Scudetto zapisane w notesie

Posezonowa ocena Sarriego

Sarri trenerem Juventusu

Kiedy 16 czerwca 2019 roku pisałem swój felieton pod tytułem: „Papierosy, espresso i dres”, obiecałem sobie, że po zakończeniu zmagań drużyn na poziomie Serie A powrócę do niego, by podsumować pracę, która wykonał Maurizio Sarri w Juventusie.

Po oficjalnym ogłoszeniu przez Juventus oraz Chelsea komunikatu o tym, że urodzony w Neapolu 61-latek obejmie stery w turyńskim klubie, moją pierwszą reakcją był zawód. Mimo wszystko, liczyłem na innego następcę Maxa Allegriego. W Guardiolę nie wierzyłem od początku, jednak łudziłem się, że zostanie nim ktoś inny. Stało się. To właśnie Sarri objął stery drużyny bianconerich. Pomimo wielu zastrzeżeń, postanowiłem dać mu kredyt zaufania i wspierać go w walce o trofea. Dziś nadszedł czas, by rozliczyć go za pierwszy sezon.

Trzeba przyznać, że zdecydowanie różni się on od poprzednich. Podsumowanie może okazać się trudne, ze względu na przerwę w rozgrywkach, spowodowaną koronawirusem. Czy przez to okazał się trudniejszy? Być może, chociaż bardziej skłaniałbym się do stwierdzenia, że był inny. Wszak wszystkie drużyny mierzyły się z tym samym problemem.

Sezon w wykonaniu Starej Damy

Pisząc ten tekst mam na uwadze to, że przed nami została jeszcze Liga Mistrzów, w której podstawowym zadaniem Juventusu będzie odrobienie strat z pierwszego meczu z Lyonem. Jeśli zaś Stara Dama pokona Francuzów, zmierzy się w kolejnej rundzie z lepszą drużyną z pary Real-Manchester City. Już samo odrabianie strat, w mojej opinii, będzie trudną misją, co dopiero kolejne etapy. Drabinka Ligi Mistrzów w tym roku do najłatwiejszych nie należy.

Wróćmy jednak na krajowe podwórko… Juventus zanotował najsłabszy sezon w Serie A od lat. Podważony został także argument Maxa Allegriego, że scudetto wygrywa się nie najlepszym atakiem, lecz najlepszą obroną. Patrząc na liczby, bianconerim tym razem zabrakło obu tych atutów. Nie licząc pojedynczych przebłysków i zrywów, jak chociażby mecze z Interem, Juventus pokazał styl mocno średni, grając głównie bez pomysłu. W moim odczuciu, zwycięstwa przychodziły głównie po indywidualnych zrywach poszczególnych zawodników. Zabrakło owianego sławą Sarrismo.

Częściowo można winić za to brak pasujących do koncepcji zawodników, z drugiej jednak strony, kiedy pozostawia się drużynę samą sobie przez większość meczu, zapisując w notesie… no właśnie, co? Tego do końca nie wie nikt, poza Sarrim. Krążyły jednak pogłoski, że równie dobrze trener Juventusu mógłby oglądać mecz w telewizji, gdyż zmiany w meczu miał z góry ustalone, a nie dostosowane do sytuacji na boisku. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale nie zdziwiłbym się, gdyby tak było.

Styl bianconerich

Nie zrozumcie mnie źle, wiem, że zwycięzców się nie ocenia, że za kilka lat nikt nie będzie rozpamiętywał stylu, w jakim Juventus obronił ósmy raz z rzędu mistrzostwo, ale ten styl i brak pomysłu na grę naprawdę boli. Sarri, przychodząc do Turynu, miał za zadanie uatrakcyjnić styl swojego nowego zespołu oraz pokazać futbol piękny dla oka. Efektowny i efektywny za razem. Miał zmienić obraz Juve z ostatniego, mocno topornego sezonu Allegriego. W efekcie, otrzymaliśmy grupę indywidualistów, którzy ani nie grają pięknej ani skutecznej piłki. Często dając się ograć drużynom w teorii słabszym od siebie. W przekroju tego sezonu można było zobaczyć piłkarzy, którzy nie do końca rozumieją swoje role na boisku. Zawodników, którzy potrafili doznać tymczasowego odcięcia prądu i braku koncentracji. Co by nie mówić o Allegrim, potrafił dowieźć nudne 1:0 do końcowego gwizdka, a gdy przegrywał, potrafił wyciągnąć wnioski. Tego u Sarriego zdecydowanie mi brak.

Nie da się też dobrze ocenić gry Juventusu po przegranych w kiepskim stylu Superpucharze i Pucharze Włoch. Trofeach, które były do wygrania przy odrobinie chęci. Szczególnie mowa tu o tym drugim pucharze. Najpierw bezbarwny mecz na 0:0 z Milanem, następnie finał na stojąco i przegrana w karnych z Napoli. Jeśli doliczyć do tego ewentualną przegraną w Lidze Mistrzów, scudetto pozostanie tylko rozpatrywać w kategorii pocieszenia lub obowiązku. Dlaczego obowiązku? Bo od składu, którym dysponuje Sarri, wymagać można mocnej siły rażenia z przodu i świetnie zabezpieczonych tyłów. Szczególnie, jeśli na boisku znajduje się tak zwany MVP oraz najlepszy bramkarz sezonu.

Styl Sarriego

Kolejną rzeczą jest styl Sarriego. Zaczynając od wypowiedzi na konferencjach prasowych i szukania wymówek, po reprezentowanie klubu na boisku i poza nim. To tak, jakby Ferrari 488 GTB zamienić na Fiata Multiplę. Jedno i drugie jeździ i przewiezie cię z punktu A do punktu B, ale efekt wizualny i komfort jazdy jest jednak zupełnie inny.

Po sezonie, spędzonym z Sarrim za sterami Juventusu, mogę śmiało powiedzieć: ten człowiek nie pasuje do tego klubu. Podobno to nie szata zdobi człowieka, lecz człowiek szatę. Dziwi jednak fakt, że klub dżentelmenów, stawiających na budowę światowej marki i dbających o każdy szczegół pozwala sobie na zatrudnienie człowieka odzianego w kiepski dres, z kiepem od papierosa w ustach. Sarri to prosty facet, który mówi, jak jest, nie bawiąc się w kurtuazję i polityczne wypowiedzi na konferencjach prasowych. Podczas meczu wręcz wtula się w krzesełko ławki rezerwowych. W ręku trzymając swój wierny notes, w którym ołówkiem zapisuje sobie tylko znane rzeczy.

Mając też na uwadze jego perypetie w Chelsea z Davidem Luizem i Kepą Arrizabalagą, ciężko nie ulec wrażeniu, że nie ma on krzty szacunku i posłuchu u swoich podopiecznych. Kilkukrotnie kamery wyłapywały obrazki, w których Ronaldo czy Dybala zdawali się lekceważyć to, co Sarri do nich mówi. Trener Juventusu czasem sprawiał wręcz wrażenie, że nie identyfikował się z zespołem. Utrzymuje z zawodnikami czysto zawodowe stosunki, trzymając wszystkich na duży dystans, jednocześnie nie potrafiąc w pełni zapanować nad szatnią. Wydaje się, że podobnie jak kiedyś Carlo Ancelotti, Maurizio Sarri nie czuje się dobrze w samym Turynie. Juventus jest dla niego jak gryzący sweter od babci, który nosisz, by nie zrobić jej przykrości.

Dobre strony

Chciałbym jednak zauważyć, że jest też za co Sarriemu dziękować. To dzięki niemu odrodził się wypychany z klubu przez Fabio Paraticiego Paulo Dybala. To także Sarri dał więcej szans na grę Bentancurowi, który rozegrał kilka świetnych spotkań i mimo że zabrakło mu regularności w utrzymaniu formy, pozostawił po sobie całkiem dobre wrażenie. Dzięki temu trenerowi, początkowo zagubiony w Turynie Rabiot zaczął notować co raz lepsze mecze w końcówce sezonu. No i w końcu to dzięki Sarriemu można było zobaczyć wpienioną minę Antonio Conte, kiedy ogrywał go jego były zespół.

To jednak wszystkie zalety obecnego szkoleniowca Juventusu. Jego wad, jak dla mnie jest zdecydowanie więcej. Być może reprezentowanie takiego klubu przerasta jego umiejętności interpersonalne. Nie będę jego fanem, jednak może liczyć na moje wsparcie. W końcu jest częścią drużyny, której kibicuję na dobre i złe.  Mimo wszystko, uważam, że Sarri pasuje do Juventusu tak jak do świni pasuje siodło.

1 Komentarz

  1. Marek
    6 sierpnia 2020 at 12:46 — Odpowiedz

    Za tak słabą formę obrony, aż tak bym Sarriego nie oskarżał. Z racji tego że na większość sezony wypadli z rotacji Chiellini i Demiral, złagodziłbym ocenę trenera pod tym względem 😉

Skomentuj treść

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Juventus - Roma
Przegląd włoskiej prasy

MENU

Powrót

Share to