Calcio Memorie: Paolo Montero

Specjalista od czerwonych kartek

W historii włoskiego jak i światowego futbol znalazłoby się wielu kolekcjonerów czerwonych i żółtych kartoników, grających ostro, a czasami wręcz brutalnie. Jednak nikt we Włoszech, pod tym względem, w latach ’90, nie mógł równać się z pewnym Urugwajczykiem, który twardą grę przeniósł na zupełnie inny poziom. Swoją grą sprawiał, że napastnicy się go bali, swoimi interwencjami doprowadzał ich do szału i łez. Specjalista od czerwonych kartek, boiskowy przecinak, twardziel. Po prostu Rónald Paolo Montero Iglesias.

Urodził się 3 września 1971 roku w Montevideo. Jest synem innego słynnego zawodnika, wielokrotnego reprezentanta Urugwaju i uczestnika dwóch Mundiali – Julio Waltera Montero Castillo. Od dziecka, za sprawą ojca, żył piłką nożna. To właśnie on został pierwszym idolem młodego Paolo. Jednak jak sam przyznaje wzorem, który naśladował, już jako w pełni świadomy piłkarz, był Hugo de Leon.

Peñarol

Jego pierwszym klubem, do którego trafił w 1990 roku jako 19-latek był Peñarol. To tu zbierał piłkarskie szlify, stając się środkowym obrońcą. Szybko zyskał przydomek „Terminator”. W klubie z Montevideo spędził dwa lata, podczas których rozegrał 34 spotkania w seniorskiej drużynie. Mogłoby się wydawać, że to za mało, by z powodzeniem kontynuować karierę w Europie. Innego zdania byli jednak włodarze Atalanty, którzy postanowili latem 1992 roku ściągnąć go do swojej drużyny. Transferu dokonano, w głównej mierze, na wniosek nowego trenera La Dei, którym został Marcello Lippi.

Atalanta

W drużynie Atalanty, jako 21-latek, staje się z miejsca kluczową postacią defensywy, którą bez kompleksów dowodzi, ku zdumieniu innych. Nie obyło się jednak bez sprzeczek. Marcello Lippi, jako nowy trener La Dei starał się zaprowadzić swoje porządki. Postanowił on ustawić Montero na lewej obronie. Niestety, Paolo miał na ten temat zupełnie inne zdanie. „Albo będę grał jako środkowy obrońca, albo nie zagram w ogóle”. Lippi wiedząc, że Montero jest zbyt wartościowym zawodnikiem, by sadzać go na ławce oraz nie chcąc wywoływać w drużynie niepotrzebnych konfliktów, uległ argumentom Urugwajczyka. Jak się jednak poźniej okazało, to Montero miał rację. Odwdzięczył się trenerowi bardzo równą i dobrą formą w swoim debiutanckim sezonie. Podczas 27 występów udało mu się nawet wpakować dwa razy piłkę do siatki przeciwników.

Lippi po sezonie opuścił szeregi Atalanty, a w jego miejsce przyszedł Francesco Guidolin, z którym Montero, lekko mówiąc, było nie po drodze. Na szczęście dla Urugwajczyka, Guidolin trenerem La Dei był zaledwie przez 122 dni. Słabo spisującego się szkoleniowca zastąpił duet Prandelli-Valdinoci. Niestety, pomimo jeszcze lepszej gry i większej liczby występów Urugwajczyka, sezon przyniósł gorzki smak porażki. Duet trenerów nie był w stanie naprawić błędów popełnionych przez Guidolina i uratować zespołu przed spadkiem do Serie B.

Spadkowiczów z kryzysu miał wyciągnąć kolejny trener, a był nim Emiliano Mondonico. I tak rzeczywiście się stało. Atalanta z Montero w składzie szybko wróciła na właściwe tory i ponownie zapukała do drzwi Serie A. Mondonico okazał się natomiast ostatnim trenerem La Dei, z którym współpracował Urugwajczyk. Latem 1996 roku włodarze Atalanty otrzymali telefony z dwóch klubów: Interu oraz Juventusu. Luciano Moggi, dyrektor sportowy Juventusu słynął z tego, że nie lubił odmowy i miał dryg do przeprowadzania trudnych do zrealizowania transferów. Ostatecznie Paolo trafił do drużyny Starej Damy, w której spotkał swojego dawnego znajomego – Marcello Lippiego. Niewiele brakowało jednak, by został zawodnikiem nerazzurrich. Od czego jednak jest Moggi. Dyrektor bianconerich doprowadził do zerwania rozmów Montero z Interem będących już na ostatniej prostej.

Juventus

Dołączyłem do drużyny, która półtora miesiąca wcześniej wygrała Ligę Mistrzów, a ja oglądałem tamten mecz w Urugwaju, po tym, jak wypełniłem swój kontrakt z Atalantą. Trafić do Juventusu i spotkać wszystkich tych ludzi… móc pracować z Ciro Ferrarą, trenować z Peruzzim i wszystkimi mistrzami… to było coś, wyjątkowe emocje. Zawsze powtarzam, że nauczyli mnie oni pokornej pracy oraz tego, że nie nigdy nie istniało ‘ja’ – istniało tylko ‘my’. Miałem szczęście przeżyć najlepszą dekadę włoskiego futbolu w historii. Zidane, Del Piero, Peruzzi, Ferrara i Deschamps. Jeśli nie byli najlepsi, to z pewnością w ścisłej czołówce” – wspominał w wywiadzie dla SkySport Italia z 8 kwietnia 2020 roku.

Czas spędzony w Juventusie jest zarówno pełny sukcesów, jak również boiskowych i pozaboiskowych anegdot. Jedną z nich i chyba najbardziej znaną jest reakcja Montero na poranny telefon od Giovanniego Agnellego, który miał w zwyczaju telefonować do wielu piłkarzy i pracowników Juventusu o szóstej rano. „Kiedy zadzwonił do mnie po raz pierwszy, kazałem mu się odpieprzyć i pozwolić mi się wyspać” – wspomniał po latach Montero.

W koszulce bianconerich, bardziej niż gdziekolwiek indziej, Montero pokazywał swój charakter boiskowego zakapiora. 13 października 1996 roku, pod koniec meczu Vicenza-Juventus zakończonego 2:1, podczas kłótni pomiędzy Angelo Di Livio, a oficjalnym fotografem drużyny gospodarzy, uderza tego drugiego. Po kilku dniach publicznie oświadczył natomiast, że nie żałował tego gestu – „Widziałem kolegę z drużyny w trudnej sytuacji i interweniowałem. Wydawało się to zupełnie normalne”. Sprawa wylądowała w sądzie…

W Europie historia się nie zmienia, jego łokcie często i chętnie spotykają się z twarzami przeciwników, jak w przypadku Valerija Karpina, w meczu z Celtą Vigo z 9 marca 2000 roku. Podczas meczu rewanżowego pierwszej rundy Pucharu UEFA, Montero uderza w twarz Karpina. Sędzia zszokowany całym zajściem wyrzuca Urugwajczyka z boiska. Kibice wrzeszczą, a Montero schodzi z boiska kpiąc z całej sytuacji: „Czego chcecie? Nic złego nie zrobiłem”.

Do kolejnego ciekawego incydentu doszło 3 grudnia 2000 roku, podczas Derby d’Italia z Interem, zremisowanym 2:2. Montero uderza Luigiego Di Biagio pięścią w twarz. Zdarzenie to kosztowało Urugwajczyka trzy mecze dyskwalifikacji, a po dziś dzień krąży po sieci jako viral.

Na szczęście ten incydent nigdy nie zawarzył na dobrych relacjach z Giannim Agnellim, który po całym zajściu zwrócił się do Montero: „Paolo, w ogóle mi się to nie podobało. Nie podobało mi się dlatego, że dobry bokser takim uderzeniem powaliłby go na murawę”. Od tego momentu Paolo we Włoszech znany był już nie jako Terminator, ale jako „Pigna”, czyli szyszka.

Jednym z najbrutalniejszych zagrań jakim posłużył się Montero, grając w koszulce Juventusu, był faul na Francesco Tottim, w meczu z Romą. Wyładował całą swoją złość i frustrację związaną z rywalizacją zakończoną wynikiem 4:0 dla Rzymian. Najbardziej bezmyślna interwencja, jaką mógł wykonać. Kompletnie nie zainteresowany piłką, wykosił kapitana giallorossich mocnym kopnięciem, powalając go na murawę. Po zdarzeniu, kieruje się prosto do szatni, jak zawsze, z podniesioną głową.

Poza boiskiem również bywało różnie. Jego najbardziej zaufanym towarzyszem nocnych wypadów był Mark Iuliano, z którym bywał we wszystkich klubach w północnych Włoszech, od czasu do czasu wdając się w bójki. Podczas jednego z wypadów, przyłapany przez dziennikarza, podszedł do niego, serdecznie się przywitał, po czym szepnął na ucho:Jeśli cokolwiek z tego co tu widziałeś się wyda, będę wiedział, że to ty. Znajdę cię”. I jak tu go nie kochać?

Montero z powodzeniem do 2005 roku, był niezastąpiony w swojej roli środkowego obrońcy, tworząc wspaniały duet z Ciro Ferrarą, sadzając tym samym na ławce swojego kolegę, Marka Iuliano oraz Igora Tudora.

Jego drugim przyjacielem podczas gry w Juventusie był Zinedine Zidane. Z którym łączyła go specjalna więź. Z nim również bywał w klubach. Podczas jednej z imprez wdał się nawet w bójkę z jednym z pijanych fanów, stając w obronie francuskiego piłkarza. „Zizou był jednym z najprostszych i najskromniejszych zawodników na swoim poziomie. Do Juve dołączyło wielu bardzo mocnych piłkarzy, jednak on, jako człowiek, był niezwykły. Niemożliwe było, by go nie kochać”.

Pigna w Juventusie spędził najlepsze lata swojej kariery. Dla Starej Damy rozegrał łącznie 278 spotkań, strzelając 6 goli. Razem z bianconerimi zdobył łącznie 10 tytułów: 5 scudetti, 2 Superpuchary Włoch, Puchar Interkontynentalny, Superpuchar Europy, a także Puchar Intertoto.

Schyłek kariery

Kiedy przestał już być potrzebny i stracił miejsce w podstawowym składzie, zmienił barwy, przenosząc się do San Lorenzo del Almagro. Spędził tam jeden sezon, bez większych sukcesów. Na koniec swojej kariery powrócił do macierzy. Druga przygoda z Peñarol nie była jednak udana. Przywitany z wielkim entuzjazmem w swoim mieście, postanowił pomóc ukochanemu klubowi w walce o mistrzostwo kraju, niestety nie osiągnął celu. W 2007 roku postanowił zawiesić buty na kołku.

Po przejściu na piłkarską emeryturę, postanowił zostać trenerem. Rozpoczynał od szkolenia młodzieży w Peñarol, następnie trenował Boca Unidos, Colòn oraz Rosario Central. W 2019 roku został szkoleniowcem Sambenedettese, w kórym pracował jeszcze w 2021 roku. Obecnie jest trenerem w San Lorenzo del Almagro. Jego kariera trenerska póki co nie jest imponująca. Jego marzeniem jest jednak w przyszłości poprowadzić Juventus…

Calcio Memorie: Dejan Savicević
Napoli - Juventus

MENU

Powrót

Share to