Ogarnij się, Lotito!

prosto z Włoch

We Włoszech 21 marca, będący pierwszym dniem wiosny nie przyniósł pogodnych wieści. Sytuacja w kraju jest dramatyczna. Tylko tego dnia z powodu koronawirusa zmarły 793 osoby. To rekordowy wynik. W wyniku pandemii, życie we Włoszech straciły już 4825 osoby, co daje większą liczbę niż wszystkich przypadków w Chinach. Zakażonych jest 53 578 osób. Najgorsze jest to, że ta statystyka pogarsza się z dnia na dzień.

Najbardziej dotkniętym regionem w Italii jest Lombardia. W Bergamo ciężarówkami wywozi się trumny ze zmarłymi, bo krematorium nie jest w stanie poradzić sobie z takim ogromem ciał. Sytuacja jest krytyczna. Szacuje się, że liczba zarażonych może być w tym rejonie jeszcze 10-krotnie wyższa, gdyż wielu nie zostało jeszcze poddanych badaniom. Życie w Italii jest sparaliżowane, a nad państwem kłębią się czarne chmury. Najgorszym problemem jest brak dyscypliny, tak charakterystyczny dla ludności włoskiej. Rząd nie radzi sobie z pandemią, starając się na wszelki sposób zmusić ludzi do pozostania w domach. Bezskutecznie. Podobnie dramatyczna sytuacja zdaje się być w Hiszpanii i Francji. Niemcy jeszcze dają radę, w Anglii zaś rządowe restrykcje uruchamiane są z wielkim opóźnieniem. Premier League była ostatnią z 5 najsilniejszych ligą w Europie, która zdecydowała się na zatrzymanie rozgrywek.

Calcio w dobie koronawirusa

Gdzie w tym wszystkim calcio? No właśnie, to dobre pytanie, gdzie? Kiedy cały świat walczy z pandemią, by ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa, we Włoszech trwają niepotrzebne dysputy na temat tego, kiedy wznowić rozgrywki i treningi drużyn. Te pozostają wstrzymane od 8 marca, czyli ostatniego meczu Serie A, pomiędzy Juventusem a Interem, który rozegrano przy pustych trybunach. Kluby pozostają pod baczną obserwacją i kwarantanną, gdyż pośród piłkarzy również wykryto przypadki zakażenia koronawirusem. Pierwszym był zawodnik Starej Damy Daniele Rugani oraz jego partnerka, będąca w ciąży.

Po nich było tylko gorzej. Pięciu piłkarzy Sampdorii, w tym Bartek Bereszyński, dwóch piłkarzy Fiorentiny, wirus dotarł także do Hellasu Verona. W końcu, ostatnie informacje na temat zakażenia się Blaise’a Matuidiego, Paulo Dybali z Orianą Sabatini oraz Paolo Maldiniego i jego syna Daniela. To powinny być aż nadto powody do tego, by obecnie nawet nie myśleć, a co dopiero mówić o wznowieniu rozgrywek we Włoszech i jakiejkolwiek innej lidze, meczach pucharowych, czy międzynarodowych. To czas, kiedy trzeba stanowczo powiedzieć: stop.

Przełożono turniej EURO 2020, trwają dyskusje na temat przełożenia Igrzysk Olimpijskich. Wyznaczono terminy zastępcze rozegrania pozostałych meczów Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Kalendarium krajowych lig, po wznowieniu, o ile ono będzie w ogóle możliwe, będzie napięte do granic możliwości. Rozgrywanie meczów co trzy dni, dodatkowo krajowe i europejskie puchary. Czyste szaleństwo, jednak taki jest póki co plan. Moim zdaniem szalony, w dodatku w charakterze bardziej przymusu niż rozgrywki, bo w końcu piłka jest dla kibiców. Tam, gdzie nie ma tifosich, kończy się sport. Jednak nie dla wszystkich…

Claudio Lotito, prezes rzymskiego Lazio walczy o wznowienie treningów. Wtóruje mu Aurelio De Laurentis z Napoli. Obaj panowie za wszelką cenę chcą posłać swoich zawodników na boisko treningowe i w ostatecznym rozrachunku dograć sezon do końca, jak najszybciej. O ile można zrozumieć rozgoryczenie Lotito, którego klub zajmuje obecnie 2. miejsce w tabeli, z jednopunktową stratą do Juventusu, mając realne szanse na scudetto w tym roku, tak kompletnie pojąć nie mogę, dlaczego popiera go prezes neapolitańczyków.

Jak wspomniałem, rozgoryczenie rozumiem i chęć dokończenia sezonu również. Jednak mówienie o tym w tak krytycznym momencie jest po prostu, lekko mówiąc, niemądre i słabe. Czy naprawdę lepiej przedkładać nad życie ludzkie przymusowe dokończenie rozgrywek? Czy warto grać przy pustych trybunach, bez dopingu swoich kibiców? Czy jest sens poświęcać tyle, by walczyć dalej o mistrzostwo kraju, które zdobywa się dla rozrywki kibiców? A Napoli? Liczą na dotarcie do finału Ligi Mistrzów? Są aż tak pewni siebie podchodząc do rewanżu z Barceloną na Camp Nou po remisie 1:1 z pierwszego spotkania? Dla mnie osobiście, choćby wspominanie o powrocie do treningów jest na dzień dzisiejszy szalone i lekkomyślne.

Tak samo jak szalone jest moim zdaniem sprzeczanie się trójkąta decydentów: rządzących, Włoskiej Federacji Piłkarskiej i Włoskiego Stowarzyszenia Piłkarzy. Każdy ciągnie w swoją stronę. Najbardziej kuriozalna sytuacja miała miejsce w meczu Parma vs SPAL, kiedy to na 10 minut przed rozpoczęciem meczu piłkarzy zawrócono do szatni, by po 75 minutach ponownie wypuścić ich na boisko i powiedzieć: „Jednak gramy”.

Głos szaleństwa, głos rozsądku

Najrozsądniej podchodzi do tego jednak AIC (Włoskie Stowarzyszenie Piłkarzy), którego przewodniczący, Damiano Tommasi za wszelką cenę chce chronić piłkarzy. Z kolei włoski minister sportu, Vincenzo Spadafora, przyznał, że rozgrywki ligowe na Półwyspie Apenińskim mogą zostać wznowione na początku maja. Tommasi odbił piłeczkę, powołując się na chińskie przysłowie: „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich planach”. I myślę, że trafił w punkt. Tu nie ma co rozmyślać nad wznowieniem rozgrywek w obecnym momencie. Najpierw należy uporać się z wirusem. Kiedy sytuacja się unormuje i dojdziemy do momentu, w którym, tak jak w Chinach, nie zaobserwuje się wyraźnie przyrostu nowych przypadków zakaże, będzie można powoli myśleć o dalszych krokach, także w sporcie.

Kolejna kwestia to oczywiście finanse. Sport to również biznes, przez który przechodzą grube miliony. Wiadomo, że wszystkie kluby bedą stratne. To dodatkowy bodziec dla niektórych, by wystartować dalej z rozgrywkami. Swoja drogą, zapytanie UEFA do Romy i Interu, czy dobrowolnie poddadzą się walkowerowi, by dokończyć Ligę Europy było karygodne. Na szczęście panowie poszli po rozum do głowy i wstrzymali europejskie rozgrywki. Teraz zastanawiają się nad tym, by zawiesić Finansowe Fair Play. W Nyonie powołano dwie komisje, zadaniem których jest przeanalizowanie sytuacji europejskich klubów. Rozwiązaniem żywo zainteresowane są bez wątpienia Juventus i Milan. W oczekiwaniu na tę decyzję, a także analizując straty kluby w Serie A zastanawiają się, co z pensjami piłkarzy. Padła propozycja, by na czas postoju uciąć wynagrodzenia od 20 do 30%. Będzie to podlegało oczywiście negocjacji z AIC oraz piłkarzami. Takie cięcie oznaczałoby dla przykładu, że najlepiej zarabiający w Serie A Cristiano Ronaldo „zbiedniałby” o 9 milionów euro.

Sytuacja, jak widać, jest bardzo słaba. Terminarz, straty finansowe, pensje piłkarzy, ale przede wszystkim życie. Tak, panie Lotito, przede wszystkim życie. W całej tej sytuacji da się znaleźć rozwiązanie, lepsze lub gorsze, ale jest możliwe. Tylko, żeby je znaleźć, trzeba być żywym. Dlatego nie powinno się wznawiać treningów i rozgrywek. Zakończmy ten sezon teraz.

Moim zdaniem, sytuację pięknie opisał Massimo Cellino, będący prezydentem Brescii: „Bądźmy realistami. Ten sezon jest już skończony. Powinniśmy skupić się na następnym, a póki co na tym, żeby do niego dożyć”. W stu procentach zgadzam się z panem Cellino. Zwierzchnik Brescii w paru gorzkich słowach wypowiedział się również o Claudio Lotito, dając jasno do zrozumienia, że ten powinien zrobić wycieczkę po rozum, bo gdzieś go zagubił.

Co dalej?

Jeśli kończenie sezonu w tym momencie jest dla Lotito i De Laurentisa niewygodne i wydaje się mało sprawiedliwe, podejdźmy do tego inaczej. Zgadzam się, że przerywanie sezonu po 26 kolejkach może być nie do końca trafne (powiedzcie to kibicom Liverpoolu), ze względu na to, że nie wszystkie drużyny rozegrały ze sobą po dwa mecze, dlatego osobiście zaproponowałbym zakończenie rozgrywek po pierwszej rundzie rozgrywek. Na tej podstawie wyłoniłbym zwycięzców ligi, przyznał miejsca w pucharach europejskich i wyłonił spadkowiczów. Myślę, ze sprawiedliwsze rozwiązanie niż np. uznać cały sezon za nieważny, bo jednak piłkarze zostawili w nim cząstkę siebie.

Co z pucharami krajowymi, LM i LE? Coż, tu twardszy orzech do zgryzienia. Tych rozgrywek nie da się dokończyć, nie ma tabeli i punktów. Jesteśmy w fazie play-off. Tu zakończyłbym rozgrywki definitywnie. Przed tymi, którzy zarzucą mi brak konsekwencji, usprawiedliwię się tym, że jak wspomniałem, nie mamy do czynienia z tabelą, w której panują jasne zasady przyznawania punktów. Niestety, nie widzę mądrej alternatywy. Nie mam na to pomysłu. Nie dziwie się więc, że inni mają z tym duży problem. Mimo wszystko, jestem przekonany co do swojej propozycji, dotyczącej rozgrywek krajowych. Ostatecznie, jeśli będzie trzeba ujednolicić wszystko – uznajmy cały sezon za nierozegrany i wróćmy do rozgrywek, kiedy pozwoli na to czas, ze statusem na koniec poprzedniego.

Dla porównania, władze ligi japońskiej zakończyły już sezon i powiększyły pierwszą i drugą klasę rozgrywkową o dodatkowe dwa zespoły. Zatem w przyszłym sezonie będzie czterech spadkowiczów w obu najwyższych klasach rozgrywkowych w kraju.

Co dalej z calcio? Nie wiem. Póki co, zostańcie w domu. Ja natomiast mówię stanowcze „nie” dla wznowienia treningów od najbliższej środy, jak proponują panowie Lotito i De Laurentis.

PS. Liga białoruska gra w najlepsze i to z kibicami na trybunach.

Brak komentarzy

Skomentuj treść

Pensje do cięcia?
Zadłużona Serie A

MENU

Powrót

Share to