Cześć tobie, bracie Andrea Fortunato

bohaterowie Juventusu

Umarł w wieku zaledwie 23 lat po walce z białaczką. Nie zdążył nawet nacieszyć się rozkwitającą karierą sportową oraz szczytem marzeń, który osiągnął: koszulką Juventusu z numerem 3 oraz reprezentacji narodowej. Chwała, sława, pieniądze – wszystko to nagle zrujnował bezwzględny los. Oto historia Andrei Fortunato.

W pogoni za wielką piłką

Mając 13 lat, w pogoni za piłką opuścił Salerno, miasto, w którym przyszedł na świat 26 lipca 1971 roku. Pociągała go wielka przygoda i świat prawdziwego calcio. Związek z profesjonalną piłką rozpoczął w Como, na dalekiej północy. Nawiasem mówiąc, swoją podróżą z południa kraju dobrze zilustrował powszechny wówczas stereotyp włoskiego emigranta z kartonową walizką w ręku. Jego rodzina reprezentowała klasę średnią – ojciec był kardiologiem, matka bibliotekarką, brat adwokatem a siostra miała tytuł naukowy w dziedzinie języków obcych. On sam, jako młody chłopak, grający wśród amatorów z młodzieżówki Salerno, dbał jednocześnie o własną edukację. Treningi i szkoła – bez uszczerbku na żadnym z tych elementów: tak wyglądała jego codzienność. Zdobył dyplom księgowego. Bo „w świecie piłki nigdy nic nie wiadomo” – mawiał.

Od debiutu w Serie B po salony Serie A

W drużynie Como zadebiutował w Serie B 29 października 1989 roku, w meczu z Cosenzą (1:0). Zaliczył 16 spotkań w dosyć burzliwym sezonie, który upłynął pod znakiem wielu zmian na ławce trenerskiej oraz zakończył się spadkiem drużyny do Serie C. Wtedy to Eugenio Bersellini, zatrudniony do tego, by wskrzesić lombardzki klub z martwych, wyeksponował niczym na wystawie sklepowej tego pełnego werwy 19-latka (27 występów w Serie C1), który bardzo szybko znalazł kupca.

Za cztery miliardy lirów Aldo Spinelli sprowadził go do Genoi. Na Fortunato czekały reflektory Serie A, ale również perspektywa długiej kolejki i oglądanie pleców Brazylijczyka Branco, podstawowego gracza na lewej flance obrony. Relacje Fortunato z Genoą trudno było nazwać miłością od pierwszego wejrzenia.  Kłótnia z Maddè, prawą ręką Bagnolego, kosztowała chłopaka z Salerno banicję do Pizy (Serie B i 25 występów). „Nie wiem, czy Bagnoli we mnie nie wierzył – wyznał pewnego dnia Andrea – ale być może zapłaciłem za swój wizerunek aroganta i narwańca, który wokół mnie zbudowano„.

Pod prąd do Juventusu

Uparty, ambitny, ale i z wielkim sercem („Na boisku zostawiłbym duszę nawet za tysiąc lirów”), Fortunato wiedział, jak iść pod prąd, również po swoim powrocie. Bagnoli i Maddè zostali wyssani przez Inter, zaś trener Giorgi zaczął od razu stawiać na Andreę, w konsekwencji czego tym razem w kolejce do gry musiał stanąć Branco. Fortunato rozegrał świetny debiutancki sezon w Serie A. Wystąpił w 33 meczach i zdobył trzy bramki, z czego ostatnią w pojedynku z wielkim Milanem. Razem z kolegą z obrony Panuccim rozbudzili tym apetyt Juventusu, który chciał jak najszybciej sprowadzić obu do swojej drużyny.

Andrea Fortunato w barwach Genoi

Mówiło się, że Spinelli postanowił na początku pożegnać się tylko z Panuccim (który ostatecznie, po przemyśleniu za i przeciw wybrał Milan), jednak ostatecznie – przynajmniej jak głoszą miejskie legendy – Fortunato zdołał uzyskać zgodę na zmianę barw klubowych, wykorzystując „potrzebę” swojego prezydenta. Po wyjazdowym meczu z Pescarą, po którym Genoa wpłynęła na niebezpieczne wody, Spinelli obiecał mu: „Andrea, pomóż mi uratować drużynę, a pozwolę ci odejść„. W ten właśnie sposób „nowego Cabriniego” pozyskał najpierw Juventus, a następnie również reprezentacja narodowa, w barwach której Fortunato zadebiutował 22 września 1993 roku w Tallinnie, przy okazji wygranego 3:0 meczu z Estonią, który okazał się później jedynym występem Andrei w kadrze azzurrich.

Początek końca

Bieg ku chwale wydawał się nie do przerwania, później jednak wszystko runęło w jednej chwili. Początek końca ma swoją dokładną datę: piątek 20 maja 1994 roku. Tego dnia Andrea był zmęczony, a na boisku wręcz nie do poznania. O ile zawsze przypominał skoncentrowany ładunek energii, o tyle wtedy wyglądało na to, że zwykłe przeziębienie rozłożyło go na łopatki. Doktor Riccardo Agricola, odpowiedzialny za sektor zdrowotny bianconerich, skierował go na serię badań. Diagnoza okazała się przerażająca: ostra białaczka limfoblastyczna z obecnością chromosomu Filadelfia. Najgorsze, co można było sobie wyobrazić. Fortunato natychmiast trafił na oddział hematologii turyńskiego szpitala Molinette. „Może dać radę” – mówili lekarze. „Andrea jest młody, a jego twardy charakter tylko mu w tym pomoże„.

Optymizm ten był jednak zupełnie fałszywy. Specjaliści dobrze wiedzieli, że pomóc może mu jedynie przeszczep szpiku od odpowiedniego dawcy. Przy Andrei przez cały czas czuwała partnerka Lara oraz rodzice – matka Lucia oraz ojciec Giuseppe, który pracował jako kardiolog w szpitalu w Salerno i doskonale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Nadeszły trzy tygodnie intensywnej terapii. Stan Fortunato zaczął sie poprawiać, a wyniki badań zbliżyły się do normalności. Organizm piłkarza walczył, nadmiar białych krwinek znikał i z technicznego punktu widzenia można było mówić o całkowitej remisji choroby.

Trudna walka

Chcę dać radę, chcę wygrać tę okropną bitwę” – powiedział zawodnik. Owa bitwa miała być jednak wciąż długa. Lekarze nie zdołali znaleźć odpowiedniego dawcy szpiku, by móc przeprowadzić skuteczny przeszczep. Istniało wyłącznie trzech potencjalnych dawców, wszyscy jednak znajdowali się zbyt daleko. Tym samym, 9 lipca postanowili, że obiorą inny kierunek. Fortunato został przetransportowany do Perugii, do Centrum Transplantologii, prowadzonego przez doktora Andreę Aversę oraz profesora Massimo Martellego. Minęło siedem tygodni. 26 lipca, w dzień swoich 23 urodzin, Andrei zostały przeszczepione zdrowe komórki jego siostry Paoli, odpowiednio „przepracowane”. Następnie, przeprowadzono kolejne dwa przeszczepy. Potrzeba było przynajmniej kilku tygodni, by mieć pewność, że szpik samoistnie się zregenerował.

11 sierpnia okazał się kolejnym ważnym dniem: Fortunato został przeniesiony na oddział sterylny. Walczył, dopóki miał siłę. Rozmawiał przez telefon z kolegami z drużyny, miał też możliwość czytania „sterylnych” dzienników i oglądania swojego Juve w telewizji. Andrea uświadomił sobie, że walka jest trudniejsza, niż przewidywał, wciąż jednak znajdował w sobie niespodziewanie dużo siły. Pierwszy raz upadł po Ferragosto, święcie włoskim, obchodzonym 15 sierpnia. Okazało się, że jego organizm odrzucił przeszczepione komórki siostry.

W poszukiwaniu cudu

Odrzut komórek siostry sprawił, że Andrea pogrążył się w desperacji. Potrzeba było cudu. Na oddanie szpiku zdecydował się ojciec piłkarza Giuseppe. Lekarze nie powiedzieli o tym Andrei od razu, mówiąc mu o tym, że przechodzi normalną terapię. Tymczasem okazało się, że drugi przeszczep zaczął cudownie działać, choć wywołał utrzymującą się gorączkę. Organizm zareagował jednak dobrze, dzięki czemu Fortunato wrócił na „normalny” oddział, a niebawem mógł wręcz rozpocząć rehabilitacje na sali gimnastycznej. Stan zdrowia 23-latka poprawiał się z dnia na dzień. Wokół Fortunato na nowo pojawił się optymizm.

Smutny koniec

14 października Andrea opuścił szpital. Czuł się na tyle dobrze by wkrótce, po ośmiu miesiącach rozbratu z piłką zasiąść na ławce rezerwowych ekipy bianconerich. Był to niezwykły i bardzo wzruszający dzień dla samego piłkarza, jak również wszystkich jego bliskich i ludzi związanych z ówczesnym światem piłki: od trenerów, przez piłkarzy (z Baggio, Ravanellim i Viallim na czele) aż po dziennikarzy. Wszyscy oni wyczekiwali powrotu Fortunato, dodając mu otuchy. „Czekamy na ciebie” – mówili.

To była długa, niekończąca się i przerażająca droga” – wyznał piłkarz. „Był to czas wielkiego kryzysu fizycznego. Jednego dnia byłem między zdrowymi, a następnego wśród nieuleczalnie chorych. Trudno wyrazić, co się wtedy czuje. Białaczka nauczyła mnie, by nie snuć dalekosiężnych planów. Nie z obawy przed nimi, tylko trzeźwo podchodząc do rzeczywistości”.

Chwilowy powrót sił okazało się jednak tylko iluzją: 25 kwietnia 1995 roku całe piłkarskie Włochy znów wstrzymały oddech. Tym razem nie było happy endu. Zwykłe przeziębienie powaliło wciąż nieodporny organizm giganta, który nie był w stanie poradzić sobie z kolejnym schorzeniem i ostatecznie odberało młode życie Andrei.

Cześć tobie, bracie Andrea Fortunato

W tym samym roku Juventus zdobył swoje 23. mistrzostwo Włoch, które zostało nazwane na cześć zmarłego piłkarza jego imieniem. Po dziś dzień nosi ono nazwę scudetto Fortunato. Jest najbardziej poruszającym mistrzostwem w historii turyńskiego klubu.

Gianluca Vialli na pogrzebie Andrei Fortunato

„Drogi Andrea, ciebie pokochaliśmy, ciebie zawsze będziemy mieć w sercu. Pomóż nam, tam z góry, byśmy cię nie opłakiwali, ale żyli twoim wspomnieniem i wolą życia, jaką przejawiałeś. Mam nadzieję, że w raju istnieje drużyna piłkarska, a ty, uśmiechnięty biegasz za piłką. Cześć tobie, bracie Andrea Fortunato!” – tymi słynnymi słowami swojego przyjaciela z drużyny pożegnał ówczesny kapitan Juventusu, Gianluca Vialli.

Opracowane na podstawie: Storie di Calcio

Brak komentarzy

Skomentuj treść

Przegląd włoskiej prasy
Przegląd włoskiej prasy

MENU

Powrót

Share to