Montero: De Ligt i Demiral to przyszłość Juve

wywiad dla Sky Sport

W wywiadzie, udzielonym Sky Sport Italia, legendarny obrońca Juventusu Paolo Montero stwierdził, że Matthijs De Ligt i Merih Demiral będą stanowili o sile defensywy Juve przez najbliższe lata. Włoch cofnął się też w czasie i podzielił się swoimi wspomnieniami z lat, w których sam reprezentował biało-czarne barwy.

Co czułeś, kiedy dołączyłeś do Juventusu?

“Dołączyłem do drużyny, która półtora miesiąca wcześniej wygrała Ligę Mistrzów, a ja oglądałem tamten mecz w Urugwaju, po tym, jak wypełniłem swój kontrakt z Atalantą. Trafić do Juventusu i spotkać wszystkich tych ludzi… móc pracować z Ciro Ferrarą, trenować z Peruzzim i wszystkimi mistrzami… to było coś, wyjątkowe emocje. Zawsze powtarzam, że nauczyli mnie oni pokornej pracy oraz tego, że nie nigdy nie istniało ‘ja’ – istniało tylko ‘my'”.

Czy to prawda, że twoje relacje z Zinedine Zidane’m były inne niż z resztą drużyny? I że pewnego dnia broniłeś go przed fanem, który go zaatakował?

“To włoska i południowoamerykańska szkoła: on, Del Piero i Boksić rozstrzygali mecze, zaś moją rolą była twarda obrona drużyny, w każdym tego słowa znaczeniu. Tego nas uczyli w Ameryce Południowej. Zizou był jednym z najprostszych i najskromniejszych zawodników na swoim poziomie. Do Juve dołączyło wielu bardzo mocnych piłkarzy, jednak on, jako człowiek, był niezwykły. Niemożliwe było, by go nie kochać”.

Czy wciąż macie ze sobą kontakt?

“Nie, nie pisałem do niego już chyba od pół roku. Nie lubię zawracać mu głowy. Kiedy jednak zmarł mu brat, rozmawialiśmy ze sobą”.

Kto jest najlepszym piłkarzem, z jakim grałeś?

“Miałem szczęście przeżyć najlepszą dekadę włoskiego futbolu w historii. Zidane, Del Piero, Peruzzi, Ferrara i Deschamps. Jeśli nie byli najlepsi, to z pewnością w ścisłej czołówce”.

Co sądzisz o Matthijsie de Ligtcie?

“Uważam, że jest mistrzem. Patrząc na to, co zaprezentował do tej pory i jaki postęp poczynił, można śmiało powiedzieć, że ma wszystko, czego potrzeba, żeby stać się najlepszym obrońcą na świecie. Nie zapominajmy jednak o Merihu Demiralu, ponieważ niezależnie od kontuzji, którą aktualnie leczy, jest wciąż młodym piłkarzem i cała kariera przed nim. Obaj mogą okazać się dla Juventusu parą solidnych środkowych obrońców na lata”.

Podziel się z nami jakąś ciekawą anegdotą.

“Miałem kolegów, którzy potrafili nie odzywać się do mnie przez miesiąc, jeśli przegraliśmy mecz. Jednym z nich był Davids – czasem nawet nie mówił mi “cześć” na pożegnanie. Wiele bym dał, by móc wrócić do szatni jako zawodnik, nawet na minutę…”

Co dawało ci najwięcej emocji?

“Tytuły mistrzowskie. Dla mojego pokolenia, największym rozczarowaniem były przegrane finały Ligi Mistrzów, ale najwięcej emocji dawało zdobycie mistrzostwa. Z kolei najwspanialsza była możliwość poznania ludzi, których poznałem. Nikt nie dociera do celu samotnie, zawsze potrzebuje pomocy innych”.

Czy myślisz, że mógłbyś w przyszłości trenować Juventus?

“Każdy były zawodnik, który kocha swój były klub, w pewnym stopniu o tym marzy. Jest to jednak bardzo odległe marzenie. Rzeczywistość każe myśleć, że tylko kilku byłym piłkarzom Juve udało się trenować pierwszą drużynę bianconerich. Nie zmienia to jednak faktu, że to marzenie i każdy, kto grał dla Juventusu, chciałby dostać taką możliwość”.

Która z porażek w finale Ligi Mistrzów bolała najbardziej?

“Dla mnie, te z Borussią Dortmund i Realem Madryt. Najbardziej jednak ta z Realem, ponieważ nawet kiedy po latach oglądałem ten mecz ze swoimi dziećmi, myślałem, że rozegraliśmy świetny mecz. Obie przegrane były jednak bardzo rozczarowujące”.

Czego brakuje dzisiejszej drużynie Juve, by odnieść sukces w Europie? Może Marcello Lippi potrafił was lepiej zmotywować, a dzisiejszemu Juve tego brakuje?

“Oprócz niej potrzeba szczęścia. Historia zna przypadki, kiedy drużyny wygrywały Ligę Mistrzów w krytycznym momencie, gdy na to nie zasługiwały, ale udało im się strzelić gola i wygrywały ćwierćfinały lub półfinały. Weźmy na przykład finałowy mecz Juve z Barceloną z 2015 roku. Juventus dominował przez pół godziny i nie miał wystarczająco szczęścia, by zdobyć bramkę. Następnie atak przypuściła Barcelona i udało jej się strzelić, podobnie jak Real w meczu z nami, kiedy uderzył z kontrataku. Wierzę w to, że szczęście jest potrzebne. Na tym poziomie nie potrzebujesz już trenera, by czuć się zmotywowany. Motywacji dodaje ci możliwość gry w Lidze Mistrzów, noszenie koszulki Juventusu, występowanie w meczach, które ogląda cały świat, o których marzyłeś za dzieciaka. Nie sądzę, że potrzebowałem Lippiego, Ancelottiego czy Capello, by zagrać w tamtych meczach z pełnym zaangażowaniem. To kwestia osobista. Tego ognia nie da się kupić: albo go masz, albo nie”.

Skoro mowa o liderach, jak bardzo w twojej opinii Juventusowi brakowało Giorgio?

“Bardzo. Brakowało go nawet przeciwnikom. Czasem respekt wobec rywala jest kwestią fundamentalną. Wszyscy wiedzą, że z Chiellinim na boisku czeka ich 90-minutowa “wojna”, ponieważ nigdy nie odpuszcza, do samego końca. To solidny bodziec psychologiczny”.

Gdybyś ciągle był aktywnym zawodnikiem, w jaki sposób powstrzymałbyś Cristiano Ronaldo?

“Jest silny fizycznie i bardzo szybki. Potrzebowałbym wsparcia kolegów, a oprócz tego starałbym się go nie zgubić i łapać na spalonym. Nie można dać mu się obejść, ponieważ wtedy nie da się już go powstrzymać”.

Czy uważasz, że Ronaldo zabiera swobodę innym piłkarzom?

“W mojej opinii, wszystko zależy od charakteru jego kolegów z drużyny. Najwięksi są również najskromniejsi. Ja miałem u boku Zidane’a i Del Piero, prawdziwych mistrzów na poziomie Ronaldo. Wiele zależy jednak od osobowości pozostałych graczy. Musisz mieć w sobie dużo pokory, żeby żyć w cieniu kogoś innego. W piłce nożnej istnieją architekci i robotnicy. Ja byłem robotnikiem i wiem, że nie nadawałem się na architekta. Ronaldo niczego nikomu nie zabiera. Jeśli już, to inni zabierają swobodę sami sobie”.

Jakim typem zawodnika byłeś?

“Zawsze na krawędzi. Dawałem z siebie wszystko do ostatniej minuty. Zawsze charakteryzowała mnie walka do końca. Pochodzę z małego kraju, liczącego zaledwie trzy miliony mieszkanców. Jeśli tam żyjesz, futbol i urugwajski charakter są ci szczególnie bliskie. Jak to mówią, każdy jest tam ‘Garra Charrua’*“.

A co oznacza Garra Charrua dla ciebie?

“W szkole uczyłem się, że nasi Indianie byli wielkimi wojownikami. Niewiele z tego przetrwało dla kolejnych pokoleń, ponieważ jesteśmy dziś bardziej Włochami i Hiszpanami, ale lubimy myśleć, że pozostało w nas nieco Garra Charrua. Te dwa słowa nam bardzo bliskie, tak jak Argentyna i Brazylia. Jest nas tylko trzy miliony, więc jeśli chcemy z nimi wygrać, musimy mieć w sobie ducha wojowników. W Urugwaju mamy wiele bardzo dobrych drużyn”.

Andrea Agnelli określił cię mianem swojego ulubionego zawodnika. Jakie łączą cię z nim relacje i jakie relacje miałeś z Adwokatem Giannim Agnellim?

“Moje relacje z Adwokatem były takie same, jak innych piłkarzy. Od czasu do czasu mógł do ciebie zadzwonić o piątej rano, żeby dowiedzieć się, gdzie jesteś. Był świetnym człowiekiem. Rozmawiałem z nim kilka razy, ale zawsze miał w zanadrzu trafny żart lub celną ripostę. Andreę znam odkąd był dzieckiem, pamiętam, jak przychodził z ojcem do naszej szatni. Nie lubię zawracać mu głowy, więc nie rozmawialiśmy już od dawna. Widziałem się z nim, zanim jeszcze został prezydentem Juvntusu. Poszliśmy wtedy razem na kolację i do dziś bardzo ciepło go wspominam”.

Skoro jednak jesteś jego ulubionym zawodnikiem, być może w niedalekiej przyszłości to zaowocuje…

“Nie miałbym nic przeciwko. Życzę mu wszystkiego, co najlepsze. Kiedy poszliśmy na tamtą kolację, powiedziałem mu, że Juventus zawsze będzie Juventusem, dopóki ktoś z rodziny [Agnellich] będzie jego prezydentem”.

* Garra Charrua – określenie trudne do wytłumaczenia, najlepiej rozumiane przez Urugwajczyków. W uproszczeniu, definiuje sposób życia futbolem, przywiązanie Urugwajczyków do tego sportu oraz emocje z nim związane.

Brak komentarzy

Skomentuj treść

Przegląd włoskiej prasy
Przegląd włoskiej prasy

MENU

Powrót

Share to