w Krakowie ustalił wynik spotkania, dając Lazio zwycięstwo.

Niestety pomimo usilnych starań Chiesy, Roberto Mancini stawiał na Simone Inzaghiego i Claudio Lopeza. Zmęczony tą sytuacją Enrico postanowił odejść z klubu zaledwie po jednym sezonie.

Odrodzenie w Sienie

Zainteresowana jego usługami była Siena. Było to dla Chiesy idealne miejsce, by pokazać wszystkim, że mylili się spisując go na straty. Zespół zyskał nową gwiazdę, a 33-letni Enrico stał się ulubieńcem kibiców i zawodnikiem od którego trener rozpoczynał ustalanie składu. Swój pierwszy sezon u boku Tore André Flo zakończył z dziesięcioma bramkami na koncie. „Zawodnik musi być świadomy swojego ciała. Potrzebowałem środowiska pełnego entuzjazmu, które dałoby mi nową motywację i siłę po kontuzji. Siena była najlepsza dla mojej głowy

Przez kolejne pięć lat Chiesa był niekwestionowanym liderem drużyny, dzielnie walcząc o to, by jego drużyna nie spadła z Serie A. Siena dzielnie stawiała opór klubom z czołówki.

W 2008 roku Chiesa świadomy, że zapisał ważną kartę w historii Sieny uznał, że jego czas już minął i mając na koncie 134 występy, w których zdobył 34 bramki zakończył przygodę ze Sieną. „To bardzo pozytywne środowisko, w głównej mierze dzięki prezydentowi De Luce. Sprawił, że czułem się jak w domu. Kiedy zmarł, postanowiłem, że nie będę kontynuował swojej przygody tutaj. Mocno przeżyłem jego śmierć”.

Zakończenie kariery

Razem z jego odejściem skończyła się także przygoda Sieny z Serie A. Enrico jednak nie zakończył definitywnie swojej kariery. Wciąż chciał grać. Wystarczyło mu sił na jeszcze dwa sezony. Przeniósł się do klubu ASD Figline 1965. Nie trzeba chyba mówić, że został tam liderem drużyny. Z nim w składzie Figline zdobyło mistrzostwo oraz Superpuchar Serie C2.

Niestety, w drugim sezonie, podczas meczu z Sorrento, 1 listopada 2009 roku, ponownie doznał dotkliwej kontuzji – po raz kolejny nie wytrzymała rzepka. Zawodnik był zmuszony iść pod nóż i wrócił dopiero na ostatni mecz sezonu, 9 maja 2010 roku, który okazał się jego ostatnim meczem w zawodowej karierze.

Zapisał się na kartach historii jako jeden z najlepszych napastników z włoskim paszportem. Rozegrał 599 spotkań i zdobył 216 bramek, z czego 138 w Serie A, co na pewien czas uczyniło go najlepszym strzelcem w lidze.

Reprezentacja

W reprezentacji Włoch nie szło mu tak dobrze, jakby tego chciał. Wystąpił w zaledwie 17 meczach, zdobywając w nich 7 bramek. Zadebiutował 29 maja 1996 roku, powołany przez Arrigo Sacchiego na towarzyski mecz z Belgią zakończony wynikiem 2:2, w którym zdobył nawet bramkę.

Następnie jedzie z Italią na mistrzostwa Europy do Anglii. W prasie zaczęły pojawiać się sugestie, że Chiesa to nowy Salvatore Schillaci, a nawet Paolo Rossi. W reprezentacji było jednak wielu znakomitych piłkarzy, takich jak Roberto Baggio, Fabrizio Ravanelli, Giuseppe Signori, czy Gianfranco Zola. Żaden z nich nie zamierzał rezygnować z miejsca w podstawowym składzie. Sacchi, mimo że był pod wrażeniem formy, jaką Chiesa prezentował w lidze, nie zdecydował się postawić na niego. Zaliczył zaledwie dwa występy, wchodząc z ławki. W przegranym 1:2 meczu z Czechami zdobył bramkę dającą remis, jednak czerwona kartka Apolliniego mocno skomplikowała sytuację w tym spotkaniu. Włosi nie wyszli z grupy i zakończyli turniej na fazie grupowej.

Cesare Maldini, który został nowym selekcjonerem, rzadko stawia na Chiesę, jednak daje mu szanse i powołuje go na mistrzostwa świata we Francji. Początkowo znalazł się w szerokiej kadrze, ze względu na niepewną sytuację zdrowotną Alessandro Del Piero, by finalnie zastąpić w kadrze kontuzjowanego Fabrizio Ravanellego. Ponownie zameldował się na boisku jedynie dwukrotnie, a Włosi zakończyli przygodę na ćwierćfinale przegrywając z Francją po rzutach karnych.

Rozegrał także kilka spotkań pod wodzą Dino Zoffa w eliminacjach do Euro 2000, na sam turniej jednak nie otrzymał powołania. 25 kwietnia 2001 roku, wezwany przez Giovanniego Trapattoniego, rozegrał swój ostatni mecz w niebieskiej koszulce, w towarzyskim meczu z RPA.

Chiesa prywatnie

Chiesa ma za sobą również kurs trenerski, który ukończył w 2010 roku w Coverciano. Przez krótki czas był trenerem Figline (2011), a także młodzieżowych zespołów Sampdorii w latach 2012-2015.

Prywatnie jest szczęśliwym mężem swojej wieloletniej partnerki, z którą poznał się jako nastolatek. Razem mają troje dzieci: Federico, Adrianę oraz Lorenzo. Jego najstarszego syna nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Warto jednak dodać, że młodszy również rozpoczął przygodę z futbolem, póki co jednak świat o nim jeszcze nie usłyszał – obecnie gra w młodzieżowym zespole Fiorentiny jako środkowy napastnik.

Juventus - Sampdoria
Milan - Juventus

MENU

Powrót

Share to