Powrót trójki w obronie Juventusu?

felieton JuveFC.com

Juventus znalazł się w niecodziennej sytuacji: postawił na trenera bez żadnego doświadczenia, a do tego wygląda na to, że połowa składu została wystawiona na listę transferową. Jest to również moment, w którym wydaje się, nie ma złych idei na przyszłosezonową taktykę. Ustawienie z trzema obrońcami? Brzmi jak całkiem dobry pomysł.

Nie jestem fanem defensywy, złożonej z większej liczby zawodników, a bez Andrei Barzagliego oraz z Giorgio Chellinim, powoli kończącym swoją karierę, Juventus nie ma już takich argumentów w linii obrony jak kiedyś. Ostatni sezon pokazał to dosyć wyraźnie. Jeśli monolit defensywny miałby zostać odbudowany w układzie z trójką obrońców, potrzeba zawodników o odpowiedniej jakości, a gracze nie przyzwyczajeni do takiego ustawienia, musieliby zostać dosłownie zindoktrynowani i nauczeni tego systemu. Zawodnicy tacy jak Matthijs de Ligt i Merih Demiral nie powinni mieć większego problemu, żeby przyswoić zasady tej taktyki relatywnie szybko. Leonardo Bonucci to również świetna opcja: potrafi się odnaleźć w tej roli, mogąc odpuścić krycie indywidualne i skupić się na obronie strefowej. Tego typu linia obrony nie powinna być budowana niczym bunkier, ale jako pierwsza linia kreowania akcji ofensywnych. Dwóch bocznych obrońców musi aktywnie brać udział w atakach, kiedy to tylko możliwe. Jak powinno to funkcjonować? Wystarczy popatrzeć na grę Atalanty lub Verony.

Cristiano Ronaldo i Paulo Dybala | Fot. Miguel Medina / AFP via Getty Images

Główny powód, dla którego jest to dobry pomysł, nie jest paradoksalnie związany z obroną jako taką. Zakładając, że nie wydarzy się nic szalonego i zarówno Cristiano Ronaldo, jak i Paulo Dybala pozostaną w klubie, pierwszym problemem Andrei Pirlo będzie sprawienie, aby obaj grali i współpracowali ze sobą – czyli coś, co nie udało się Massimiliano Allegriemu, a co Maurizio Sarri dopracował niemal do perfekcji.

Ofensywny nalot

W idealnym scenariuszu, powinni oni tworzyć zabójczy duet, grający piłkę w stylu “nalotu”: jeden operowałby w lewej strefie, a drugi w prawej, być może z wchodzącym z głębi trequartistą lub dwoma skrzydłowymi robiącymi to samo, podczas gdy Ronaldo i Dybala graliby bardziej jako wolne elektrony. Innym pomysłem może być ustawienie Dybali jako fałszywej “dziewiątki”, Ronaldo na lewym skrzydle, a na prawej flance zawodnika o charakterystyce ciężko pracującego wyrobnika. Takich Juve już ma w swoich szeregach: zarówno Dejan Kulusevski jak i Federico Bernardeschi mogliby z powodzeniem sprawdzić się w tej roli. Mimo wielu krytycznych słów pod adresem Włocha, to w tej wlaśnie roli wypełniał swoje zadania najbardziej sumiennie.

Cały problem polega jednak na tym, że Ronaldo woli grać u boku silnego napastnika, robiącego miejsce i ściągającego na siebie obrońców przeciwnika. W takim układzie oszczędzany jest również Dybala, który nie musi wdawać się w bezpośrednie fizyczne pojedynki z obrońcami. Jeśli wierzyć pogłoskom, to zarząd turyńskiego klubu szuka właśnie tego typu napastnika. Najprawdopodobniej po to, by jak najbardziej zadowolić Cristiano. Punktem wyjścia dla taktyki będzie zatem 4-3-3 Sarriego, z tą różnicą, że w ataku nie będzie wypalonego i bezużytecznego Higuaina. Znalezienie jego następcy nie powinno być aż takie trudne.

Efekt domina: problemy w drugiej linii

Powyższe kreuje jednak kolejne problemy. Po pierwsze i najważniejsze, nie będzie to prawdziwe 4-3-3 w fazie defensywy – raczej 4-4-2, jako że Ronaldo nie zwykł wracać do obrony, co zmusza lewego pomocnika do zejścia w boczne sektory, kiedy Juve gra bez piłki, podczas gdy prawy skrzydłowy (w tym wypadku Dybala) musi wypełnić po nim lukę w drugiej linii. To też powód, dla którego w minionym sezonie zaczynał mecze na ławce rezerwowych, wtedy, kiedy bianconeri grali przeciwko bardziej wymagającym rywalom. Bernardeschi i Douglas Costa do tego typu roli nadawali się po prostu lepiej. Dybala może grać jako skrzydłowy w ofensywnym trójzębie, co pokazał w tym roku, ale zmuszanie go do gry w drugiej linii z defensywnymi zadaniami nie jest najlepszym pomysłem. Być może w ustawieniu 4-3-1-2, z Argentyńczykiem, grającym za napastnikami, zdałoby to egzamin. Jednak, równowaga zostałaby zaburzona, gdyby wszyscy trzej napastnicy zostali pozbawieni obowiązków defensywnych. Rozwiązaniem byłoby znalezienie naprawdę walecznej i silnej “dziewiątki”, która nie miałaby problemu z aktywnym uczestniczeniu w akcjach destrukcyjnych i która byłaby w stanie opanować część środka boiska. Dwaj środkowi pomocnicy box-to-box mogliby wtedy pilnować całej szerokość boiska. Takiego piłkarza znaleźć nie będzie łatwo… i nie będzie on tani.

Adrien Rabiot | Fot. Marco Luzzani / Getty Images

Tego typu taktyka pozostawia też bez rozwiązania największą bolączkę Juve: linię pomocy. Są tylko dwa powody, dla których warto wystawić jednocześnie trzech pomocników. Pierwszy to sytuacja, w której wykorzystuje się wysokiej klasy cofniętego rozgrywającego, osłanianego po obu stronach przez agresywnych defensywnych graczy, pozwalających mu na rozrzucanie piłki, dystrybuowanie podań i kontrolowanie tempa gry. Alternatywą jest ustawienie z dwoma ofensywnymi pomocnikami, których wspiera silny defensywny gracz. W obecnym arsenale Juve takich zawodników najzwyczajniej w świecie nie ma. Poza Aaronem Ramseyem, który częściej jest kontuzjowany niż zdolny do gry, Juventus ma jedynie średnich piłkarzy o niesprecyzowanej charakterystyce. Nie ma ani typowego registy, ani nikogo, kto sprawiłby problem przeciwnikowi w ofensywie. Fakt, że zarówno Rodrigo Bentancur, Arthur jak i Adrien Rabiot nie mieli w poprzednich sezonach przypisanej klarownej roli w zespole, nie poprawia obrazu linii pomocy. Żeby naprawić tę sytuację i dać trenerowi większe pole manewru, potrzebne byłyby co najmniej dwa klasowe transfery. W obecnej sytuacji finansowej Juve, możemy od razu stwierdzić, że prawie na pewno nic takiego się nie wydarzy. Nawet jeśli sprzedani zostaną wszyscy zawodnicy, którzy zostali znaleźli się poza planami Pirlo, nie wygeneruje to wystarczających funduszy do załatania wszystkich dziur w drużynie.

Dylematy

Najlepsi pomocnicy, których obecnie bianconeri mają w składzie, wpasowaliby się dobrze w dwuosobową linię pomocy, w której musieliby robić po trochu wszystkiego i jednocześnie nie musieliby być mistrzami w żadnym aspekcie. Bentancur gra w takiej roli w reprezentacji Urugwaju, Arthur pełnił tę funkcję w swoim poprzednim klubie, nie ma też powodu dla którego Rabiot mialby z tym większy problem. Nie wygląda na to, aby Juventus starał się pozyskać zawodników pokroju Houssema Aouara czy Luisa Alberto, którzy powinni być priorytetem, jeśli taktyka 4-3-3 ma mieć jakąkolwiek przyszłość.

Jeśli ustawienie 4-3-3 nie jest możliwe, a do 4-4-2 lub 4-3-1-2 Juventus nie ma zawodników, jedyną opcją pozostaje 4-2-3-1, która jest podstawą do gry nowoczesnego futbolu, pod warunkiem, że ustawi się zawodników na odpowiednich pozycjach. Czy jednak jest ona możliwa z Cristiano Ronaldo na lewym skrzydle? Wątpliwe.

Należy więc zakładać, że powrót trzyosobowej linii obrony oznacza powrót do ustawienia 3-5-2, a w biorąc pod uwagę obecne warunki i zawodników dostępnych w składzie nawet 3-4-3. W trójzębie, Ronaldo i Dybala, ustawieni ciasno po bokach, schodziliby w środek i bombardowali bramkę, dwóch środkowych pomocników grałoby mocniej do przodu niż w przypadku ustawienia 4-2-3-1, a mimo że żaden obecnie grający w Juve nie jest maszynką do gry ofensywnej, byliby w stanie realizować więcej założeń ofensywnych i wspierać linię ataku. Bonusem byłaby lepsza utylizacja zdolności rozgrywania Leonardo Bonucciego, a do tego rozwiązałyby się problemy na bokach obrony.

Merih Demiral, Matthijs de Ligt i Andrea Agnelli | Fot. Javier Soriano / AFP via Getty Images

Złoty środek?

Pozostaje jedynie pytanie, czy obecny skład jest w stanie przystosować się do tego typu ustawienia bez konieczności rozbijania banku na nowych zawodników? Zakładając, że na liście zakupów znajduje się środkowy napastnik, byłoby to prostsze zadanie niż kolejne zmiany w składzie w celu budowania przekonującego 4-3-3. Dodać do tego należy jeszcze młodych zawodników, który Juve ma już zakontraktowanych, a którzy ogrywają się w innych klubach na wypożyczeniach.

Cristian Romero* grał tylko i wyłącznie w trzy osobowej linii defensywnej w Genoi, zarówno na środku jak i na prawej stronie. W prawdzie brakuje mu jeszcze doświadczenia i często popełnia głupie faule, ale jest utalentowany i mógłby być “darmową” opcją na pierwszą część sezonu, kiedy to de Ligt będzie dochodził do siebie po operacji barku. Luca Pellegrini czuje się zdecydowanie lepiej jako skrzydłowy niż jako boczny obrońca. Być może nawet nie będzie w ogóle grał w obronie Juventusu, jako że nie radził sobie zbyt dobrze.

Czy obecnie grający w zespole Starej Damy obrońcy są w stanie grać jako agresywni skrzydłowi? Mowa o grze, którą buduje się przewagę pod bramką przeciwnika, tak jak to funkcjonowało w Atalancie. Juan Cuadrado nadaje się do takiej roli całkiem dobrze. Dużo więcej wątpliwości jest w przypadku gry obu Brazylijczyków. Alex Sandro przestał być już tak ofensywnym zawodnikiem, co kiedyś i podczas konstruowania ataków drużyna nie ma z niego pożytku. Oczywiście, wynika to z konieczności przystosowania się do defensywnego stylu gry w Serie A, ale czasy, kiedy można było na niego liczyć pod bramką przeciwnika, można chyba uznać za minione. Chętnych na jego usługi nie brakuje i wydaje się, że zarząd nie będzie miał problemu, żeby sprzedać go do bogatych klubów Premier League, jeśli tylko wpłynie korzystna oferta lub pojawi się możliwość wymiany na kogoś, kto będzie bardziej odpowiadał potrzebom trenera. Niemożliwym za to wydaje się korzystna sprzedaż Danilo, należy się spodziewać zatem, że zostanie on w drużynie. Można mieć jedynie nadzieję, że jego błędy nie przysporzą zespołowi zbyt wielu problemów. Niektórzy już zapomnieli, że niegdyś Federico Bernardeschi został powołany na mistrzostwa Europy przez Antonio Conte właśnie w roli skrzydłowego obrońcy, po tym, jak grał na tej pozycji w Fiorentinie. W obecnej sytuacji, lepiej byłoby, gdyby grał tam, gdzie motoryka i szybkość jest ważniejsza niż technika, podejmowanie decyzji i wykańczanie akcji.

Juventus na pewno potrzebuje jednego zawodnika do linii pomocy. Pojawiły się informacje, że klub zdecyduje się na ściągnięcie Manuela Locatellego**, którego jakość gry wskoczyła na wyższy poziom od momentu, gdy Sassulo przeszło z ustawienie 4-3-3, gdzie grał bardziej jako box-to-box, na ustawienie 4-2-3-1. Być może warto wypróbować go w roli cofniętego rozgrywającego, ale na pewno nie będzie to transfer z kategorii tych zmieniających oblicze drużyny. Być może potrzeba sprowadzić jeszcze jednego obrońcę, mogącego grać na lewej stronie trzyosobowej linii defensywnej, jako że Chielliniemu nie można już tak bardzo ufać pod względem fizycznym.

Podsumowując: ustawienie 3-4-3 zmaksymalizowałoby, a może nawet uwolniłoby ukryty potencjał obecnego składu Juve, rozwiązałoby kilka węzłów gordyjskich za pomocą sprytnych rozwiązań i zminimalizowało potrzeby wydatków na nowych zawodników. Pod wodzą nowego trenera, może być to kwestia znalezienia złotego środka przy pomocy pragmatycznych wyborów, do któych Juventus nas przyzwyczaił w przeszłości.

* Artykuł pisano w czasie, kiedy transfer Romero do Atalanty nie został jeszcze sfinalizowany. 5 września Juventus oficjalnie poinformował o wypożyczeniu zawodnika do klubu z Bergamo.
** Juventus ostatecznie sprowadził do Turynu Westona McKennie’go z Schalke 04.

Autor: Enrico Passarella, JuveFC.com

Brak komentarzy

Skomentuj treść

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przegląd włoskiej prasy
Przegląd włoskiej prasy

MENU

Powrót

Share to