Podsumowanie Pucharu Włoch 2019/20

naszym okiem

Wielkie oczekiwanie na powrót calcio i wielkie rozczarowanie. Tak najkrócej można podsumować ostatnie trzy mecze Pucharu Włoch sezonu 2019/2020. W odróżnieniu od Niemców, którzy weszli w rozgrywki Bundesligi z pełnym impetem, nosząc na barkach brzemię tych, którzy zdecydowali się jako pierwsi powrócić do stadionowych zmagań, Włosi wyglądali tak, jakby dopiero co wyłączyli poranny budzik i nie zdążyli wypić espresso. 

Juventus vs Milan

Półfinałowe mecze nie przyniosły wielu emocji. Szczególnie brakowało ich w meczu Juventusu z Milanem, gdzie Stara Dama starała się przebić przez autobus rossonerich. Z całego meczu warte zapamiętania mogą być dwie minuty, począwszy od niewykorzystanego karnego przez Ronaldo po kung-fu w wykonaniu Ante Rebicia. Liu Kang z Mortal Kombat by się nie powstydził tego ciosu. I to tyle, koniec emocji w tym meczu. Bezbarwne 0:0 i to w dodatku z przewagą jednego zawodnika bianconerich. 

Napoli vs Inter

Z czterech drużyn, które pozostały w grze o Puchar Włoch najlepiej wypadł Inter. Jednak stać ich było ledwie na rozegranie dobrych około 30 minut. W finale nie znaleźli się tylko na własne życzenie. Drużyna z Neapolu nie pokazała w tym meczu również nic wielkiego. Chociaż zrobili to co do nich należało – zdobyli bramkę, która dała im awans do finału, ze względu na jednobramkową zaliczkę z pierwszego meczu na San Siro.

Kalidou Koulibaly (Napoli, z lewej) i Romelu Lukaku (Inter, z prawej)

Kiedy zapowiadało się, że Inter wrzuci drugi bieg i ugra awans, nastąpiła awaria silnika i cała drużyna straciła kontrolę nad grą, czego efektem była wspomniana utracona bramka z kontry. Sam zastanawiam się, jak po tym meczu ocenić bramkarza Napoli. W końcu to Ospina popełnił fatalny błąd w trzeciej minucie, kiedy Eriksen trafił do siatki bezpośrednio z rzutu rożnego. To również bramkarz neapolitańczyków genialnie rozpoczął kontrę dającą wyrównującą bramkę Mertensa. Sam mecz, chociaż nie był najwyższych lotów to i tak rozegrany został w żywszym tempie i z większą liczbą akcji niż półfinał pomiędzy Juventusem i Milanem. Przynajmniej obejrzeliśmy gole.

Słabe i mocne strony

Wyłuskanie dobrych stron każdej z drużyn może stanowić wyzwanie. W grze Juventusu ciężko dopatrzyć się pozytywów. Najjaśniejszym punktem drużyny był 22-letni Rodrigo Bentancur oraz 20-letni Matthijs de Ligt. Bianconeri nie pokazali jednak nic w obu meczach. W półfinale nie pokazali niczego. W finale natomiast zagrali tak, jakby kompletnie nie zależało im na zwycięstwie. Wolno, ociężale, bez pomysłu. 

W Milanie wyróżnić można jedynie Gigio Donnarummę. Jako jedyny wyróżniał się na tle pozostałych zawodników, którzy solidarnie nie pokazali nic wielkiego. Antybohaterem został oczywiście Rebić. W ekipie nerazzurrich dobre zawody rozegrali Eriksen z Candrevą. Zawiedli natomiast Lautaro Martinez i Romelu Lukaku. Jeśli chodzi o ekipę z Neapolu, w obu meczach wyróżniającą postacią okazał się Maksimović i Koulibaly. Brawa należą się także Mertensowi i Insignie za rozegranie wspaniałej kontry w półfinale. 

Finał

Sam finał był niczym piłkarskie szachy. Najwięcej emocji przysporzyły przelatujące przed kamerami gołębie oraz ostatnie dwie minuty meczu, w których Buffon musiał poważnie interweniować. Napoli zastosowało taktykę podobną do Milanu – czekali jedynie na kontry, ustawiając zasieki pod bramką Mereta. Robili to na tyle skutecznie, że zawodnicy Juventusu oddali zaledwie trzy celne strzały na bramkę. Prawie cały mecz toczył się naprzemiennie w środku pola i na połowie neapolitańczyków. Niestety konstruowane akcje bianconerich były powolne i przewidywalne. Nie było czym zaskoczyć rywali.

W karnych Stara Dama kompletnie się nie popisała i trofeum powędrowało do Neapolu, który zapewne będzie teraz świętować przez cały tydzień, a może i dłużej. Dla nich pokonać Juventus to jak wygrać życie. 

Niespełnione oczekiwania

Rozczarowanie powrotem calcio jest wielkie. Nie tego oczekiwałem. Nie tak miało to wyglądać. Zawiodłem się mocno, ale mimo wszystko wciąż kocham te rozgrywki. Gratulacje dla Napoli, gratulacje dla Gattuso. Sarri konsekwentny do bólu – bez trofeum na włoskiej ziemi. Podobnie jak redakcyjny kolega pumex, uważam, że finał to spotkanie słabych ze słabszymi. Dodałbym jednak więcej – półfinały prezentowały dokładnie ten sam poziom.

Pozostaje mi tylko mała satysfakcja, że przed meczem finałowym przewidziałem dokładnie wynik, karne oraz zwycięzcę meczu, zatem włosów nie zetnę…

Brak komentarzy

Skomentuj treść

Przegląd włoskiej prasy
Przegląd włoskiej prasy

MENU

Powrót

Share to