Calcio Memorie: Alessio Tacchinardi

cichy bohater Starej Damy

Każda drużyna, bez wątpienia, potrzebuje lidera. W każdej znaleźć można także zawodników kochających blask fleszy albo takich, którzy swoją grą zasługują na miano perspektywicznych. Są też ci słabsi, którzy chcą być wielkimi, jednak nigdy nimi nie bedą, a z różnych przyczyn znajdują się w składzie. Mogłoby się wydawać, że to dość duże uproszczenie zamyka zestawienie dostępnych ról w zespole.

Jest jednak jeszcze jedna frakcja, która jest niezmiernie ważna – to cichy bohater. Grający w cieniu innych, z pełnym zaangażowaniem, jednak niezbierający tak wielu laurów, jak pozostali, bardziej medialni w drużynie. Akceptujący ten stan rzeczy człowiek od brudnej roboty. I takim właśnie rodzajem zawodnika był opisywany w tym tekście włoski pomocnik, który od najmłodszych lat w sercu nosił tylko jeden klub – Juventus. Oto historia Alessio Tacchinardiego.

Prawdziwy Juventino

Urodził się 23 lipca 1975 roku w Cremie, małej miejscowości w Lombardii. Od najmłodszych lat wykazywał predyspozycje do gry w piłkę, która bardzo szybko stała się jego największym hobby. Bardzo szybko dokonał także jednego ze swoich pierwszych poważnych wyborów życiowych. Oddał swoje serce Starej Damie. Młody Alessio był oczarowany ówczesną drużyną Juventusu jak niczym innym. Jego idolem z miejsca stał się Michel Platini.Kiedy miałem dwanaście, a może trzynaście lat, ojciec zabrał mnie na wycieczkę do Turynu, bym po raz pierwszy mógł na żywo zobaczyć moją ukochaną drużynę. Serce łomotało mi niesamowicie. Pamiętam, że Juve grało przeciwko Sampdorii. Emocje, które panowały na Stadio Comunale są nie do zapomnienia. To był wspaniały mecz, zakończony zwycięstwem po decydującej bramce Platiniego. O co więcej mógłbym prosić?”.

Przygodę z piłką nożną Tacchinardi rozpoczął w rodzinnej Cremie. Jego ojciec zapisał go do lokalnego klubu Pier Giorgio Frassati w dzielnicy San Bernardino. Stamtąd bardzo szybko powędrował do sektora młodzieżowego drużyny Pergocrema, gdzie z kolei został wypatrzony przez skautów Atalanty Bergamo. La Dea stała się dla młodego Alessio pierwszym poważnym klubem w karierze.

Talent z Atalanty

W drużynie Dei przeszedł wszystkie szczeble młodzieżowej kariery pod okiem takich trenerów jak Eugenio Perico, Cesare Prandelli, czy Fermo Favini. Dzięki swojej postawie, cechom przywódczym, a także ciężkiej pracy otrzymał od Prandellego opaskę kapitana i stał się liderem grupy, w której znajdowali się także inni, uznawani za obiecujące talenty, piłkarze, tacy jak Domenico Morfeo, Tomas Locatelli, Paolo Foglio i Gianluca Savoldi. To z nimi w składzie Atalanta wygrała turniej Viareggio, a następnie mistrzostwo Włoch z drużyną Primavery w sezonie 1992/93. W tym samym sezonie, a dokładniej 24 stycznia 1993 roku, Tacchinardi zadebiutował w seniorskiej drużynie, prowadzonej wówczas przez Marcello Lippiego, w meczu przeciwko Anconie, który La Dea wygrała 2:1.

Niestety był to jego jedyny występ w dorosłej drużynie Atalanty w tym sezonie. Alessio nabawił się bowiem dość niespotykanego, ostrego zapalenia płuc, którego leczenie trwało aż trzy miesiące. Piłkarz powrócił do gry po prawie półrocznej przerwie. Emiliano Mondonico (który zastąpił Lippiego jako trenera seniorskiej drużyny), po tak długiej absencji nie dawał wielu szans młodemu Tacchinardiemu. Alessio wystąpił w zaledwie ośmiu spotkaniach w sezonie 1993/94. Dodatkowo pokłócił się ze swoimi kolegami z drużyny – Morfeo i Locatellim, gdy na jaw wyszło, że ten ma już podpisany kontrakt z Juventusem od czasu wygranego turnieju w Viareggio.

Juventus – spełnienie marzeń

W Turynie na ławce trenerskiej, na przybycie Tacchinardiego, czekał już Marcello Lippi. W pomocy zaś dwóch zawodników, którzy stali się mentorami Alessio – Didier Deschamps oraz Paulo Sousa. Szczególnie współpraca z Portugalczykiem przypadła do gustu pomocnikowi. „To bardzo ważne, żeby mieć takiego nauczyciela jak Sousa. Gra dokładnie tak, jak lubię. Mogę się od niego wiele nauczyć i rozwijać pod jego okiem”. Komplementów na temat Tacchinardiego nie szczędził także sam Portugalczyk: „Ma wspaniałe cechy. Genialne wyczucie pozycji i umiejętność szybkiego ustawiania się na właściwej pozycji. Moim zdaniem powinien poćwiczyć trochę dalekie wyrzuty z autu. Boiskowej inteligencji na pewno mu nie brakuje”. Chwalił go także Francuz: „Jest niezwykle dojrzały. Ma dużą jakość, siłę i tężyznę fizyczną. Musi poprawić się jedynie w odbiorze piłki”.

Marcello Lippi początkowo wystawia Tacchinardiego w roli środkowego obrońcy, co przynosi całkiem dobre rezultaty w postaci dalszego rozwoju zawodnika. Bardzo dobrym przykładem tego był mecz w finale Pucharu Włoch, rozegranego w 1995 roku z Parmą. Tacchinardi rozegrał jeden ze swoich najlepszych występów w karierze. Po tym meczu zarówno u Lippiego jak i samego zawodnika narodził się pewien dylemat.

Gdzie właściwie powinien grać Alessio? Czy jest to libero, czy defensywny pomocnik? Odpowiedź przyszła ostatecznie w 1997 roku, w którym Tacchinardi potwierdził swoją wartość jako świetny defensywny pomocnik, z niesamowitym strzałem z dystansu. Przestał być zawodnikiem w cieniu swoich mentorów i nie musiał więcej ustępować miejsca w składzie Deschampsowi, Sousie czy Jugoviciowi. Po odejściu z klubu tych dwóch ostatnich, mógł w pełni rozwinąć skrzydła.

Tacchiardi zachowuje swój status w drużynie także po objęciu zespołu przez Carlo Ancelottiego, który obdarzył pomocnika jeszcze większym zaufaniem niż Lippi, za co z nawiązką odwdzięczał mu się zawodnik, stając się jedną z wiodących postaci tamtego Juve, które w dość pechowych okolicznościach dwukrotnie przegrało scudetto z rzymskimi drużynami. W efekcie tego Carletto pożegnał się z Turynem, w którym nikt po nim nie płakał. Jego miejsce ponownie zajął Marcello Lippi.

Żółta Łódź Podwodna

Alessio nadal miał pewne miejsce w składzie i dokładał do swojej kolekcji kolejne drużynowe trofea, a także miał okazję rozegrać drugi w swojej karierze finał Ligi Mistrzów. Niestety, tam Juventus poległ w rzutach karnych z Milanem. Wszystko jednak skończyło się razem z przybyciem do klubu Fabio Capello w 2004 roku. Nowy, surowy trener wręcz przyspawał Tacchinardiego do ławki rezerwowych, stawiając nad nim usługi Stephana Appiaha oraz Manuele Blasiego.

Nie chcąc podziwiać kolegów z drużyny jedynie w roli obserwatora, Alessio postanowił zmienić barwy klubowe. Z ofertą wypożyczenia wyszedł hiszpański Villarreal.Po przybyciu Capello czułem się, jakbym był na marginesie zespołu. Kiedy pojawiła się propozycja Villarrealu, przyjąłem ją, chociaż serce mi krwawiło. W Hiszpanii jest zdecydowanie większa swoboda taktyczna, a kibice są bardziej przychylni. Jeśli coś, czego spróbujesz ci się nie uda, nie będą cię wygwizdywać. Powiedzmy, że w Hiszpanii, podobnie jak w innych krajach Europy, jest więcej kultury sportowej. Kiedy wyeliminowaliśmy Inter z Ligi Mistrzów poczułem ogromną radość i satysfakcję!”.

Tacchinardi dla Juventusu rozegrał łącznie 404 spotkania, w których zdobył 15 bramek. Ze Starą Damą świętował zdobycie sześciu scudetti, Pucharu Włoch, czterech Superpucharów Włoch, Pucharu Ligi Mistrzów, Pucharu Intertoto, Pucharu Interkontynentalnego oraz Superpucharu Europy. Był to najlepszy okres w karierze, który rekompensował z nawiązką braki w reprezentacji Włoch.

W Villarreal, pomimo przeciętnych nazwisk w drużynie, Tacchinardi korzystając ze swojego doświadczenia poprowadził drużynę do półfinału Ligi Mistrzów, gdzie Żółta Łódź Podwodna została wyeliminowana przez Arsenal. Po dwóch latach spędzonych w Hiszpanii, na początku sezonu 2007/08 wrócił do Juventusu, gdzie niestety nie było już dla niego miejsca. 20 lipca 2007 roku oficjalnie stał się jego ostatnim dniem w barwach Starej Damy. Zawodnik rozwiązał kontrakt za porozumieniem stron i ze swoją kartą zawodniczą w ręku powędrował do Brescii. Grająca w Serie B drużyna dowodzona przez Serse Cosmiego przyjęła go z otwartymi ramionami. Po doprowadzeniu drużyny do fazy play-off i zakończeniu sezonu z 9 bramkami w 36 występach postanowił definitywnie zakończyć karierę.

Reprezentacja

Tej samej satysfakcji co piłka klubowa nie dostarczała mu jednak reprezentacja. Swoją przygodę w barwach narodowych rozpoczął od kadry U-18 pod skrzydłami Serio Vatty, który uważał Alessio „za jednego z najlepszych piłkarzy, z niezwykłą umiejętnością czytania gry”. Wraz z przejściem do Juventusu w 1994 roku otrzymał powołanie do kolejnej kategorii wiekowej, drużyny U-21. Kadra, prowadzona wówczas przez Cesare Maldiniego, z Tacchinardim w składzie wygrała złoto na mistrzostwach Europy. W międzyczasie, po świetnych występach, chłopak wpada w oko również Arrigo Sacchiemu, który pozwolił mu zadebiutować w seniorskiej reprezentacji w meczu eliminacyjnym Euro 1996. Miało to miejsce 6 września 1995 roku, w meczu ze Słowenią, który azzurri wygrali 1:0. Na tym jednak zakończyła się dobra passa Alessio w błękitnej koszulce.

Po objęciu dorosłej reprezentacji przez Cesare Maldiniego, Tacchinardi przestaje być brany pod uwagę. Do kadry powrócił dopiero za kadencji Dino Zoffa, który jednak pomimo bardzo dobrych występów Alessio decyduje się pozostawić zawodnika w domu i wyruszyć na boiska Euro 2000 w Belgii i Holandii bez niego, za to z doświadczonym Albertinim.

Ponownie po Alessio sięgnął kilkukrotnie Giovanni Trapattoni, jednak i u niego nie odnalazł szczęścia w kadrze. Błękitną koszulkę w seniorskiej drużynie zakładał zaledwie trzynastokrotnie.

Kariera trenera

Po zakończeniu kariery zdecydował się na pracę trenera. Niestety bez większych sukcesów. Zaczął w miejscu swojego urodzenia, prowadząc młodzieżowe zespoły Pergocrema w latach 2009-2016, z przerwą na sezon 2012/13, w którym prowadził młodzieżową drużynę Brescii.

28 stycznia 2018 zastąpił Alessio Delpiano na ławce Lecco w Serie D. Pod koniec sezonu, który zakończył na siódmym miejscu w tabeli, odszedł z zespołu, odmawiając przedłużenia kontraktu i powołując się na powody osobiste. Po krótkim okresie bezczynności objął drużynę Cremy, która prowadził od 25 czerwca do listopada 2019 roku, składając rezygnację.

22 marca 2021 został wybrany nowym trenerem Fano, trzeciej drużyny od końca w Serie C, aby zastąpić Flavio Destro. Nie był jednak w stanie uniknąć spadku z regionu Marche. Po przegranej w play-out z Imolese ponownie złożył rezygnację.

Dodatkowo, poza karierą trenerską, często udziela się w mediach komentując najnowsze wydarzenia Serie A, ze szczególną uwagą poświęconą Juventusowi, często oceniając bianconerich bardzo krytycznie.

Byłem i zawsze będę ogromnie przywiązany do barw Starej Damy. Po każdym meczu, bez różnicy jaki był wynik, zawsze podbiegałem do trybuny podziękować kibicom, którzy mnie wspierali. Nie zawsze się wygrywa, ale obowiązkiem piłkarza jest dawanie z siebie wszystkiego, wręcz wypruwanie sobie flaków, za barwy, w których gra. Kibice to rozumieją i doceniają. Koszulka Juventusu waży więcej niż ktokolwiek mógłby sobie zdawać z tego sprawę, ale jest to najpiękniejsza koszulka jaką można nosić”.

Venezia - Juventus
Juventus - Cagliari

MENU

Powrót

Share to