Harry Goodley: Zapomniany pionier włoskiego futbolu

z kart historii calcio

Oto historia jednego z zapomnianych pionierów włoskiego futbolu. Człowieka pochodzącego ze skromnej rodziny z Nottingham w Anglii. Ponad 100 lat temu, jego kariera zawodowa zaprowadziła go do północnych Włoch, gdzie odegrał kluczową rolę w rozwoju nowego sportu narodowego Włochów. Jeśli jego historia brzmi dla Was znajomo, to na pewno nie zabrzmi tak jego nazwisko. Oto historia Harryego Goodleya.

Pewnego razu w East Midlands

Henry „Harry” Goodley urodził się 30 marca 1878 roku w rodzinie robotniczej w samym centrum Nottingham. Razem z trójką rodzeństwa, dorastał w skromnym domu w typowych brytyjskich szeregowcach. Trójka dzieci na utrzymaniu oznaczała, że zarówno ojciec jak i matka Harry’ego musieli pracować. Ojciec był inżynierem w przemyśle włókienniczym, matka pracowała w fabryce koronek.

Zatrudnienie w jednej z najważniejszych gałęzi przemysłu tamtych lat oznaczało stabilny dochód i mimo skromnych początków, pozwalało rodzinie Goodley na relatywnie komfortowe życie. W samym Nottingham Targ Koronek (ang. Lace Market) był centrum handlowym i sercem biznesowym miasta. Setki producentów codziennie wystawiało tam swoje produkty na sprzedaż, a znakomita część mieszkańców miasta była zatrudniona właśnie w przemyśle włókienniczym. Goodley senior pracował dla Birkin’s, popularnego producenta, którego zasięg biznesowy wykraczał szeroko poza Nottingham do Europy kontynentalnej oraz do Ameryki Północnej. Harry mógł na własne oczy obserwować, jakie perspektywy czekały na tych, którzy posiadali umiejętności, potrzebne w szybko rozwijających się gałęziach przemysłu. Pod koniec XIX wieku rodzina przeniosła się do Francji, gdzie Goodley senior podążył za pracą. Tam też urodził się najmłodszy brat Harry’ego.

Już w bardzo młodym wieku Harry zorientował się, że dzięki dobremu zatrudnieniu będzie mógł w życiu spełniać swoje marzenia o podróżach. Kiedy ukończył szkołę, podążył krokami ojca i rozpoczął praktykę na stanowisku mechanika w Birkin’s. Wybór kariery bardzo szybko okazał się trafiony. W wieku zaledwie 17 lat firma wysłała go do Bostonu (Massachusetts, USA), aby pomagał przy instalacji maszyn służących do produkcji koronek. Zaledwie trzy lata później opuścił on dom rodzinny, aby pracować jako mechanik w Sheffield.

Okazjonalne podróże zagraniczne, które odbywał w trakcie swojej pracy zawodowej jedynie pobudziły apetyt młodego Harry’ego na eksploracje świata i przygodę. Jasne było, że jego ambicje wychodzą daleko poza domowe hrabstwo czy okoliczne większe miasta. W 1903 roku, w wieku 25 lat, zaakceptował ofertę pracy dla szwajcarskiego przedsiębiorcy tekstylnego Alfreda Dicka w Turynie we Włoszech. Znając ledwie kilka zdań po włosku, z praktycznie zerową znajomością kultury włoskiej, była to zdecydowanie bardzo odważna decyzja. Nie była ona jednak przypadkowa.

Miasto urodzenia Goodleya – Nottingham – oraz Turyn łączyły bliskie relacje biznesowe, wynikające z silnej obecności przemysłu tekstylnego w obu miastach. Dekadę wcześniej, Herbert Kilpin, człowiek, który później założył AC Milan, przebył dokładnie tę samą drogę, migrując do Włoch w celach zarobkowych. Kilpin w dzieciństwie mieszkał zaledwie dwa kilometry od domu Goodleyów w Nottingham. Mimo że panowie nigdy się nie poznali, należeli do tego samego kręgu zawodowego i na pewno grali w piłkę na tym samym boisku, Forest Recreation Ground, znajdującym się kilka kroków od ich domów.

Juventus Football Club

Kiedy Harry pakował walizki przed podróżą do Włoch, otrzymał niespodziewaną prośbę z Turynu. Tom Gordon Savage, kolejny przedsiębiorca tekstylny z Nottingham, był w trakcie przygotowywania nowego zestawu trykotów, które miały zastąpić wyblakłe już różowo-czarne stroje noszone przez jego drużynę, Juventus Football Club.

Savage, oprócz kariery w przemyśle tekstylnym, był również bardzo dobrym piłkarzem. Święcił sukcesy z Torino FCC, Internazionale Torino, a później z Juventusem. Był pierwszym zagranicznym piłkarzem, który wystąpił w rozgrywkach o mistrzostwo Włoch w 1901 roku. Mimo że jego kariera piłkarska dobiegła już końca, pozostał bardzo mocno związany z Juventusem, a wykorzystując swoje kontakty biznesowe w Nottingham, pracował nad sprowadzeniem nowych strojów dla drużyny. Legenda głosi, że upierał się na czerwone koszulki dla Juve, ale dostępne były wówczas jedynie biało-czarne pasiaki Notts County.

Nowy szef Goodleya, Alfred Dick, był nie tylko przedsiębiorcą, ale również dyrektorem Juventusu. Znany był z tego, że z powodzeniem łączył przyjemne z pożytecznym. Wielokrotnie zdarzało się, że z fabryki pracownicy trafiali prosto na boisko piłkarskie. Kiedy Goodley wybierał się do Turynu, został poproszony o przewiezienie nowych strojów do Włoch. Takim oto zrządzeniem losu, Harry stał się osobą odpowiedzialną za biało-czarne stroje Juventusu, a tym samym jednym z ojców chrzestnych narodzin bianconerich.

Po lewej: Harry Goodley jako sędzia meczu Włochy-Francja (1912) | Po prawej: Drużyna Juventusu w swoich nowych strojach w biało-czarne pasy (1903) | Zdjęcia: Roger Stirland

Oddany Klubowi

Jako młodzieniec, Goodley grywał amatorsko w piłkę nożną dla lokalnych klubów Basford Wanderers oraz Notts Rangers. Po przyjeździe do Turynu zdecydował więc, że najlepszym sposobem na zawarcie nowych znajomości będzie dołączenie do klubu, którego właścicielem był jego szef. Pomimo oczywistej pasji do gry oraz wyraźnie słabszego poziomu, jego kariera w Turynie nie trwała długo.

Jedyny występ w barwach klubu zaliczył w towarzyskim meczu przeciwko Athletique di Ginevra w kwietniu 1903 roku. Następnego dnia Juventus grał finał rozgrywek o mistrzostwo Włoch, zatem w meczu towarzyskim wystąpili głównie zawodnicy rezerwowi oraz zaproszeni gościnnie zawodnicy amatorzy z całego Turynu. Prawda była niestety taka, że mimo miłości do gry, Goodley nie był wystarczająco dobrym zawodnikiem dla Starej Damy. Nie zniechęciło go to jednak i w żadnym stopniu nie osłabiło jego ambicji. Niezrażony, zaoferował klubowi swoje usługi. W czasach, kiedy zarządzanie klubem piłkarskim było wspólnym przedsięwzięciem garstki ludzi i wymagało zaangażowania oraz elastyczności, Harry był idealną osobą, aby pomóc klubowi na miarę swoich możliwości.

Włoska piłka nożna dopiero raczkowała. Kibiców było niewielu, garstka ludzi grała regularnie, a jeszcze mniej z nich dokładnie znało zasady gry. Każdy klub musiał więc posiadać wyszkolonego sędziego – zazwyczaj pracownika lub byłego piłkarza, który prowadził spotkania zarówno innych jak i swojej drużyny. Rola ta okazała się wręcz stworzona dla Goodleya. Doskonale znał zasady, a swoją stanowczą postawą wzbudzał szacunek i respekt na boisku. Sięgając po gwizdek sędziowski, mógł oddać się pasji do gry oraz umacniać swoją pozycje wewnątrz klubu.

Goodley nigdy więcej nie założył biało-czarnego trykotu, jednak wkrótce powierzono mu równie ważne i nobliwe zadanie. Razem z Savagem, nieformalnie trenował młodszych piłkarzy Juventusu. Było to dla niego idealną okazją na zaprezentowanie swoich zdolności przywódczych oraz wprowadzenie pomysłów taktycznych. Ukoronowaniem jego pracy było objęcie funkcji trenera pierwszej drużyny. W pierwszym sezonie (1907/08) poprowadził Juventus do zwycięstwa w Campionato Federale. Były to teoretycznie mniej prestiżowe rozgrywki, które jednak pozwalały klubom wystawiać w składzie zagranicznych zawodników. W finale pokonał klub Andrea Doria.

Pracując jako trener, Anglik naciskał na potrzebę rozgrywania spotkań przeciwko mocniejszym drużynom. Widział to jako jedyną drogę do rozwoju, zarówno zawodników jak i całego klubu. To jego inicjatywa i praca z Włoską Federacją dała początek wizytom zagranicznych zespołów we Włoszech. Jednym z tournée, które zorganizował było Sir Thomas Lipton Trophy, absolutny prekursor wszystkich europejskich rozgrywek. Z zespołem Turynu przyjeżdżały rywalizować zespoły z Anglii, Szwajcarii oraz Niemiec.

Harry Goodley jako sędzia podczas Sir Thomas Lipton Cup | Zdjęcie: Roger Stirland

Wpływ na Federację Piłkarską

Goodley ugruntował swoją pozycję nie tylko jako kluczowa postać w Juventusie, ale również we Włoskiej Federacji Piłkarskiej. Jako sędzia w północnych Włoszech, znany był ze swojej stanowczej postawy i uczciwości, zarówno na boisku jak i poza nim. Kiedy włoska drużyna narodowa przygotowywała się do pierwszego spotkania międzynarodowego przeciwko Francji w maju 1910 roku, to właśnie do Goodleya zwrócono się z prośbą o poprowadzenie tego meczu.

Wybór angielskiego sędziego był oczywiście bardziej neutralny niż gdyby wyznaczono kogoś z Włoch. Neutralność tę Goodley traktował bardzo poważnie. Uparł się nawet, żeby zapłacić za kanapkę i piwo, które zaproponowali mu przed meczem gospodarze. Grający w białych strojach Włosi przegrali na Arena Civica 2:6. Historia została jednak napisana, a Goodley znalazł się w samym jej centrum.

Sędziów darzono wówczas ogromnym szacunkiem. Podróże od miasta do miasta i prowadzenie meczów dawało im wnikliwe spojrzenie na standardy gry oraz na samych piłkarzy. Co może wydać się dziwne dzisiaj, a było naturalne w tamtych czasach, to właśnie do arbitrów zwracała się federacja, aby dokonać wyboru składu drużyny narodowej. Przed Igrzyskami Olimpijskimi w 1912, a następnie w 1913 roku Goodley został zaproszony do komitetu technicznego włoskiej drużyny narodowej.

Neutralność Goodleya została wystawiona na próbę po raz ostatni, kiedy został wyznaczony do sędziowania spotkania Włochy-Belgia. Ceremonia otwarcia Stadio Piazza D’Armi w Turynie odbywała się pod czujnym okiem dygnitarzy. Presja, aby reprezentacja azzurrich zaliczyła w tym meczu zwycięstwo, była olbrzymia. Wybór Goodleya na sędziego argumentowano jego doświadczeniem, jednak decyzja ta mogła być uważana za co najmniej kuriozalną, biorąc pod uwagę jego powiązania z włoską federacją.

Po bardzo wyrównanym spotkaniu, Włosi wygrali 1:0. Kiedy kibice i zawodnicy świętowali zwycięstwo, Goodley wydawał się niewzruszony i obojętny wobec wielkiego święta miasta, które od lat nazywał domem. Kiedy opuszczał boisko, odwrócił się do swoich kolegów z Juventusu i powiedział: „Jestem szczęśliwy, że w taki sposób mogłem zakończyć mój pobyt w Turynie. Teraz mogę z satysfakcją wrócić do ojczyzny”. Owa chwila ogromnej radości była też więc momentem nostalgii dla Goodleya, który podjął decyzję o powrocie do Anglii.

Dom Harry’ego Goodleya w Turynie przy Via Luigi Cibrario | Google Maps

Nagłe pożegnanie

Decyzja Goodleya na pewno była niespodziewana, a juventini nie mogli uwierzyć, że tracą jednego ze swoich najwierniejszych współpracowników. W Turynie Goodley mieszkał ponad dekadę i zapuścił tam korzenie. To właśnie w stolicy Piemontu poznał i poślubił swoją włoską miłość, Erinę Parigi. Miał z nią trójkę dzieci: Evelinę, Idę oraz Charlesa. Turyn był jego domem, jednak nieodparta potrzeba podążania za przygodą okazała się silniejsza.

Grupa członków Juventus Football Club zdecydowała się uhonorować go na pożegnanie i wręczyć mu złoty zegarek za zasługi dla klubu. Zorganizowano też pożegnalną zbiórkę pieniędzy wśród pracowników. Do inicjatywy dołączyła też lokalna Gazzetta del Popolo, dla której Goodley regularnie pisywał. Anglik zaskoczył jednak wszystkich i opuścił Turyn, zanim koledzy mieli okazję wręczyć mu podarunek. Klub starał się dotrzeć do Harry’ego za pośrednictwem jego znajomych oraz krewnych, jednak bezskutecznie. W 1914 roku wybuchła wojna i próby odnalezienia Harry’ego zostały wstrzymane, jednak jego los zawsze był na względzie klubu.

W 1917 roku do Juventusu dotarły wieści, których wszyscy się obawiali. Niepotwierdzony raport, przesłany do Turynu informował, że Harry Goodley zginął na froncie we Francji. Wśród pracowników klubu zapanował wielki smutek, szczególnie, że nikt nie miał okazji się z nim pożegnać. Do zegarka, który miał otrzymać, przyczepiono kartkę, na której widniał napis: „Dla Pana Goodleya, prawdopodobnie zmarłego”. Zegarek przekazano do biura Gazzetta del Popolo, gdzie wrzucono go do czyjejś szuflady, a następnie o nim zapomniano.

Niespodziewany powrót

Minęło 17 lat, a wspomnienie o Goodleyu powoli zaczęło przechodzić do historii, kiedy to nastąpił niesamowity zwrot wydarzeń. Któregoś dnia, w 1930 roku, pewien dżentelmen w średnim wieku przyjechał niezapowiedziany do biura Juventus Football Club. Wyglądał bardzo wytwornie, mówił płynnie po włosku, lecz z zauważalnym akcentem. Przedstawił się jako… Harry Goodley. Harry Goodley!

Klub i wszystkich jego pracowników ogarnęła wielka ekscytacja. Wieści o powrocie Goodleya dotarły do jego dawnych znajomych i współpracowników. Naturalnie, radość z powrotu legendy połączona była z wielką ciekawością wydarzeń od nagłego wyjazdu Harry’ego z Turynu. Dlaczego opuścił miasto tak nagle? Co z historią o śmierci we Francji? Jak miewają się Erina i dzieci?

Jak się okazało, Goodley miał jechać do Petrogradu (Sankt Petersburga) w Rosji w celach biznesowych. Jednak po przyjeździe zastały go wczesne wydarzenia rosyjskiej rewolucji. Kiedy upadła monarchia, Goodley został de facto uwięziony w kraju. Minęło trochę czasu, zanim mógł wrócić do Anglii, gdzie z kolei wybuch wojny rzucił go na front francuski. Kiedy Anglik ze stoickim spokojem opowiadał o tych wydarzeniach, przyjaciele dostrzegli w nim Goodleya, jakiego znali przed laty. Opanowanego i stanowczego.

W trakcie długiej rozmowy, ktoś przypomniał sobie o zegarku. Goniec, wysłany do biura redakcji, po szaleńczych poszukiwaniach w końcu znalazł pozostawiony w szufladzie ponad dekadę wcześniej prezent. Kiedy wręczono go Goodleyowi, jego twarz przybrała wyraz, jakiego jeszcze nikt wcześniej nie widział. Goodley powiedział wtedy do kolegów: „Ten zegarek będzie mi przypominać o najlepszych dniach mojego życia”.

W taki oto szczęśliwy sposób kończy się historia jednego z pionierów włoskiego calcio. Po krótkiej wizycie w Turynie, Goodley wrócił do Nottingham, aby kontynuować pracę w przemyśle. Razem z synem założył Goodley Electric Jacquard Company i opatentował maszyny tkackie w Wielkiej Brytanii i USA. Jego siedzibą były dokładnie te same hale Victoria Works, w których lata wcześniej rozpoczynał praktykę jako mechanik.

Ostatni rozdział

W styczniu 1951 roku, w turyńskim dzienniku La Stampa Sportiva, pojawiła się krótka notka, informująca o śmierci Harry’ego Goodleya. Dożywszy słusznego wieku 72 lat, przeżył wielu swoich kolegów i współpracowników. Pomimo kluczowej roli, jaką odegrał w budowie jednej z najważniejszych instytucji futbolu na świecie, zmarł, będąc człowiekiem niemal anonimowym. Ostatnie dni spędził ze swoją ukochaną Eriną, w skromnym domku na Central Avenue w Nottingham, kilkaset metrów od swojego rodzinnego domu.

Źródło: CalcioEngland.com

Brak komentarzy

Skomentuj treść

Przegląd włoskiej prasy
Przegląd włoskiej prasy

MENU

Powrót

Share to